Nowy numer 25/2021 Archiwum

Wystarczy mieszkać w Katowicach


„Zmarł za piętnaście dziewiąta, a może piętnaście po dziewiątej rano 29 grudnia 2013, w niedzielę Świętej Rodziny. Czuwający przy nim byli tak przejęci, że czas na zegarze zlał się w ich głowach w jedną godzinę śmierci”.

Pan Wojciech wyglądał jak żywy. Nie było po nim widać, że chorował, w oczy rzucała się jego piękna twarz – mówi Wojciech Krajewski, kierowca i przyjaciel Wojciecha Kilara. Był przy nim 20 minut po jego zgonie. Wył, całując zmarłą dłoń kompozytora.


Śmierć. Poniekąd ona skłoniła naszą redakcyjną koleżankę Barbarę Gruszkę-Zych do napisania niezwykłej książki poświęconej Kilarowi. Biografia „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Niecałe. Autorka, poza własnymi wspomnieniami ze spotkań z W. Kilarem, mówi o nim, cytując jego najbliższych, przyjaciół ze świata kultury i zwykłych ludzi, którzy towarzyszyli mu na co dzień.
Wojciech Kilar kochał różańce, Jasną Górę, eleganckie koszule, koty, czekoladę, dobrą literaturę. Nie lubił, gdy ktoś przerywał mu drzemkę i kiedy za bardzo go chwalono. „Nie wiem, dlaczego to mnie właśnie spotkało takie piękne życie. Jestem dość niezorganizowany, trochę leniwy, niepewny swoich racji, a dostałem tyle wspaniałych łask Bożych” – zwierzył się dziennikarce „Gościa”.
Wybitny kompozytor peszył się, gdy dostawał nagrody. „Mam taki naturalny odruch, żeby, broń Boże, nie pomyśleć, że jestem od kogoś lepszy, że jestem kimś szczególnym (...). Kiedy słyszę o śmierci górnika w kopalni, to wiem, że niepotrzebnie się przejmuję tym, jaką wybrać nutkę do utworu, kiedy on nie żyje, a gdzieś tam rozpacza jego rodzina. Zawsze trzeba pamiętać o zachowaniu proporcji. Mam kompleks naszej niepotrzebności. Społeczeństwo mogłoby się doskonale obejść bez artystów” – mówił w publikacji i zaraz później dodał: „Świat nie mógłby istnieć bez ludzi, którzy wywożą śmieci”.
Jednak lubił komponować. Jego utwory powstawały głównie nocą. Pochodził ze Lwowa, ale większość życia spędził w Katowicach. Gdy przyjechał do Hollywood i zapytano go, co trzeba robić, żeby tworzyć tak piękne utwory, odpowiedział, że wystarczy mieszkać w Katowicach.
Miał słabość do Jasnej Góry. Bywał tam co najmniej raz w roku, zawsze w dniu swoich urodzin, 17 lipca. Chwalił również śląskich kapłanów. „W Polsce mamy wspaniałych księży, ale księża śląscy, tak jak region, w którym posługują, są poważniejsi. Śląsk jest bardziej na serio, nie taki salonowy”.
Mówiąc o księżach, wspomniał również obecnego biskupa pomocniczego Marka Szkudłę. „Kiedyś spowiadałem się dwa razy w ciągu godziny. Wstąpiłem do jednego z wielkich kościołów w Katowicach i tam miałem wrażenie, że spowiednik mnie nie zrozumiał. W takim dziwnym stanie wracałem pieszo przez park Kościuszki, no i zajrzałem do ks. Henryka Bolczyka. Zastałem u niego ks. Marka Szkudłę. Zwierzyłem mu się, że wracam ze spowiedzi i... jeszcze raz się wyspowiadałem. Także z tego, że byłem wściekły na tamtego księdza, który mnie nie zrozumiał”.
Choć żona Barbara nigdy go nie pouczała, to ona skłoniła go do zerwania z alkoholem i do chodzenia na Msze. Zrobiła to przykładem własnego życia. „Gdy widziała, że wolę zaglądać do kościoła, kiedy nie było tam ludzi, bo wtedy lepiej udawało mi się skupić, jeszcze gorliwiej chodziła na Msze św. i modliła się w mojej intencji (...). Tak jak wszystkie najcenniejsze łaski Boże przychodzą do nas przez kobiety, tak i te przyszły do mnie przez moją Basię”.
Żona, jego największa miłość, zmarła w 2007 r. Chciała, żeby jej ciało zostało skremowane. Mężowi radziła jednak co innego: „Tacy jak ty nie powinni dać się spalić. Społeczeństwo po śmierci będzie potrzebować realnych znaków obecności, nie wystarczy mu proch”.
Jedyny raz nie posłuchał żony. Urna z jego prochami 4 stycznia 2014 r. spoczęła przy ukochanej w grobowcu na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza w Katowicach.
Barbara Gruszka-Zych, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara”, Wyd. Niecałe, ss. 264


Promocja książki


Spotkanie z Barbarą Gruszką-Zych, autorką książki „Takie piękne życie”, odbędzie się 5 listopada o 18.00 w siedzibie NOSPR przy pl. Kilara 1. Poprowadzi je Aleksandra Pietryga, dziennikarka „Gościa”.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama