Nowy numer 25/2018 Archiwum

Niech żyje wariactwo

Ponad dwustu młodych ludzi z 18 na 19 kwietnia, w jedną noc i kawałek dnia, pokona morderczy dystans między Piekarami Śląskimi a Częstochową.

To aż 60 kilometrów. Pielgrzymka „Na przekór” jest oddolną inicjatywą i wzięła się z wyprawy pięciu kumpli. W 2008 roku Karol, Misiek, Starzu, Świstak i Michał ruszyli nocą z Piekar na Jasną Górę. Doczłapali tam ostatkiem sił (bo o normalnym stawianiu stóp po przejściu ponad 60 km nie może być mowy). Za rok poszli jednak znowu, i jeszcze za rok, i w kolejny. Najdziwniejsze było jednak to, że dołączało do nich coraz więcej podobnych im wariatów, w tym nawet dziewczyny.

Zakłócanie godów jeleni

Chłopaki całkiem jednak zbaranieli, kiedy za którymś razem na starcie przy bazylice w Piekarach Śląskich zjawiło się aż... 60 osób.

Prawie wszyscy wyposażeni w latarki „czołówki”, czasem w kijki trekingowe, z plecakami pełnymi prowiantu i gorącej herbaty w termosach. Młodzi mężczyźni bali się, że po drodze „w środku lasu wyskoczy gajowy i oskarży o zakłócenie godów jeleni czy innych wiewiórek”... Następnego roku pielgrzymkę więc oficjalnie zarejestrowali. – Pierwszy raz pielgrzymowaliśmy w pięć osób, w ubiegłym roku było nas 225 – zdradza Michał Piec, jeden z organizatorów. Choć to inicjatywa oddolna, od kilku lat do marszu dołączają zaprzyjaźnieni księża. Nie zajmują się organizacją tej pielgrzymki, bo to sprawa samych świeckich. A i tak mają pełne ręce roboty od udzielania rozgrzeszeń – bo po drodze intensywnie spowiadają. Ekipa zwołuje się na tę pielgrzymkę głównie na Facebooku. Z tego powodu zjawiają się na niej też ludzie, którzy żyją z dala od Kościoła. Przyciągają ich znajomi i to, że „Na przekór” jest wyzwaniem. Tutaj czasem po raz pierwszy w życiu rozmawiają z księdzem. – W tym roku wyruszymy już 12. raz, bo w przeszłości zdarzało się, że szliśmy dwa albo trzy razy w roku... Część z nas twierdzi, że będzie to w nomenklaturze 11. pielgrzymka, bo raz przed laty zgubiliśmy się w ciemnym lesie i nie doszliśmy do Częstochowy – komentuje Michał Piec.

Dobijcie mnie

Większość uczestników pielgrzymki „Na Przekór” to licealiści i studenci. Choć oczywiście maszerują też z nimi młodzi już tylko... duchem. Co roku idąca w „Na przekór” paczka niesie jakąś wspólną intencję modlitewną, dotyczącą prześladowanych chrześcijan. W tym roku pielgrzymi będą ofiarowywać swój wysiłek za chrześcijan w Iraku. – Podczas pielgrzymki jest czas na spotkanie z Panem w sakramentach, na wspólną modlitwę, dzielenie się radością, a także na refleksje w ciszy – wylicza Michał.

Idącym towarzyszą samochody, żeby podwieźć tych, którzy fizycznie nie dadzą rady. – Pierwsze fizyczne trudności uniemożliwiające dalszy marsz mogą pojawić się w połowie dystansu, czyli po 30 km w Woźnikach – ocenia organizator. Mimo to na zdjęciach z poprzednich pielgrzymek widać, jak uczestnicy w czasie postoju na 50. kilometrze, zamiast leżeć plackiem na trawie... tańczą. Belgijski taniec w tym miejscu powoli staje się już tradycją. Na ostatnich kilometrach ludzie obiecują sobie, że już nigdy nie dadzą się namówić na udział w podobnym wariactwie. „Misiek Uderzinho” po jednej z pielgrzymek wrzucił do netu swój „pamiętnik” z trasy. Po trwającym do połowy trasy „spacerku” jego ton zaczął się powoli zmieniać. Między 40. a 50. km zanotował: „DOBIJCIE MNIE, JEŚLI MACIE SERCE!”.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama