Nowy numer 29/2021 Archiwum

To jest ich gra

Jedno państwo, dwa światy. Pierwszy, w którym życie toczy się normalnie, ludzie robią zakupy, spacerują z wózkami. I tylko wszechobecne niebiesko-żółte barwy, zwisające z okien flagi, chorągiewki powtykane w szpary, pomalowane mosty obwieszczają narodową mobilizację. Świadczą o tym, że gdzieś za rogiem istnieje ten drugi, groźniejszy świat.

– Tam stoją wozy opancerzone, żołnierze nie wypuszczają karabinów z ręki. Nam kazali wyjąć baterie z telefonów, dziewczyny musiały założyć kamizelki kuloodporne. Nie wolno było poruszać się samodzielnie, stale pilnowali nas uzbrojeni Ukraińcy. Kiedy przejeżdżaliśmy obok jakichkolwiek ciężarówek, natychmiast następowała niesamowita mobilizacja. Odbezpieczali broń i kierowali ją w stronę potencjalnego zagrożenia. Właściwie wszystko mogło się zdarzyć. Jak nam mówiono, atak terrorystów mógł nastąpić z każdej strony. Najbardziej zdziwił go widok kobiet w batalionach ochotniczych. – Widzę ładną dziewczynę, pytam jednego z Ukraińców, kim ona jest. Może sanitariuszką? A on na to, że to żołnierka, precyzyjnie trafia separatystów z broni przeciwlotniczej. Inna młodziutka dziewczyna do niedawna była studentką teatrologii, a dziś jeździ czołgiem i strzela... Wszyscy podkreślają jednak, że pomimo narodowego zrywu, który można przyrównać do rewolucji „Solidarności” w Polsce, w ukraińskich batalionach, poza małymi wyjątkami, panują ogólne rozprężenie, rozgardiasz i niskie morale wojskowe. Brakuje wszystkiego: żołnierskiej dyscypliny, ciężkiego sprzętu, odzieży. – Pytam jednego z dowódców, ilu ich jest – opowiada P. Miśkiewicz. – Pada odpowiedź: 720. Ile potrzebują koców, dresów, medykamentów? Odpowiedź: 720. Oczywiście tyle nie mogli od nas otrzymać, ale to pokazuje, w jakim stanie są ukraińskie bataliony i jak bardzo potrzeba im pomocy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama