Nowy numer 24/2018 Archiwum

Pasja w czasach zarazy

Rozmowa. O wyprawie do kraju ogarniętego epidemią eboli, przemytnikach i O dużej dawce witaminy C z Tadeuszem Biedzkim, ślĄskim podróżnikiem i pisarzem, rozmawia Krzysztof Błażyca.

Krzysztof Błażyca: Po „Śnie pod baobabem” i przekroczeniu „Dziesięciu bram świata” tym razem został Pan przemytnikiem?

Tadeusz Biedzki: (śmiech) A wcześniej uczestnikiem obrzędu zabijania kozła. Ludzie w wiosce wierzyli, że krwawa ofiara uchroni ich przed ebolą, bo w pobliżu był nawrót choroby. Podczas tej podróży przekroczyliśmy z żoną trzy „zielone granice”: do Gwinei z ghańskimi rybakami, do Sierra Leone też nielegalnie morzem. Gorzej było w drodze do Liberii, bo tam i mafie diamentowe, i wiele patroli. Udało się z przemytnikami.

Nie lepiej było oficjalnie, z wizami?

Nie było szans na wizy. W Sierra Leone jeden z rybaków zaprowadził nas do kuzyna. Jak to w Afryce – wszyscy rodzina. Ten kuzyn jeździł busem do Liberii. Ja mu mówię, że nie mam wizy. A on na to, że teraz, przy eboli, trudniej wjechać, ale: „Nie martw się, bo ja mam kuzyna i on cię przeprowadzi przez granicę”. No to jedziemy. A on zamiast do granicy, skręca w busz. Ludzie krzyczą, bo oni przecież na targ przy granicy jadą. Kierowca zostawia nas na drodze.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama