Nowy numer 43/2020 Archiwum

Najpiękniejsza w świecie

Dzieci. Ania po urodzeniu żyła półtorej godziny. Rodzice ją przytulili, zanim odeszła do nieba. I pomyśleć, że lekarze proponowali, żeby to dziecko wcześniej zabić.

Czego chcieli oszczędzić rodzicom Ani ginekolodzy proponujący aborcję? Cierpienia? Przecież po zabiciu własnego dziecka cierpienie jest znacznie większe. W dodatku najczęściej trwa przez całe życie.

A może lekarze przez swoją propozycję chcieli zaoszczędzić cierpienia samemu dziecku? – To zakłamanie. Mówiąc takie rzeczy, pomija się fakt, jak przebiega aborcja, i to, z jak wielkim bólem dla dziecka się wiąże – ocenia dr n. med. Magdalena Wąsek-Buko, pediatra neonatolog ze Śląskiego Hospicjum Perinatalnego.

To hospicjum jest niezwykłym stowarzyszeniem. Działający w nim lekarze i psychologowie za darmo, z potrzeby serca, pomagają rodzicom, którzy spodziewają się przyjścia na świat dzieci z bardzo ciężkimi wadami – takimi, które zapewne doprowadzą do śmierci maleństw albo jeszcze w trakcie ciąży, albo krótko po urodzeniu.

Lepsze niż brytyjskie

Rodzice Ani – Denisa i Rafał – przez cztery lata mieszkali w Anglii. Kiedy Denisa zaszła w ciążę, postanowili na sam poród wrócić do Polski. Ich zdaniem nasze położnictwo stoi na wyższym poziomie niż brytyjskie – to opinia ich koleżanek, które rodziły na Wyspach. Ciąża przebiegała dobrze do 20. tygodnia. Wtedy badania wykazały, że ich dziecko cierpi na poważną wadę nerek. Przez chore nerki nie rozwijały się też płuca. Angielscy lekarze zalecili polskiej parze aborcję. – W Anglii myślą o dziecku jako o problemie łatwym do usunięcia – wspomina Denisa. – Jak o grypie, której trzeba się pozbyć – dodaje Rafał. Odmówili.

Wrócili do Polski, do mieszkania w Świętochłowicach. Mieli nadzieję, że ich dziecko można jeszcze leczyć. Polscy specjaliści też nie dawali mu jednak szans na przeżycie. I niestety w Polsce też padła, choć niewyrażona wprost, propozycja aborcji. Propozycja tym bardziej szokująca, że Ania była już wtedy dużym dzieckiem, miała ponad 20 tygodni. – Jako katolicy, a właściwie po prostu jako ludzie, nie mogliśmy się zgodzić na pozbycie się naszego dziecka – wyjaśnia Rafał.

Siostra Rafała oraz jeden ze specjalistów powiedzieli im o Śląskim Hospicjum Perinatalnym. Denisa i Rafał napisali tam e-maila.

„Akt głupoty”

Odpowiedziała dr Magdalena Wąsek-Buko ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Ona – neonatolog – jako pierwsza rozmawia z parami, które zgłaszają się do hospicjum. Wyjaśnia, na czym konkretnie polega choroba dziecka. Umawia rodziców na wizytę u psychologów ze stowarzyszenia i współpracujących z nim ginekologów – m.in. z katowickiego szpitala bonifratrów czy rybnickiego Centrum Naturalnie. Wszyscy pomagają za darmo. A jeśli trzeba zlecić dodatkowe badania, idą na to pieniądze, wpłacane na konto stowarzyszenia przez darczyńców.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama