Nowy numer 39/2020 Archiwum

Mury kiedyś runą

Dziennikarz nie jest po to, żeby wystawiać laurki. Ale po wyjściu z tego budynku jest się pod tak silnym wrażeniem, że nie sposób napisać o tym miejscu w inny sposób...

To cudowny chłopiec, niezwykle inteligentny – pani Hanka przedstawia młodego mężczyznę na wózku inwalidzkim. Nie mówi, nie widzi dobrze, jego ciało jest pokrzywione. Komunikuje się za pomocą komputera, używając do pisania nawet własnego nosa. A jeszcze częściej językiem, w jakim przemawia, jest poezja i muzyka. – Kiedyś poprosił mnie, żebym posłuchała razem z nim pewnego utworu – dopowiada. – Były to „Mury” Jacka Kaczmarskiego. Słuchaliśmy oboje ze łzami w oczach. I kiedy się skończyło, powiedziałam, że tak kiedyś będzie, że wszystkie mury między nami – ludźmi runą. A on wtedy wskazał ręką na niebo...

Z tej szkoły wychodzi się odmienionym, a na pewno z nieco przewartościowanym życiem. Bo właśnie spotkało się naprawdę szczęśliwych ludzi. Szkoła Przysposabiająca do Pracy w Zespole Szkół Zawodowych Specjalnych nr 6 w Katowicach. Dla osób po 17. roku życia, z upośledzeniem umiarkowanym i znacznym. Taka jest pełna nazwa placówki. – Bardziej adekwatnym określeniem jest „przysposabiająca do życia” – prostuje nauczycielka Hanka Ligęza-Klasik. – Naszym celem jest w maksymalny sposób przygotować uczniów do samodzielnego życia, do funkcjonowania w codzienności. Największym dramatem tych ludzi jest samotność w przyszłości. Kiedy już odchodzą ich rodzice, miejscem, do którego najczęściej trafiają, jest dom pomocy społecznej. Ci, którym dopisze szczęście, zostają zaadoptowani przez brata, siostrę czy kogoś z dalszej rodziny. Chcemy tutaj nauczyć ich jak najwięcej, żeby byli samodzielni, pomocni, by też nie stanowili obciążenia dla krewnych. Młodzi ludzie uczą się tu gotować, piec ciasta, sprzątać dom, podawać do stołu, uprawiać ogród, szyć, a nawet układać kwiaty. Mają zajęcia z ceramiki i stolarki.

Wykwalifikowana kadra nauczycielska stale poszerza swoje kompetencje. Wszystko po to, żeby niepełnosprawni uczniowie czuli się potrzebni w świecie i pewni swoich umiejętności. – Ja sama, pracując w tej szkole, nauczyłam się wielu różnych rzeczy, które teraz wykorzystuję w osobistym życiu – śmieje się Hanka. – Na przykład szycia, filcowania, haftowania. Mamy wśród nauczycieli mistrzów cukierniczych, szefów kuchni. Od nich wszyscy uczymy się profesjonalnego gotowania, pieczenia. Niektórzy uczniowie wykazują specjalne talenty w danej dziedzinie. Chętnie się angażują, potem chcą pochwalić się swoimi umiejętnościami na zewnątrz szkoły, biorą udział w konkursach. Zajęcia są prowadzone indywidualnie. Zdarza się, że w klasie, w jednym czasie, jeden z uczniów rysuje, drugi robi sałatkę, a trzeci haftuje. Szkoła bardziej przypomina dom niż klasyczną placówkę edukacyjną. Uczniowie mają do dyspozycji pomieszczenia z aneksami kuchennymi, miejsca, w których czują się naprawdę swobodnie. Wszędzie roi się od zmaterializowanych efektów ich zajęć. Na szafkach, półkach i parapetach stosy kolorowych naczyń ceramicznych, obrazy, mozaiki. Bez przesady można powiedzieć, że w tych przedmiotach objawiają się dusze tych ludzi, ich zupełnie inne spojrzenie na świat.

– To osoby niezwykle cenne dla świata, jeśli tylko świat zechce to dostrzec – uważa pani Hanka. – Są szczęśliwi, we wszystkim dostrzegają piękno, cieszą z najprostszych rzeczy. Są prości i szczerzy jak dzieci. Przez wiele lat, codziennie idąc do tej szkoły, uświadamiałam sobie, jaką jestem szczęściarą, że mogę tu pracować...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama