Nowy numer 2/2021 Archiwum

Plecak pełen intencji

250 osób wzięło udział w pielgrzymce z Tychów na Jasną Górę. Najmłodszy uczestnik ma pół roku, a najstarszy – 75 lat.

Równym krokiem szli 4 dni. Po drodze skropił ich deszcz, osuszyło gorące słońce, ale nic nie ostudziło pielgrzymiego zapału. Na czele szpaleru niesiony był krzyż. Mocno trzymała go w rękach pani Danusia. Pogodna, uśmiechnięta, zadbana, siedziała na wózku inwalidzkim, który popychał jej mąż. Małżeństwem są od 41 lat. Mają trzech synów, najmłodszy jest w zgromadzeniu ojców oblatów. Pani Danusia choruje na stwardnienie rozsiane, przeszła 9 operacji. – Każdy niesie jakiś krzyż, najważniejsze, żeby nieść go z Chrystusem – przekonuje. – Nie trzeba się bać cierpienia, ono tylko uświęca, uczy pokory i upodabnia nas do Zbawiciela.

Na Jasną Górę zabrała torbę pełną cukierków, którymi częstowała wszystkich dookoła, wywołując dobry nastrój wśród współpielgrzymów. – Zabrałam też ze sobą intencje wielu kapłanów, małżeństw zmagających się z trudnymi problemami – przyznaje. – Ja idę uwielbiać za wielkie rzeczy, których Pan Bóg dokonał w moim życiu. On daje więcej, niż Go prosimy. Trzeba Mu tylko zaufać. Wahałam się, czy dam radę iść w tej pielgrzymce, ale powiedziałam: „Panie Jezu, jeśli to jest zgodne z Twoją wolą, to dasz mi siły”. W tyskiej pielgrzymce wyróżniały się dwa brązowe habity. To franciszkanie z Panewnik wędrowali na Jasną Górę. Nieśli ze sobą także intencje innych osób, nieraz bardzo trudne.

– Mnie wiele do szczęścia nie trzeba, szedłem dziękować za swoje życie i powołanie – mówi brat Maksymin, diakon rodem z Tychów. – Ale kiedy zakładam plecak, pamiętam o tych, którzy prosili mnie o modlitwę. Pani Maria z parafii NSPJ w Tychach szła po raz pierwszy, żeby podziękować Matce Bożej za całe życie. Jej znajoma, pani Danusia, maszerowała na Jasną Górę już po raz trzeci. Za pierwszym razem bardzo ją ciągnęło na pielgrzymkę. – To było tak silne, że musiałam iść – wyjaśnia z przekonaniem. Podkreśla, że pielgrzymi tworzą prawdziwą wspólnotę. – W którymś momencie, może dopiero w drugim czy trzecim dniu, czujemy taką jedność, jakby było jedno ciało i jedne nogi w całej grupie – tłumaczy.

Wiele osób maszerowało na Jasną Górę po raz pierwszy. Do nowicjuszy należała Aleksandra Szpura. Mówi, że chociaż zawsze chciała pójść na pielgrzymkę, powstrzymywały ją obowiązki matki małych dzieci. – Teraz już synowie na tyle podrośli, że mogli zostać z tatą i babcią, a ja wyruszyłam do Częstochowy, przede wszystkim, by podziękować Bogu, a mam za co – opowiada. – Na trasie ci, którzy szli po raz pierwszy, tak jak ja, doświadczyli wiele życzliwości od „weteranów”. Ludzie podchodzili, pytali, jak się czujemy, czy mamy nocleg, czy nie trzeba jakoś nam pomóc. Hasłem tegorocznej wędrówki były słowa: „Wierzę w Syna Bożego”. Jak podkreśla główny organizator ks. Stefan Nowok, proboszcz parafii św. Jadwigi w Tychach, pielgrzymka była okazją do podziękowania za kanonizację św. Jana Pawła II. – Dziękujemy także za powołania kapłańskie, które zostały „wydeptane” na pielgrzymim szlaku przez rodziców i księży – mówi ks. Stefan i dodaje, że osobiście modlił się o zdrowie dla chorujących parafian oraz za służbę zdrowia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama