Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wąsala, powiedz coś wesołego

Zmarł ostatni kolega rocznikowy Jana Pawła II z seminarium.

Jan Paweł II pamiętał o swoich rocznikowych kolegach także w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski w 2002 roku. Zaprosił ich, żeby razem z nim poświęcili w Wadowicach kościół – wotum za ocalenie z zamachu. – Po uroczystości poszliśmy na obiad. Choć było tam mnóstwo biskupów, ojciec święty właśnie nas wziął do swojego stołu – relacjonował ks. Wąsala. Ksiądz Franciszek urodził się w 1920 r. w Kluczborku, ale po plebiscycie i powstaniach śląskich rodzina przeniosła się do polskich Katowic. W 1938 r. wstąpił do śląskiego seminarium, ale jego studia przerwała wojna. Próbował je kontynuować w Widnawie, Salzburgu, Fuldzie i Wiedniu, jako Polak był też zmuszony do robót przymusowych.

W tico do Austrii

– Mam wrażenie, że Pan Bóg wśród wszystkich moich kłopotów dał mi jedno: mianowicie zmysł humoru. Bo ja biorę wszystko właśnie z tej strony śmiesznej i dlatego też jest mi jakoś lżej – powiedział w zeszłym roku, już słaby i przykuty do łóżka, Joannie Juroszek z „Gościa Katowickiego”. Księża, którzy pod koniec jego życia przynosili Komunię do jego pokoju w Domu św. Józefa, byli pod wrażeniem tego, jak ją przyjmował. Zawsze witał Pana, śpiewając po dwie, trzy zwrotki pieśni eucharystycznych. A dopóki umiał utrzymać się na nogach, każdego wieczoru obchodził pokoje wszystkich chorych księży i błogosławił ich. – Nigdy nie widziałem go zdenerwowanego – wspomina Franciszek Stasiak, szafarz z Żor-Roju. – Nauczył nas śpiewać w kościele. Cenił piękno liturgii, zawsze odprawiał tak bardzo nabożnie – podkreśla. W Roju ks. Wąsala wybudował kościół. Pracował tam przez 31 lat. – Żył skromnie, co było widać nawet po jego samochodach. Najpierw jeździł mikrusem, a potem daewoo tico – wspomina ks. Janusz Frelich, drugi proboszcz w Roju. – Miał kolegów ze studiów wśród austriackich księży, przyjaźnił się z kardynałem Franzem Koenigiem. Jeździł do Austrii na zastępstwa wakacyjne. Kiedy miał pod dziewięćdziesiątkę, już go tam wozili przyjaciele, m.in. aktor Józef Polok. Raz odwiózł go do Roju, ale tam ks. Franciszek zorientował się, że w kieszeni zostały mu klucze z austriackiego klasztoru. Nikomu nic nie mówiąc, wsiadł do swojego tico i te klucze zawiózł z powrotem do Austrii... W tym wieku! Dopiero z drogi zadzwonił, żeby się o niego nie bali. Był szczęśliwy, że udało mu się przeprowadzić swój plan – śmieje się. Ksiądz Wąsala został pochowany 30 stycznia w Żorach-Roju.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama