Nowy numer 25/2018 Archiwum

Wąsala, powiedz coś wesołego

Zmarł ostatni kolega rocznikowy Jana Pawła II z seminarium.

Przeżył 94 lata. Ostatnio ksiądz Franciszek Wąsala mieszkał wraz z innymi księżmi emerytami w Domu św. Józefa w Katowicach. Większość życia spędził jednak w parafii w Żorach-Roju. Na ścianie swojego mieszkanka miał tam wyjątkowe zdjęcie śmiejącego się polskiego papieża. Nic dziwnego, że Jan Paweł II był wtedy rozbawiony, skoro obok niego widać tam właśnie księdza Franciszka, jednego z największych kawalarzy ich rocznika w seminarium. – Studiowaliśmy z ojcem świętym przez rok w Krakowie. Nas, Ślązaków, było mało, bo dużo kleryków poginęło w czasie wojny. Dlatego z klerykami z Krakowa i Częstochowy bardzośmy się skamracili – powiedział ks. Wąsala „Gościowi Katowickiemu” w 2003 roku. Karol Wojtyła bardzo dbał o utrzymywanie więzi z tą grupą kolegów z czasów studenckich.

Co roku był na zjazdach rocznikowych. Często odbywały się na Śląsku, m.in. w 1974 r. w Żorach-Roju u księdza Wąsali. A po wyborze na papieża na spotkania starzy koledzy przyjeżdżali już do Watykanu. Po raz ostatni jeszcze w 2003 r. zebrali się tam trzej starzy księża Ślązacy, jeden częstochowianin i jeden krakus – papież.

Ślązoki, jo wos kochom

Mało kto potrafił aż tak rozbawić polskiego papieża jak ks. Wąsala. No, może też drugi z rocznikowych kolegów, zmarły w 2009 r. ks. Franciszek Konieczny, proboszcz z Jejkowic pod Rybnikiem. Karol Wojtyła prowokował ich obu do opowiadania „wiców” i anegdot. Mówił: „Konieczny, opowiedz jakieś żarty”, albo: „Wąsala, opowiedz coś wesołego”. Kiedy po raz pierwszy jechali do Watykanu, niektórzy z kolegów (było ich wtedy 22) liczyli, że dowiedzą się czegoś o ważnych dla Kościoła sprawach. Ks. Franciszek powtarzał jednak, że ojciec święty ma na głowie za dużo trudnych problemów, żeby jeszcze jego koledzy mieli go zamęczać pytaniami. Przeciwnie, ich rolą jest rozluźnienie i rozśmieszenie papieża. Choćby przez wspominanie studenckich czasów. I tak właśnie się działo. Razem spacerowali po ogrodach watykańskich, żartowali, śmiali się. Kiedyś po takim spacerze papież umówił się z nimi na wspólny posiłek i rzucił po śląsku: „A bydymy zaś dalij gupie godać?”. – Choć ojciec święty ma mnóstwo zajęć, to jednak zawsze znajduje dla nas czas. Poprzednim razem, zanim się pożegnaliśmy, odprowadził nas aż do windy. Kiedy wsiadaliśmy, to jeszcze nam błogosławił – wspominał ks. Wąsala w 2003 roku. Zapamiętał też, jak kiedyś Karol Wojtyła zawołał do nich wpół po śląsku, wpół po polsku: „Chodźcie, Ślązoki, do mnie, bo jo was kocham!”.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama