Nowy numer 25/2018 Archiwum

Boscy kryminaliści

W więzieniu. – Jestem typowym złodziejem. Kiedyś nawet kościół okradłem – mówi nawrócony Bartek. W Jastrzębiu-Szerokiej siedzą ostrzy faceci, o których Jezus upomniał się za kratami.

Na prawie 1100 kryminalistów w jastrzębskim Zakładzie Karnym na niedzielne Msze święte przychodzi tylko 60.

A może aż 60? Więzienie w Szerokiej jest półotwarte, osadzeni w ciągu dnia chodzą swobodnie po jego terenie. Nie jest więc tutaj tak jak nieraz w innych zakładach, że więźniowie idą do kaplicy tylko po to, żeby na godzinę urwać się z celi. W Jastrzębiu do Jezusa Eucharystycznego, którego w każdą niedzielę i w każdy czwartek wznosi w górę w więziennej kaplicy ksiądz kapelan Jacek Pawlus, przychodzą ci osadzeni, którzy naprawdę tego chcą.

– Jestem typowym złodziejem. Kradłem, oszukiwałem od wielu lat. Kiedyś nawet kościół okradłem – mówi Bartek.

Rozmawialiśmy z nim w zakrystii więziennej kaplicy przed Mszą św. w Wielki Czwartek. W dniu, w którym przed dwoma tysiącami lat także Jezus został uwięziony.

Bartek to facet w średnim wieku. Blizny na policzku, pewne, zdecydowane ruchy. Siedzi od trzech lat, zostało mu jeszcze 14 miesięcy za kratami.

W młodości odszedł od Kościoła. – Pokłóciłem się z Panem Bogiem. A właściwie to sam chciałem być bogiem. Zafascynowałem się czarami, magią. Ciekawe, że zaraz po wejściu w okultyzm zaczęło mi się nagle... dobrze dziać. Miałem, co chciałem. Z tym, że to było takie złudne. Przez całe życie za to płacę – wspomina.

Wśród konsekwencji było i to, że zaczął coraz głębiej wchodzić w przestępczy świat. – Żyłem w rozwiązłości seksualnej. Rozbiłem jedno małżeństwo, moje kolejne związki rozpadały się. To dlatego, że w życiu kierowałem się chciejstwem – uważa.

Wpadł też w alkoholizm. Kradł, żeby mieć pieniądze na alkohol.

Nic nie zapowiadało, żeby coś w jego życiu mogło się zmienić. Zmiany nie przyniosła pierwsza odsiadka. Ani druga – do czasu, kiedy przed rokiem spotkał się ze splotem niespodziewanych dla siebie wydarzeń.

Idź se, babo

Zaczęło się od siostry Anny, szarytki, bardzo bezpośredniej kobiety. Zaczepiła go na oddziale odwykowym mokotowskiego aresztu. – Ja do niej: „Ale o co chodzi, proszę panią?” – śmieje się dzisiaj Bartek. – Ona, że chce porozmawiać. Ja na to, że nie ma o czym. Ale siostra i tak do mnie mówi: „Jezus cię kocha takiego, jaki jesteś”. Odpaliłem: „Idź se, babo”, ale jednak te słowa we mnie zapadły. Zacząłem się dziwić: „Jak to: mnie, który zrobiłem w życiu tyle różnych rzeczy, siostra zakonna mówi coś takiego?” – wspomina.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama