GN 43/2020 Archiwum

Idę na kawę, a Ty działaj!

Pielgrzymowanie. Wyobrażasz sobie, jaki to ból? Ja też nie wiedziałam. Pisałam do Basi: „Tak, wiem, że będzie ciężko”. Guzik prawda! nie miałam o tym pojęcia...

Okazuje się, że do życia wystarczy nie więcej niż 10 kilogramów dobytku i trochę ludzkiej życzliwości. Basia, Magda i Klaudia z takim bagażem przeszły blisko 1900 kilometrów do Rzymu. – Gdyby to z założenia nie była pielgrzymka, szybko wsiadłabym w najbliższy pociąg do domu – przyznaje Magda, studentka logistyki z Rojcy. – Ewentualnie w samolot do Rzymu – dodaje Basia, spiritus movens całego przedsięwzięcia.

To takie niebezpieczne

O celu wyprawy przypominał dziewczynom prosty, drewniany krzyż, który niosły ze sobą. – Przez niego ludzie w Polsce brali nas często za świadków Jehowy – śmieją się. – Natomiast w Czechach przywitano nas okrzykiem: „Spalimy wam ten krzyż!”... Pielgrzymkę „wymyśliła” Basia, pochodząca z Jastrzębia-Zdroju studentka geografii. Dwa lata temu, będąc tuż po maturze, wędrowała przez 3,5 miesiąca do Santiago de Compostela. Teraz zdecydowała, że czas na Wieczne Miasto. Magda bardzo chciała się dołączyć. Rodzice mieli obiekcje.

– Bardzo się bałam – zwierza się jej mama. – Mówiłam do Basi, kiedy nas odwiedzała: „To takie niebezpieczne! Tyle się widzi zła w telewizji”. A Basia na to: „Nieprawda! Ludzie są dobrzy, tylko media o tym nie mówią...”. W końcu klamka zapadła: idziemy! Do pątniczek dołączyła Klaudia, studentka pielęgniarstwa z Podlasia. Wyruszyły 29 czerwca z Dziadkowskich (woj. mazowieckie). – Najgorsze były pierwsze dwa tygodnie – opowiadają. – Nogi niewyrobione, stopy miękkie, brak mięśni. – Do tego „siadająca” psychika, gdy widziałam, że one jakoś dają radę, a ja się dosłownie toczę za nimi – dopowiada Magda. – Wyobrażasz sobie, jaki to ból całego ciała i duszy? Nie? Ja też nie wiedziałam... Pisałam wcześniej do Basi mejle: „Tak, wiem, że będzie ciężko”. Guzik prawda! Nie miałam o tym najmniejszego pojęcia...

Basia, jako najbardziej zaprawiona w drodze, przygotowała wcześniej spis rzeczy, które trzeba było wziąć do plecaka. Obowiązywał minimalizm. Kto się nie zastosował ściśle do listy, szybko stwierdzał, że nadplanowy bagaż musi gdzieś po drodze zostawić. Niezwykłe, jak człowiekowi niewiele do życia potrzeba. Trzy koszulki, krótkie spodenki, spodnie... Oczywiście w drodze trzeba było robić pranie. Mydłem, w umywalce, nieraz w zimnej wodzie. Następnego dnia ubrania suszyły się, przypięte klamerkami na plecakach. Luksusem było wszystko: prysznic, ciepła woda, łóżko. Zwykle dziewczynom musiał wystarczyć kawałek podłogi. Byle pod dachem. W ciągu dwóch miesięcy zdarzyło im się spać na balkonie, na biurku, w noclegowni dla bezdomnych, w hotelu czterogwiazdkowym. Jednak najczęściej przygarniały ich zakony, plebanie czy prywatne domy. Wstawały o piątej rano i godzinę później były już w drodze. Przemierzały średnio 40 kilometrów dziennie. Mapami nie dysponowały. Łapały wi-fi na stacjach benzynowych i szły dalej według wskazówek map internetowych i zdane na Bożą opatrzność.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama