Nowy numer 50/2018 Archiwum

Sokoły odwiedzają mogiły

Niezwykła odznaka. Jak trafić na groby górników, którzy zginęli pod ziemią? Gdzie w całej Polsce i na Śląsku czeskim odnaleźć poświęcone im pomniki? Pytaj o to w „Sokole” Radlin.

A jak już zapytasz, możesz te miejsca odwiedzić – sam albo w czasie wspólnego rowerowego rajdu. Takie imprezy organizuje na całym Górnym Śląsku Komisja Turystyki Kolarskiej „Sokół” z oddziału PTTK w Radlinie koło Wodzisławia. „Sokół” ustanowił też w tym roku odznakę krajoznawczą „Śladami ofiar górniczego stanu”. – Nie trzeba zbierać pieczątek. Potwierdzeniem odwiedzenia tych miejsc są tylko zdjęcia. Po prostu fotografujesz siebie z danym obiektem, może to być też zdjęcie grupowe. A potem przysyłasz kronikę foto do nas, na płycie albo papierowych zdjęciach, obojętnie – zachęca Jerzy Gawliczek z „Sokoła” Radlin.

Górnicy toną w jeziorze

Gdzie trzeba dotrzeć, żeby zdobyć odznakę? Na przykład do grobowców, mogił i tablic, które upamiętniają „tragiczne i katastroficzne wydarzenia górnicze”. Samych zbiorowych grobów górników, którzy zginęli w katastrofach, jest na Górnym i Dolnym Śląsku mnóstwo. W jednym z nich, w Bytomiu-Rozbarku, leżą aż 122 ofiary pożaru w kopalni „Heinitz” (później „Rozbark”). Górnicy zginęli w 1923 roku. Czasem blisko cmentarza jest jeszcze jakaś tablica, np. ta, która wisi w kościele św. Józefa w Katowicach-Załężu. Upamiętnia 104 górników, ofiary ogromnego pożaru na „Kleofasie” 3 i 4 marca 1896 roku. – Kiedy górnik ginie pod ziemią, to jest stricte tragedia kopalniana. Jednak tragedią jest też, kiedy górnicy giną w innych sytuacjach, np. od kul zomowców w kopalni „Wujek” albo w czasie wywózki przez Sowietów na Sybir w 1945 roku. Można zdobyć punkty, odwiedzając ślady związane z tymi wydarzeniami – wylicza J. Gawliczek. – Można też pojechać pod pomnik przy moście w Wilczym Jarze koło Żywca-Oczkowa. W listopadzie 36 lat temu do wody wpadły tam aż dwa autobusy wiozące górników do kopalń „Ziemowit” w Lędzinach i „Brzeszcze”. To przecież też jest tragedia górnicza, bo ci ludzie jechali do roboty! – tłumaczy J. Gawliczek. Ta katastrofa jest do dzisiaj owiana pewną tajemnicą. Nie jest pewne, co dokładnie tam się wydarzyło. Wiele wskazuje na to, że prawdę o przyczynach wypadku próbowała tuszować Milicja Obywatelska. – Według jednej z wersji na końcu tego mostu stała milicyjna nyska z radarem. Kierowca chciał przyhamować, ale była ślizgawica, więc wpadł do Jeziora Żywieckiego... A za chwilę dokładnie w tym samym miejscu przyhamował i wpadł do wody drugi autobus z górnikami – opowiada.

Zginął śmiercią górnika

„Sokół” Radlin prosi wszystkich, który są zainteresowani pamięcią o górnikach, żeby informowali o takich miejscach pamięci. Chodzi nawet o pojedyncze groby ludzi, którzy zginęli pod ziemią. – Jeden z kolegów nam powiedział, że na cmentarzu parafii św. Jerzego w Rydułtowach jest zapomniany grób górnika, który zginął w kopalni. To pierwsza mogiła po lewej stronie, zaraz przy bramie – pan Jerzy pokazuje nam zdjęcie. Widać na nim stary drewniany krzyż z tabliczką: „Ś.p. Adamczyk Robert /Zginął śmiercią górnika /1869–1916”. – Sąsiedzi czasem postawią na tym grobie znicz. Może na 100-lecie śmierci tego człowieka załatwimy z kopalni granit i z kolegami zrobimy obramowanie dla jego grobu? – zastanawia się. – Zdarzało się też, że ludzie przysyłali nam współrzędne GPS górniczych grobów. To bardzo dobry pomysł, bez tego nieraz trudno taki grób znaleźć na wielkim cmentarzu. Brązową odznakę krajoznawczą „Śladami ofiar górniczego stanu” w ciągu zaledwie kilku miesięcy od jej ustanowienia już zdążyło zdobyć 60 osób. Są z całego Śląska, z Katowic, Tychów, Łazisk Górnych, ziemi rybnicko-wodzisławskiej, a pojedynczy ludzie także z Warszawy czy Jeleniej Góry. Są też tacy, którzy na tym nie poprzestali i zdobyli także odznaki srebrną, złotą i – najwyższą – honorową.

Hałda z górniczą kalwarią

Pan Jerzy, pomysłodawca odznaki, jest emerytowanym zawodowym ratownikiem górniczym. Wyciągał żywych ludzi z zawałów m.in. w kopalni „Anna” w Pszowie czy „Dębieńsko” w Czerwionce-Leszczynach. Ta druga akcja, jak zapamiętał, miała miejsce na początku lat 80. zeszłego wieku. Niestety, często był też zmuszony uwalniać spod skał ciała zmarłych już górników. Kiedyś w marklowickiej części kopalni „Marcel” załoga bez odpowiedniego sprzętu nie dawała rady wyciągnąć ofiary wypadku. Spadające z góry kamienie wciąż zasypywały ją na nowo. Pan Jerzy, jako kierownik zmianowy pogotowia w Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego, zachował się wtedy tak, jak nauczył go jego mistrz, doskonały ratownik Walenty Komarek – wycofał prawie wszystkich pracowników, żeby wprowadzić nastrój spokoju i ciszy. I z dwoma tylko ratownikami, stosując specjalistyczny sprzęt hydrauliczny, w ciągu kwadransa uwolnili ciało mężczyzny. – W takich sytuacjach ratownicy mówią do tego nieżyjącego człowieka. Może ktoś w to nie uwierzy, ale to pomaga w jego wyciąganiu – opowiada. – Polskie ratownictwo górnicze ma to do siebie, że akcję kończy się dopiero po wyciągnięciu ostatnich zwłok. Choć zawsze jest założenie, że idzie się po żywego – tłumaczy. Pan Jerzy jest też autorem książek, m.in. podręczników ratownictwa dla górnictwa polskiego i kolumbijskiego. Przed laty z górniczym agregatem gaśniczym GAG jeździł gasić pożary kopalń także w RPA, Australii i USA. O odznace, która pomoże mobilizować turystów do kultywowania pamięci o poległych górnikach, zaczął myśleć już w zeszłym roku. W kwietniu br. odbył się pierwszy rowerowy rajd „śladami ofiar górniczego stanu”. Wtedy też pan Jerzy usłyszał o pomyśle abp. Wiktora Skworca. Metropolita katowicki zaproponował upamiętnienie górników, którzy zginęli w katastrofach, w formie Kalwarii Górniczej na którejś ze starych hałd. Katowicki Holding Węglowy zaproponował wtedy nieczynną hałdę „Maria” w Katowicach-Murckach. J. Gawliczek pomyślał, że jego pomysł jakoś wpisuje się w to wielkie upamiętnienie. Do tej pory „Sokół” Radlin zorganizował już trzy rajdy tymi szlakami – w okolicach Radlina i Katowic oraz po Śląsku za czeską granicą, m.in. w Karwinie i Orłowej. Każdy, kto ma rower i siłę, żeby przejechać na nim około 40 km, jest zaproszony na rajd czwarty, po Rudzie Śląskiej. – Spotykamy się na parkingu przy kopalni „Halemba” w niedzielę 21 września o 9.00. Zrobimy pętlę i wrócimy w to samo miejsce. Niektórzy dojadą tam samochodami, inni pociągiem do Orzesza i stamtąd na rowerach. Tylko przedtem proszę się z nami skontaktować, bo jeśli będzie się zapowiadać zła pogoda, rajd przełożymy – mówi pan Jerzy. Więcej na: sokol.radlin.pl. Kontakt: jurgaw6@wp.pl, tel. 668 365 236.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy