Jakie życie, taka śmierć, nie dziwi nic... Zmarły pan Krzysztof szedł na Jasną Górę już po raz 33. Czekała tam na niego żona z synem i wnukami. Kilometr przed sanktuarium Matki Jezusa, do której przez całe dorosłe życie chodził, źle się poczuł i stracił przytomność. Do reanimacji od razu przystąpił lekarz, pielgrzym tej samej grupy 2A. Dołączyli medycy Pielgrzymki Rybnickiej, szybko przyjechało pogotowie. Nie udało się go uratować. To był zawał.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł









