Nowy numer 24/2021 Archiwum

Kto za nią stoi?

Sądzona za katechezę. Przez pół wieku dziewczynki z Niewiadomia i Radoszów pod Rybnikiem na pytanie: „Kim zostaniesz, gdy dorośniesz?”, odpowiadały: „Panią Usią”.

Pierwowzór „Pani Usi” jest jednak tylko jeden. Ma dzisiaj 85 lat, a także imię i nazwisko: Urszula Wieczorek.

Mało kto wie, że ta starsza pani, która niedawno przeprowadziła się ze swojego mieszkania w Rybniku do Chełma Śląskiego, to bohaterka. Jest jedną z ostatnich żyjących Ślązaczek, które za głoszenie Jezusa były ciągane po salach rozpraw. Głoszenie to odbywało się przez „nielegalne nauczanie katechezy”.

Zeby sie Pan Bóg napił

Zdawało się, że wybierze zupełnie inną drogę – do 25. roku życia pracowała jako księgowa w rybnickiej spółdzielni PSS „Społem”. Postanowiła wtedy zapisać się na studium katechetyczne. Wcale nie dlatego, żeby uczyć religii. Nawet nie pomyślała, że mogłaby robić coś takiego. – Miałam po prostu pragnienie pogłębienia swojej wiedzy religijnej – tłumaczy.

W 1954 roku Urszula była na drugim roku studium. W Wielkim Tygodniu szła z rodzinnego Niewiadomia na czyszczenie lichtarzy do parafialnego kościoła w Rydułtowach-Radoszowach. I wtedy... najechał na nią motocykl. 25-letnia dziewczyna trafiła do szpitala, potem była rekonwalescencja. Z powodu dłuższej nieobecności w pracy została z niej zwolniona.

Wydawało się, że sytuacja dziewczyny jest nieciekawa. A jednak właśnie dzięki tym zawirowaniom wszystko zaczęło się układać w jakąś nową, jakby zaplanowaną z góry całość. Otóż proboszcz parafii w Radoszowach ks. Władysław Kręczkowski miał kłopoty z gardłem.

Skarżył się na nie w czasie rozmowy ze swoim znajomym ks. Józefem Smandzichem. Mówił, że ciężko będzie w przyszłym roku z katechizacją. – Cóż ty się martwisz, przecież ja mam na kursie katechetycznym twoją parafiankę! – odpalił ks. Józef. Wkrótce więc proboszcz z Radoszów posłał po Urszulę i zaproponował jej pracę katechetki.

Z początku dziewczyna nie chciała uczyć, ale później – skoro nalegał, a ona chwilowo i tak nie miała pracy – zgodziła się. W ten sposób pracę w diecezji katowickiej zaczęła osoba, o której biskup Herbert Bednorz wyraził się kiedyś: „Pani Urszula to najlepsza z naszych katechetek”. W czasie katechez zawsze zadawała dzieciom wiele pytań. Dzięki temu sprawdzała, co już wiedzą, a w dodatku podtrzymywała ich uwagę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama