Nowy numer 24/2021 Archiwum

Kręgosłup księdza


To człowiek, którego życie jest bardziej związane z katowicką katedrą niż losy jej proboszczów, parafian i biskupów. 60 lat temu, jako kleryk, uległ wypadkowi na jej budowie.

To stało się w 1955 roku, zaledwie trzy dni przed konsekracją katedry Chrystusa Króla, której 60-lecie świętujemy 30 października. Uroczystość się zbliżała, a roboty wciąż był huk. Ksiądz Jan Piskorz, wikariusz kapitulny, który z nadania komunistów (pod nieobecność wygnanych biskupów) rządził diecezją katowicką, wysłał więc na plac budowy kleryków Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego.
Wśród pracujących był też kleryk Stanisław Wieczorek.

– Na schodach do katedry rozbieraliśmy deski po zwalonym szybie, którym wcześniej robotnicy wciągali na górę zaprawę – wspomina ks. Stanisław. – Ale widać trochę materiału jeszcze zostało na wysokości tych filarów, bo w pewnym momencie ktoś zrzucił stamtąd deskę... na mnie.


Koledzy z seminarium, widząc Staszka leżącego bez ruchu na betonie, potracili w pierwszej chwili głowy. Nie wiedzieli, jak go ratować. Jak to się czasem zdarza, najchłodniejszy umysł zachował w tej sytuacji sam poszkodowany. – Zacząłem wołać do nich: „Karetkę! Karetkę!”. Czułem, że tutaj mogą pomóc tylko fachowcy – mówi.


Z katowickiego szpitala na ul. Francuskiej wyszedł po kilku tygodniach, ale poważne problemy z kręgosłupem nie opuściły go przez następne 60 lat. – Łaska Boża, że ta deska nie uderzyła we mnie całą siłą, bo wtedy mogłaby złamać mi kręgosłup. Jednym końcem wpierw uderzyła w beton, a dopiero potem, drugim końcem, we mnie. To mnie okaleczyło, ale nie przerwało rdzenia kręgowego – opowiada ks. Stanisław.


Chwila, w której ktoś nieuważnie rzucił tę deskę, bardzo wpłynęła na jego życie. Nie zmieniła jednak rzeczy dla niego najważniejszej, bo diecezja nie odwróciła się od niego. Już w następnym roku, pomimo swojego kalectwa, otrzymał święcenia kapłańskie. I – jak twierdzą świeccy, którzy go znają – jest dobrym księdzem, Pan Bóg przez niego działa.


Nigdy nie został jednak wikarym. I tuż po święceniach wrócił do rodzinnego domu w Jedłowniku pod Wodzisławiem. – Przy tych pracach w katedrze nie byliśmy ubezpieczeni, więc przez pierwsze lata po wypadku żyłem z renty matki. I z pensji brata, który pracował na kopalni. Chodziłem do kościołów w Jedłowniku czy Wodzisławiu, wszędzie, gdzie trzeba było pomóc – mówi. – Po przyjacielsku też pomagałem księdzu Ewaldowi Kasperczykowi, proboszczowi z Turzy Śląskiej. A on zaczął mnie też wspierać materialnie. Dawał mi po 500 zł. Dzięki temu nie musiałem już mamie tak „siedzieć na kieszeni”. W ogóle miałem szczęście, bo spotykałem dużo dobrych księży, którzy starali się mi pomóc – uważa.


Ks. Stanisław pomagał też w parafiach: Marklowice, Stare Boguszowice, Pstrążna. Wszędzie tam dojeżdżał autobusami PKS-u. Na prośbę biskupa Kurpasa jeździł też pomagać w parafii w Radlinie, gdzie brakowało wikarego. Na cztery lata został też rektorem małej parafii w Bukowie nad Odrą.


W końcu kupił mieszkanie na osiedlu Nowiny w Rybniku i w nim zamieszkał. Pomagał w tamtejszej parafii św. Jadwigi i wszędzie tam, gdzie ktoś go poprosił. Najbliżej był jednak związany przez całe swoje życie z fatimskim sanktuarium w Turzy Śląskiej.


Księża mają tam nawał pracy, zwłaszcza w czasie Nocy Pokuty i Wynagrodzenia, z 29 na 30 każdego miesiąca. Ks. Stanisław godzinami w Turzy spowiadał, a o czwartej nad ranem odprawiał zawsze Msze św. za ojczyznę.
– Jest patriotą. I dobrym spowiednikiem. Zawsze umiał w konfesjonale dobrze doradzić i ukierunkować penitenta – mówi Alfreda Burek, która organizuje wyjazdy autobusem z Leszczyn na Noce Pokuty i Wynagrodzenia. Tym autobusem przez lata pielgrzymi z Leszczyn podwozili księdza Stanisława z Rybnika do Turzy. – Wprowadzał dobrą atmosferę, między innymi dlatego, że ma duże poczucie humoru – dodaje.


Od ośmiu lat ksiądz Stanisław przebywa w zakładzie opiekuńczo-leczniczym w Domu Księży Emerytów w Katowicach. Nie umie już sam się poruszać z powodu lewostronnego porażenia nerwów. Jedno się jednak od 84 lat w jego życiu nie zmienia: wesołe usposobienie. – Tutaj też dużo się śmieję. I podchodzę do rzeczywistości humorystycznie – mówi.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama