Nowy numer 28/2018 Archiwum

Wnuki postaci z pomnika

Potomkowie bohaterów, którzy ocalili co najmniej 5 tys. polskich Żydów, spotkali się w Katowicach.

To Węgierka z Budapesztu Klara Héjj i Polak z Katowic Zbigniew Kutermak. Pierwsza jest wnuczką Józsefa Antalla, który w czasie II wojny światowej był kierownikiem IX Wydziału Socjalnego w węgierskim MSW. Drugi – wnukiem Ślązaka Henryka Sławika, przedwojennego polityka antykomunistycznego skrzydła PPS. W czasie II wojny na Węgrzech ci dwaj ludzie uratowali co najmniej 5 tysięcy polskich Żydów. Zrobili to przez wydanie im fałszywych dokumentów.

Sieroty, ale nie oficerów

Sławik z Antallem założyli też w wiosce Vac nad Dunajem sierociniec dla 100 żydowskich dzieci. Dla kamuflażu nazwali go „Domem sierot polskich oficerów”. Wśród tych dzieci było wiele takich, które matki wyrzuciły z pociągów jadących przez Węgry do niemieckich obozów śmierci. Gdy nikt nie widział, te dzieci były tam uczone... hebrajskiego. – Mój dziadek z panem Henrykiem zapraszali do tego sierocińca na wizytacje nawet nuncjusza papieskiego, żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić, że to jest szkoła polska, a nie żydowska – mówiła 26 marca w czasie spotkania w Katowicach Klara Héjj. Henryk Sławik urodził się w Szerokiej (dziś dzielnica Jastrzębia), a mieszkał później w Katowicach. O postawienie mu tutaj pomnika zabiegało Stowarzyszenie „Henryk Sławik – pamięć i dzieło”. Sekretarz stowarzyszenia, a jednocześnie wiceprezydent Katowic Michał Luty zadzwonił jednak kiedyś do Zbigniewa Kutermaka, wnuka Henryka Sławika, z pytaniem: „Słuchaj, a co byś powiedział, gdybyśmy zrobili nie pomnik Sławika, ale Sławika i Antalla?”. Wspomina, że pytał o to z pewną obawą, ponieważ pan Zbigniew mówi wprost to, co myśli, czy to jest dla odbiorcy miłe czy nie... W słuchawce po krótkiej ciszy M. Luty usłyszał jednak zdecydowane: „No, przecież dziadek bez Antalla nic by nie zrobił”. – Kto do tej pory był symbolem przyjaźni polsko-węgierskiej? Bem i Petőfi. Tymczasem Sławik i Antall są współczesnym symbolem przyjaźni polsko-węgierskiej – mówi z pasją M. Luty. Losy Henryka Sławika na Węgrzech były ostatecznie tragiczne. Po wkroczeniu Niemców do tego kraju w 1944 r. został schwytany przez gestapo. Chciano wydusić z niego zeznanie obciążające Jó- zsefa Antalla. Bezskutecznie. Antall tak opisał ich konfrontację: „Obiecali mu, że jak powie prawdę, to go natychmiast zwolnią. Ale on był niezłomny”. Ponieważ Sławik nie sypał, Niemcy kazali wyjść Antallowi. Wprowadzili go z powrotem dopiero po dłuższej chwili. „Obraz był ten sam, tylko Sławik się zmienił. Jego twarz i głowa były pokrwawione od bicia. Ale z oczu biło zdecydowanie. Popatrzył na mnie z przyjacielskim oddaniem, od razu wyprostował się i powiedział: »Sprzeciwiam się w imieniu prawa międzynarodowego, moralności i sprawiedliwości. Nie oskarżajcie go!«”. To oznaczało dla Ślązaka wyrok śmierci. Niemcy wykonali go 23 sierpnia 1944 r. przez powieszenie w obozie w Mauthausen.

Dzięki niemu miałam dziadka

Po przesłuchaniu Niemcy wieźli ich jeszcze tym samym więziennym samochodem. Jó- zsef po omacku odszukał tam rękę Henryka i mocno ją ścisnął. I usłyszał, jak Sławik cicho szepcze mu do ucha: „Tak płaci Polska”. – To w związku z tym wydarzeniem dziadek na nagrobku kazał sobie napisać: „Polonia semper fidelis” [Polska zawsze wierna] – mówi Klara Héjj. – Zawdzięczał życie panu Henrykowi. Dzięki niemu ja przez pierwsze 23 lata mojego życia miałam dziadka. Przykro mi, że swojego dziadka nie miał okazji poznać Zbigniew – dodaje. W 1990 r. syn Józsefa Antalla, też József, został pierwszym premierem Węgier po obaleniu komunizmu. Klara jest córką siostry Józsefa juniora, Edith. – Mieszkaliśmy z dziadkiem. Często wspominał, że Henryk Sławik to był człowiek małomówny, konkretny i o bardzo wysokiej moralności. Wiadomo było, że mówi mało, ale za to zrobi to, o czym mówi. I bardzo konkretnie mówił też dziadkowi, czego od niego oczekuje. Dziadek ogromnie go za to szanował – mówi. Od nas dowiaduje się, że ta małomówność i konkretność do dziś są uważane za szczególne cechy Ślązaków.

Będzie pomnik

Henryk Sławik, ewakuując się w 1939 r. na Węgry, zostawił w Polsce żonę i jedyną córkę Krystynę, które dołączyły do niego dopiero w 1943 roku. – Ponieważ do tego czasu był sam, moją mamę traktował jak córkę. Kiedy nas odwiedzał, przynosił jej prezenty. Mama cieszyła się, że dostała „od wujka Henryka” np. jakąś torebkę. Henryk Sławik i inni polscy uchodźcy przychodzili też do nas np. na obiady świąteczne. A to dlatego, że dziadek był w czasie I wojny światowej przez 4 lata w rosyjskiej niewoli i wiedział, jak to jest być samotnym na obczyźnie – relacjonuje. Klara Héjj skończyła polonistykę także dzięki miłości do Polski, wyniesionej z rodzinnego domu. – Henryk Sławik powiedział mojemu dziadkowi, żeby wysłał swojego syna do Polski na studia. Ale po wojnie było to niemożliwe, bo granice były zamknięte... Dopiero mnie udało się pojechać na stypendium na Uniwersytet Warszawski w latach 60. zeszłego wieku – wspomina. Henryk Sławik był przez lata postacią w Polsce zapomnianą. Dopiero teraz to się powoli zmienia. Pomnik Sławika i Antalla ma zostać odsłonięty w Katowicach z udziałem prezydentów Polski i Węgier w marcu 2015 roku. Stanie przed Międzynarodowym Centrum Kongresowym (za Spodkiem).

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama