Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wkopali się w średniowiecze

Gródek stożkowy w Kochłowicach. Nie ma militariów, nie ma monet ani pieczęci. Są za to późnośredniowieczna siekiera, mnóstwo ceramiki, fragmenty skór, obuwia i narzędzia. Od miesiąca archeolodzy penetrują miejsce dawnej fosy obronnej budowli.

Jesteśmy w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach, niedaleko kościoła św. Barbary w Bykowinie. Cofamy się o jakieś 6, 7, może 8 wieków. Nie ma ani Rudy Śl., ani kościoła, a we wsi Kochłowice na szczycie kopca powstaje drewniana budowla warowna. Miejsce nieprzypadkowe, bo w pobliżu płynie rzeka Kochłówka. Na szczycie pagórka stoi drewniana wieża mieszkalno-obronna, zbudowana prawdopodobnie na planie kwadratu. Jest i palisada, a dostępu do twierdzy dodatkowo strzeże głęboka fosa. Być może mieszka tu jakiś rycerz albo – co bardziej prawdopodobne – w drodze z Bytomia do Mikołowa pobiera się tu cło.

Fosa prawdę powie

W połowie XV wieku warownia spłonęła, najprawdopodobniej naturalnie, nie w wyniku działań człowieka. Do dziś zachowały się fosa, podgrodzie i szczyt stożka. Do tej pory udało się znaleźć setki skorup, czyli... garnków średniowiecznych. I to one datują obiekt na XIV–XV wiek. W tym roku na miejscu grodziska prowadzone są już trzecie w historii badania archeologiczne. Pierwsze – na szczycie stożka, podgrodziu i przedpolu – w 1980 r. prowadził archeolog Jacek Pierzak. Udało mu się wówczas znaleźć resztki wieży, pali tworzących obronną palisadę, a także fragmenty ceramiki, gwoździ, podków i kafli piecowych, które świadczą o tym, że budynek był ogrzewany. W roku ubiegłym archeolog Dariusz Goiński poza szczytem stożka prowadził badania fragmentu dna fosy. Tego lata wykop został poszerzony, dzięki czemu udaje się uzupełniać kolejne luki w historii grodu. – Fosa była miejscem, gdzie lądowały różne odpadki – to, co zjedzono, co się nie nadawało do użycia. Dlatego w tej warstwie znajdujemy potłuczone fragmenty naczyń, garnki, które nie udały się garncarzom, fragmenty skór, obuwia, pasy skórzane, narzędzia, które uległy zniszczeniu albo deformacji – tłumaczy D. Goiński, również w tym roku nadzorujący prace. To, co ludzie żyjący w okresie kopania rowu wydobyli z jego dna, lądowało na szczycie powstającego w ten sposób kopca. Na nim wznosiła się warownia. – Archeolog poza tym, że odnajduje zabytki ruchome, bada także warstwy, które odkładają się przez wieki. Musi je interpretować, nadając im chronologię i kontekst. Od dołu widać więc warstwę calca, gliny nasiąkniętej wodą, potem jest warstwa kamieni, w niej znajdują się drobne fragmenty polepy, które wskazują na to, że wieża spłonęła, a jej części zaczęły po prostu spływać po zboczu stożka. Są tu też drobne węgle drzewne, które również potwierdzają, że wybuchł tu pożar. Następnie jest warstwa piasku przemieszanego z gliną. Powstała ona, kiedy gródek już nie funkcjonował. Jest też gliniasty ił – warstwa najpóźniejsza – opowiada. Na dnie fosy są także drewniane pale, które odkryto przy okazji poprzednich badań. Myślano wówczas, że są fragmentem mostu prowadzącego do warowni. Tegoroczne wykopaliska burzą jednak tę teorię. – Cała konstrukcja nie odpowiada układowi wskazującemu na pomost. Dno fosy dodatkowo zostało wzmocnione warstwą faszyny (gałęziami). Widać jeszcze jej pozostałości – wyjaśnia archeolog.

Duch miejsca

Grodzisko kochłowickie to jeden z większych tego typu obiektów warownych na Górnym Śląsku. Podobne istnieją w Zabrzu, Mikołowie, Starych Tarnowicach oraz Gliwicach. Jego największa tajemnica wciąż pozostaje jednak zakryta – nie wiadomo, w jakim celu zostało wybudowane. – Są dwie teorie. Pierwsza, mniej prawdopodobna, mówi, że była to siedziba jakiegoś rycerza, być może o imieniu Kocheł. Jest to wątpliwe, ponieważ Kochłowice, istniejące od średniowiecza, nigdy nie były własnością prywatną, lecz książąt bytomskich, a wcześniej opolskich. Z tego względu trudno, żeby rycerz na gruncie księcia miał swoją siedzibę. Bardziej prawdopodobne jest to, że w tym miejscu stała strażnica celna, czyli miejsce poboru cła przy drodze, która biegła z Bytomia do Mikołowa. Niedaleko stąd w średniowieczu była granica, kończyło się Księstwo Bytomskie, a na rzece Kłodnica zaczynało się Księstwo Opawsko-Raciborskie – wyjaśnia Przemysław Noparlik ze Stowarzyszenia „Genius Loci – Duch Miejsca”, które od 2009 r. jest opiekunem obiektu. Badania finansuje Urząd Miasta Ruda Śląska. Teren, gdzie znajdowała się wieża, jest bardzo zniszczony. Dawniej mieszkańcy Kochłowic, i nie tylko, przychodzili tu w poszukiwaniu skarbów, w historii najnowszej miejsce to zniszczyły quady. Duże zagrożenie dla kopca stanowią też drzewa, których korzenie niszczą warstwy. W planach jest ich wycięcie. „Geniusz Loci” na miejscu organizuje akcje sprzątania, lekcje w plenerze, wycieczki czy dni otwarte. Ostatni tego typu odbył się 23 lipca. Rok temu postawiono tablice informacyjne, jedna z nich już jest zdemolowana. W przedostatni weekend wakacji – 23 i 24 sierpnia – odbędzie się tu impreza rycerska. Prawdopodobnie w przyszłym roku uda się przeprowadzić badania na podgrodziu. Może wtedy uda się także ustalić miejsce mostu prowadzącego na szczyt kopca. Archeolodzy oraz członkowie stowarzyszenia badania prowadzą do końca sierpnia. Pracują po 8–10 godzin dziennie. Zachęcają wszystkich do pomocy w zasypywaniu wykopów. Szczegóły na facebookowym profilu: Średniowieczny gródek w Kochłowicach. Eksponaty znalezione w fosie będą dostępne w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama