Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jazda bez trzymanki

Rok Życia Konsekrowanego. O łowieczce uciekającej przed wilkiem, mocy modlitwy i miejscach, gdzie przebywa Bóg, z s. Anną Bałchan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej rozmawia Joanna Juroszek.

Przyznała się Siostra, że jest człowiekiem słabym, grzesznym. Kiedy bp Grzegorz Ryś na jednym ze spotkań powiedział to samo, na sali wybuchł śmiech. Ludzie nie wierzą, że ktoś słaby potrafi zmieniać Kościół, robić wiele dobrego…

Mają rację. Dlatego, że my nie mamy takiej siły. Cały bajer polega na tym, żeby poddać się Panu. Żeby On mógł działać. Kiedy głoszę konferencje, to nie spotykam się ja, jako Anna Bałchan, bo nie mam nic do dania, nie mam co mędrkować. Bo niby jakim prawem? Natomiast masz to, że posyła cię Kościół, przełożeni, biskup i oczywiście przez nich sam Chrystus – i wtedy na własne oczy widzę, jak Bóg dotyka. Przygotowujesz coś jednego, a nagle mówisz coś innego. Bóg da ci odpowiednie słowa. My doskonale wiemy, że to nie jest z nas. Czasami może być tak, że przestaniesz mówić. Albo cię zablokuje, nieważne; cokolwiek się dzieje, jest to po prostu z Jego woli. Z mojej strony ma być cały czas oczyszczenie, skierowanie na Niego. I to jest najtrudniejsze. Ja mam taką umowę z moim Bogiem, żeby mnie nie wypuszczał. Nawet jeśli będę świrować, bo to w życiu różnie bywa. Nigdy nie możesz być pewna, że jesteś silna, mocna i jak mówi św. Paweł: jak stoisz, to bacz, żebyś nie upadł. I to jest właśnie pokora, to chodzenie w prawdzie. My wszyscy jako chrześcijanie, gdziekolwiek jesteśmy, mamy jedno zadanie: Bóg nas posyła. Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby Bóg przez nas mógł działać. I niezależnie od tego, czy włożysz habit, czy sutannę, czy zwykłe ubranie, droga jest ta sama. To jest niezatracanie wiary w przeciwnościach, w trudnościach, w bólu, w ciemnościach. Nawet jeśli zrobimy coś złego czy coś namieszamy, to nie znaczy, że Bóg się od nas odwraca. Bóg nigdy nie nudzi się człowiekiem i to jest fenomen mojego Kościoła, za to kocham mój Kościół. I w imię właśnie tej miłości musimy umieć powiedzieć czasem głośne: „nie!”, postawić granice. Bóg daje nam mądrość, rozeznanie, światło. To cała sztuka życia. Potrzeba nam łaski czytania znaków, słuchania tego, co mówi do nas Bóg. To się tak fajnie mówi, ale to jest taka jazda bez trzymanki.

Jezus jadał z celnikami, prostytutkami. Podobnie jak siostra Anna… Jak wygląda ta posługa? Idzie siostra w habicie na ulice i pyta się kobiety: „Przepraszam, wyglądasz na prostytutkę, mogę ci pomóc?”.

O matko kochana! Nie gadaj takich rzeczy. Pierwsza rzecz. Nie prowadzę agencji towarzyskiej. Według Ewangelii nie ma prostytutki, narkomana, alkoholika itd., bo to jest nalepka. To jest reklama grzechu. Człowiek nie jest grzechem. Człowiek jest osobą, która ma swoją godność, osobą, za którą umarł Jezus Chrystus. I mało tego, człowiek został wybrany, niepowtarzalny w swoim istnieniu i zamyśle Stwórcy. Każdego Bóg wzywa po imieniu i dla nas nie ma znaczenia, jaki rodzaj cierpienia niesiesz. Czy to, że żyjesz w związku przemocowym, czy ktoś ci zniszczył dobre imię, czy nie masz pracy, czy są problemy rodzinne, nie radzisz sobie z dziećmi, nie ma znaczenia. To jest cierpienie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama