Nowy numer 42/2018 Archiwum

Omodleni? Odhaczeni

„Lux ex Silesia 2014”. – Lała się woda. Myślałam, że na ołtarzu pękł wazon z kwiatami. A to małżonkowie odnawiali przysięgę małżeńską. Ona miała spuszczoną głowę, zza ołtarza świeciło słońce i łzy, padając na dywan, spowodowały prawdziwy „deszcz szczęścia” – mówi Teresa Malicka, która z mężem Eugeniuszem od 37 lat prowadzi rekolekcje dla małżeństw i kursy dla narzeczonych metodą dialogową.

Często słyszymy: „Czy wy dajecie certyfikat na dobre małżeństwo?” Nie. My dajemy narzędzia, jak to dobre małżeństwo zbudować – tłumaczy pani Teresa. – Ale bez wysiłku i trudu nikt tego nie zdoła zrobić. Nie należy się łudzić – śmieje się jej mąż Eugeniusz.

Nocne meldunki

Państwo Maliccy mają za sobą 39 lat wspólnego życia. Są rodzicami 30-letniego Łukasza i synowej Kasi. U oo. jezuitów w Czechowicach-Dziedzicach czują się jak w domu. Prowadzili tam już 180 rekolekcji dla małżeństw typu „Marriage Encounter”, w których uczestniczyło w sumie ponad 5 tys. par z Polski i zagranicy. Od 30 lat prowadzą też 9-tygodniowe kursy przedmałżeńskie. Do tego rekolekcje wyjazdowe i dni skupienia dla narzeczonych oraz jednodniowe i wyjazdowe spotkania zasilające dla byłych uczestników rekolekcji małżeńskich. Znaleźć ich można również w poradni życia rodzinnego w Katowicach i w Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich Archidiecezji Katowickiej.

Podkreślają jednak, że „Lux ex Silesia”, którą otrzymają od abp. Wiktora Skworca podczas Międzyuczelnianej Inauguracji Roku Akademickiego w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach, jest nie tylko ich nagrodą. Należy się ona także ich przyjaciołom animatorom, współpracownikom i ks. Stanisławowi Puchale, od którego wszystko się zaczęło. – Bez ich poświęcenia i zaangażowania nie dalibyśmy rady – mówią jednogłośnie. – Często teoretycznie wiemy, że dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego, ale my widzimy to też w praktyce. W sytuacjach – zdawałoby się – beznadziejnych okazuje się, że łaska Boska jest silniejsza niż podziały, egoizm czy inne ludzkie przywary – mówi pan Eugeniusz. – Pamiętam faceta, któremu po rekolekcjach urodziła się córka, zresztą dał jej na imię Teresa, co było dla nas dużym wyróżnieniem. Przyszedł do nas o 2.00 w nocy. To był czas stanu wojennego, dzwonienie do drzwi o tej porze na nic dobrego nie mogło więc wskazywać. On przyszedł z kwiatkami podziękować. A na rekolekcje przyjechali z oddzielnych mieszkań – pani Malicka przykładem potwierdza słowa męża. – Inni (małżeństwo polsko-niemieckie) dzwonią do nas w święta wielkanocne z życzeniami i mówią: „To były fantastyczne, cudowne rekolekcje. Do końca życia będziemy je pamiętać”. Nawijają, nawijają. Mówią, że urodziło im się drugie dziecko, a na koniec: „Aha, jak wracaliśmy z rekolekcji, to okradli nam samochód”. Podobne przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Szukamy więc sedna skuteczności rekolekcji „à la Maliccy i spółka”.

Latające talerze

Na rekolekcjach w ośrodku u jezuitów spotykają się różni małżonkowie. Jedni są po przejściach, inni nie. Dla niektórych to ostatnia deska ratunku. – Małżonkowie w tym czasie uczą się mówić o uczuciach. To pomaga uniknąć nieporozumień. Bo jeżeli zostajemy tylko na płaszczyźnie faktów, bardzo łatwo jest zachowanie drugiego przyjąć i zinterpretować po swojemu – wyjaśnia pan Eugeniusz. – Domyślać się, co ona myśli. A kobiety często idą jeszcze dalej: wiedzą lepiej, co on czuje – uzupełnia jego żona. – Uczucia są osobiste i niepowtarzalne. I dlatego są tak ważne. Dzieląc się nimi, dzielimy się cząstką siebie. Tym, co w nas istotne, co nas stanowi i co ukierunkowuje nas na takie czy inne działanie. Można powiedzieć, że świetnym psychologiem był św. Paweł, który w jednym z listów mówi: „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie” – mówi E. Malicki. – Papież Franciszek powiedział: „Kłóćcie się, niech latają talerze, ale nigdy nie kładźcie się spać bez zgody” – wtrącamy. – I to jest właśnie hasło z rekolekcji! – śmieje się pani Teresa i razem z mężem kończy zdanie z listu św. Pawła: „Niech słońce nie zachodzi nad waszym zagniewaniem” (Ef 4,26).

– Niedawno dzwoni pani i mówi, że są bardzo dobrym małżeństwem, w sumie nie wie czemu, ale koniecznie muszą jechać na rekolekcje. Na co ja: „Dobrze, ale co panią do tego skłoniło?”. „Rodzice”. A ja mówię: „Rodzice polecili je wam?”. „Nie, wrócili z rekolekcji i są tacy sami, a całkiem inni. Ja ich nie widziałam jeszcze tak szczęśliwych”. Zapisałam ich na luty, bo wcześniej się nie dało – śmieje się pani Teresa. – Przypomina mi się też para, która mówiła, że nie może dogadać się ze swoimi dziećmi. I po rekolekcjach, kiedy nauczyli się własnego dialogu, w sposób naturalny podjęli dialog z dziećmi. Zadziałało. To było dawno temu. Teraz ich dzieci były na rekolekcjach, a wcześniej chodziły na przygotowanie do małżeństwa.

Rekolekcje prowadzone są niemal wyłącznie między małżonkami. Nie ma zbyt dużo czasu ani okazji, żeby poznawać nowych ludzi. Między uczestnikami wytwarza się jednak silna więź. Spotykają się później na specjalnych dniach skupienia w Katowicach oraz Rybniku. Przyjeżdżają z dziećmi, które mają zapewnioną opiekę i osobny program formacyjny. – To dla nich bardzo ważne. Dzieci widzą, że kiedy ich rodzice modlą się w kościele, śpiewają, idą do Komunii, nie są dziwolągami. Bo takich rodziców jest cała krypta! [katowickiej archikatedry, gdzie znajduje się kościół akademicki – przyp. aut.] – śmieje się pani Teresa. – Na rekolekcjach małżonkowie stają razem wobec Pana Boga, to podstawowa sprawa. I, budując dialog pomiędzy sobą, budują bądź odnawiają dialog z Bogiem – wyjaśnia. Są więc Msze św., modlitwy, sakrament pokuty i pojednania, a pieczę duchową nad całością od lat sprawuje ks. Puchała, który obecny jest na wszystkich rekolekcjach i spotkaniach.

– Dla rekolekcji małżeńskich ważne jest to, że są one otoczone modlitwą. Dziś dzwoniła pani, która jedzie w lutym na rekolekcje, i mówi: „Módlcie się, żeby nam się udało tam być”. Odpowiadam: „Jeśli pani się decyduje, to dziś wieczorem, a najpóźniej za parę dni przekażę was, bez nazwiska, imion, miejscowości, parze, która była na rekolekcjach i która od tego momentu w niedziele, a może i w tygodniu będzie się za was modlić. A już przed samymi rekolekcjami będą modlić się intensywnie”. Była zszokowana. Myślę, że właśnie sztafeta małżeńskiej modlitwy jest mocą tych rekolekcji. Ludzie dzwonią przed rekolekcjami: „Macie kogoś do omodlenia?”. A ja sobie tylko na liście zaznaczam, że ci są już omodleni. Nie piszę nawet, kto za kogo się modli. A jak wiem, że w danym małżeństwie jest jakiś dramat, to daję je dwóm parom – mówi T. Malicka.

Doświadczenia, jakie Maliccy wynieśli ze spotkań z małżonkami, przenieśli również na grunt kursów dla narzeczonych. Tak powstało 9-tygodniowe przygotowanie do małżeństwa metodą dialogową i rekolekcje weekendowe, głównie dla tych, których druga połówka jest obcokrajowcem lub mieszka na drugim końcu Polski. Młodzi Maliccy ponad 40 lat temu spotkali się na uczelni, zaangażowani w dwa różne duszpasterstwa akademickie, pobrali się, a po latach na świecie pojawił się ich syn. – Można powiedzieć, że Łukasz jest tylko jeden albo aż jeden. Jest prezentem od Pana Boga. Urodził się z... piątej ciąży – wyznaje pan Eugeniusz. Małżonkowie nie wyobrażają sobie innego scenariusza na swoje życie. – Bez tej pracy na pewno nie bylibyśmy tak szczęśliwi. Zresztą widzimy w tym też Boży plan. Prawdopodobieństwo tego, że w ogóle się spotkamy, było prawie równe zeru. Nasze rodziny pochodzą ze Wschodu. I było dostatecznie dużo możliwości, żeby nie przeżyli zarówno z jednej, jak i z drugiej strony – mówi. – Zostaliśmy wychowani w rodzinach pełnych miłości i ciepła. Nie chcieliśmy naszej prywatnej, małżeńskiej miłości zatrzymać tylko dla siebie – uzupełnia jego żona.

Informacje o kursach i rekolekcjach znaleźć można na: narzeczeni.katowice.pl, rekolekcje-malzenskie.pl oraz rodzina.archidiecezja.katowice.pl/rodzina.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Gość
    11.05.2017 12:23
    Byłem, przeżyłem. Rekolekcje Marriage Encounter uczą meżczyznę rozmawiania z żoną jej językiem. Żeby się z żoną dogadać muszę mówić tak jak ona, nazywać emocje, mówić co czuję w danej chwili. Powtarzać wielokrotnie co sam czuję za każdym razem gdy znowu to poczuję. I to jest daleko wbrew męskiej naturze. Jest to do zrealizowania jedynie przez mężczyzn zniewieściałych. Dla kogoś komu sypie się małżeństwo może to być jakaś deska ratunku. Jednak jak obserwowałem to szczerze zadowolona z tej metody była tylko połowa uczestników. Damska połowa. Reszta nie koniecznie. Może u organizatorów ta metoda działa gdyż pani wygląda na władczą, a pan Gienek na zdolnego (do kompromisu).
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy