Nowy numer 25/2018 Archiwum

Jak tsunami

Z aparatami tlenowymi na plecach ratownicy ledwie przeciskali się przez wyrobiska o wysokości 80 cm, które zmniejszały jeszcze wystające tu i ówdzie rury i pogięte żelastwo. Ratownicy, którzy znaleźli ciała górników na „Śląsku”, opowiedzieli o tym.

Na kopalni „Wujek” Ruch „Śląsk” podsumowano najdłuższą i najtrudniejszą akcję w historii polskiego ratownictwa górniczego. Pięciu ratowników, którzy po prawie dwóch miesiącach akcji znaleźli ciała dwóch górników, opowiedziało dziennikarzom o swojej pracy. Temperatura w rejonie zawału przekraczała 40, a nawet 50 stopni Celsjusza. Wilgotność sięgała 90 procent. Wyrobiska o wysokości 80 cm, którymi się przeciskali ratownicy w czasie poszukiwania ofiar, przed tąpnięciem miały 3,5 metra wysokości.

Jak tona trotylu

– Wstrząs o energii 4¥10 do potęgi 9 J można porównać do wybuchu tony trotylu – komentował w czasie podsumowania prezes Katowickiego Holdingu Węglowego Zygmunt Łukaszczyk.

Specjaliści pokazali dziennikarzom statystyki z ostatnich 30 lat. Nie widać w nich wstrząsów, które choćby zbliżyły się swoją siłą do tego z 18 kwietnia 2015 roku. Prezes Łukaszczyk porównał to tąpnięcie do podziemnego tsunami. Nie było to zwykłe załamanie się skał, ale ruch uskokowy, przesunięcie się skał.

Po tym tąpnięciu śmierć ponieśli 44-letni ślusarz i 36-letni sztygar. Sztygar pracował w kopalni od ponad 3,5 roku, był żonaty. Ślusarz aż 24 lata i 10 miesięcy, był żonaty, miał jedną córkę.

Aby do nich dotrzeć, wykonano odwiert ratowniczy z powierzchni, po raz pierwszy na świecie tak głęboki, sięgający 1054 metrów. W 2010 roku taki odwiert wydrążono także po katastrofie w kopalni w Chile, był jednak znacznie krótszy – miał 625 metrów.

W Chile ratownicy starali się dowiercić do przestrzeni o powierzchni 50 metrów kwadratowych. Trafić udało się im dopiero po kilku nieudanych próbach. Tymczasem teraz na Śląsku wiertło trafiło za pierwszym razem, i to w obszar o powierzchni zaledwie... 6 metrów kwadratowych. To zasługa inżynierii geologiczno-górniczej najwyższej próby oraz innowacyjnej metody wiercenia – za pomocą tzw. silnika wgłębnego.

Odwiert trafił w przestrzeń przy telefonie – bo 40 sekund przed tąpnięciem górnicy próbowali z niego dzwonić. Kamera spuszczona 1054 metry pod ziemię górników jednak nie dostrzegła. Nikt też nie odpowiedział na emitowane z głośników nawoływania ratowników.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama