Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jazda bez trzymanki

Rok Życia Konsekrowanego. O łowieczce uciekającej przed wilkiem, mocy modlitwy i miejscach, gdzie przebywa Bóg, z s. Anną Bałchan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej rozmawia Joanna Juroszek.

Ludzie ranią, bo sami są zranieni. Podejmują dane wybory, bo nie mają mocy, ponieważ coś się tam wydarzyło. Myślę też, że my, jako chrześcijanie, nie możemy spać spokojnie, ponieważ dzieje się tak wiele sytuacji, które sprowadzają człowieka do niewolnika, do używania, do przedmiotu. Ja już nie chodzę na ulice. Ludzie, jeżeli chcą, przychodzą do nas. Wiedzą, gdzie jesteśmy. Nie pytam się, jaki masz rodzaj grzechu. O swoim grzechu mów w sakramencie pokuty. Tylko Jezus Chrystus daje moc uzdrowienia i wolność. Natomiast ludzie, którzy tutaj przychodzą, mówią o swoim cierpieniu.

W jednym z wywiadów przyznaje Siostra, że aby człowiek się nawrócił, musi zobaczyć, że to ja pierwsza się nawracam. To ja mam być świadkiem wiary wobec tego konkretnego człowieka.

Najtrudniejsze. A jaka jest wiara tych skrzywdzonych kobiet? Dużo Siostra się od nich uczy? Oczywiście, że tak. Dla mnie fenomenem jest to, że Bóg działa i dotyka wszystkich. Każdy ma pragnienie miłości, szacunku, wolności. I to, że Bóg dotyka, opiekuje się, przemawia w różnych, najbardziej ciemnych, masakrycznych miejscach, które można sobie wyobrazić, też jest jakimś znakiem. W największym poniżeniu i cierpieniu – Bóg tam jest. Nie odpuszcza, dotyka. W jakiś sposób ci ludzie tu przychodzą, prawda? Jako chrześcijanie mamy tworzyć możliwości wyboru. I tyle. Najtrudniejszą sprawą jest to, żeby mieć żywą wiarę. Jeżeli przestanę ją mieć, to nie mam nic do dania. Łatwo jest non stop pracować i robić jakiś „szoł”, trudniej jest zachować umiar we wszystkim. Może tak być, że któregoś dnia w ogóle nie będę w stanie spotykać się z ludźmi. Ale jeśli jestem z moim Panem, to i tak będę robić swoje. W sensie modlitwy, bycia, trwania i kto wie, czy to nie będzie więcej.

My, patrząc na osoby bezdomne, ludzi z tzw. marginesu społecznego, od razu ich oceniamy, siebie stawiamy wyżej. Co trzeba mieć w sobie, żeby tak na nie patrzeć?

My się tak zachowujemy w momencie, kiedy jest w nas dużo lęku, bezsilności. Kiedy boimy się bezdomności. Jeżeli człowiek jest ogarnięty miłością Boga, to Bóg zabiera lęk. Chcesz się porównywać, porównaj się z Mistrzem. Oczywiście, że patrzymy na różne zjawiska czy ludzkie wybory, które niosą cierpienie i śmierć, i one nas wkurzają. Nie chodzi o to, żeby tego nie nazywać. Zło jest złem i koniec, kropka. Prawda jest też taka, że ludzie podejmują pewne wybory, one mają swoje konsekwencje. Czasami prowadzą aż do śmierci. I w wymiarze ludzkim mamy często poczucie bezsilności, ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, co się dzieje w sercu człowieka. Nigdy.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama