Nowy numer 25/2021 Archiwum

Czwarta szkoła zakonników

Nowy dom zakonny. Jest ich trzech. Wprowadzili się we wrześniu. W archidiecezji katowickiej pracują już jezuici. 


To dwóch ojców i jeden diakon. Zamieszkali w budynku przy ulicy Towarowej w Mysłowicach, w tzw. prebendzie. Zwolniły się tam w zeszłym roku mieszkania po księżach diecezjalnych. Jezuici mają tam teraz, oprócz swoich pokoi, prywatną kaplicę, wspólną kuchnię i wspólną aulę z telewizorem.
Co ich sprowadziło do archidiecezji katowickiej? Szkolnictwo! Jezuici otworzyli w zeszłym roku w Mysłowicach publiczne gimnazjum. Mieści się w gmachu Górnośląskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. kard. Hlonda, którą zakon jezuitów przejął niespełna 1,5 roku temu.
Wtedy jednak ojcowie dojeżdżali z diecezji gliwickiej, z niedalekiego Bytomia. Teraz są w archidiecezji katowickiej już na całego. 13 stycznia ich mysłowicki dom zakonny pobłogosławił arcybiskup Wiktor Skworc.


Przerwa na pingla


W Publicznym Gimnazjum Jezuitów w Mysłowicach jest na razie tylko jedna 15-osobowa klasa. A to dlatego, że w zeszłym roku zakonnicy późno tę szkołę zarejestrowali. Rekrutacja ruszyła dopiero w maju.

– Teraz mamy zgłoszone trzy oddziały. Ile Pan Bóg pozwoli, tyle otworzymy – mówi o. Artur Niechwiej, wicedyrektor gimnazjum. – Nowe oddziały nie będą liczniejsze, niż 20-osobowe – zapowiada.
W pierwszej klasie, która już teraz działa, jest 11 chłopaków
i 4 dziewczyny. Noszą w szkole mundurki: granatowe bluzy z kapturami. Na piersi mają logo szkoły, w które wkomponowane są litery IHS, podobne do tych z jezuickiego monogramu. – Nie używamy żadnych sztywnych, białych kołnierzyków, dlatego oni chcą w tych mundurkach chodzić – uważa
o. Artur.
Uczniowie Kamil i Michał, obaj z Mysłowic, to kumple jeszcze z podstawówki. – Mnie rodzice nakłonili, żebym przyszedł do tego gimnazjum – zaznacza Kamil. – Tu jest dość wysoki poziom. Ale w podstawówce miałem o wiele gorsze oceny. Mamy fajnych nauczycieli, nie ma takich ostrych. Da się z nimi pogadać – uważa. – Tu każda pani poświęca więcej czasu każdemu dziecku – wpada mu w słowo Michał.
To na lekcjach. Równie dużo chłopcy opowiadają, jak jest poza nimi: na dyskotece czy zajęciach dodatkowych. – Świetne jest to, że możemy sobie na przerwach w pingla zagrać – stwierdza Kamil.
– A w podstawówce tego nie mieliście?
– W podstawówce trzeba było się zadowolić siedzeniem pod ścianą – odpowiada zdecydowanie Michał. Chwilę później kumple już dyskutują między sobą: – W przyszłym roku już będzie do pingla i piłkarzyków więcej ludzi... – Ale wiesz, tak nie będzie jak w podstawówce, gdzie masz pięćset dzieci – mówią.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama