Nowy numer 39/2020 Archiwum

Skłamały ws. psa z zaszytymi oczami

Cała Polskę obiegła wiadomość o psie z zaszytymi oczodołami i wyrwanym odbytem. Znaleziono go rzekomo w przydrożnym rowie w Pszczynie. Okazało się, że sprawa nie miała się jednak tak, jak to było z początku przedstawiane.

Pracownice Fundacji „Zwierzęcia Arkadia” przyznają, że skłamały. Oto ich wczorajsze oświadczenie, w którym tłumaczą, dlaczego tak postąpiły:

„Szczerze mówiąc, nie wiem, od czego mamy zacząć. Przypłacamy to wszystko zdrowiem, a chciałyśmy jedynie pomóc psu.
Zaczynając od początku – pies został przez nas zabrany z Punktu Zatrzymań.
Otrzymaliśmy informację, będąc w pracy, że takowy pies znajduje się w Punkcie i że ma coś z oczami. Padło pytanie, czy zabierzemy go do weterynarza? Odpowiedziałyśmy, że zaraz przyjedziemy i go weźmiemy.
Dlaczego napisałyśmy, że pies był znaleziony w rowie? Ponieważ bałyśmy się, że już nigdy nie będziemy mogły tam wejść (i zapewne tak będzie) i pomagać psom, które się tam znajdują, że już nigdy nie zobaczymy Agriego, Tajgi, Maxa, Jumbo i całej reszty. DLATEGO POMINĘŁYŚMY TEN FAKT. Bo każdy pies który trafia do Punktu ma 2 tygodnie kwarantanny i w tym czasie nie możemy zabrać psa stamtąd, a tego psa TRZEBA BYŁO ZABRAĆ, BO NIE NADAWAŁ SIĘ, ABY PRZEBYWAĆ W TAKICH WARUNKACH, W WARUNKACH SCHRONISKOWYCH!
Tak, przyznajemy się, że psa po prostu zabrałyśmy. Zabrałyśmy go, nie pytając nikogo o zgodę.
Mając psa na rękach, byłyśmy przerażone widokiem.
Zabrałyśmy go do lecznicy w Pszczynie.
NIE WIEDZIAŁYŚMY, ŻE KTOŚ GO WCZEŚNIEJ OPATRZYŁ (oczywiście pomijam fakt jak, zresztą widać), BO NIE OTRZYMAŁYŚMY TAKIEJ INFORMACJI.
Psa sobie nie narysowałyśmy, nie został wymyślony.
Pies jest – w stanie, w jakim pokazują zdjęcia.
Pies w takim stanie powinien dalej przebywać w lecznicy, a nie być odwieziony i wsadzony do kojca. Decyzję podejmował tutaj weterynarz który go szył.
Nie pracownicy, ani dyrekcja.
Ale oczywiście o tym wszystkim dowiedziałyśmy się dopiero dzisiaj.
Jeżeli chcecie, możecie nas teraz opluwać, kopać i wyzywać. My chciałyśmy pomóc psu, bo karygodne byłoby zostawienie go w takim stanie w takim miejscu.
Kłamstwem z naszej strony było tylko to, że został znaleziony w rowie. Cała reszta jest oczywiście faktem.
Może zrobiłyśmy źle, ale proszę nam wierzyć, że działamy tam już kilka lat, znalazłyśmy nowe, wspaniałe domy ogromnej ilości psów z tamtego miejsca. Ciągle walczymy o to, aby uniknąć wywozu psów do Mysłowic, bo Punkt jest tylko miejscem tymczasowego pobytu tam psów, jeżeli wszystkie miejsca się zapełnią, to psy trafiają do schroniska w Mysłowicach.
Kto nas zna, obserwuje nasze działania od kilku lat (najpierw jako osoby prywatne, od lipca 2012 jako Fundacja), ten wie, jakie walki prowadzimy o to, aby psy nie zostały wywiezione.
Siedzimy i ryczymy, pisząc to oświadczenie, bo nasza droga do pomocy psom w Punkcie prawdopodobnie jest już zamknięta, a Punkt jest obecnie przepełniony, więc zapewne psy pojadą do Mysłowic.
One zapewne nadal będą czekać na spacer z nami, na ciepłe jedzonko, przysmaki...
Mam nadzieję, że osoby, które to przeczytają na spokojnie, zrozumieją, dlaczego tak postąpiłyśmy.
Oczywiście, od lecznic, w których był Tobi, wystąpimy o stosowne dokumenty, w jakim stanie pies został przywieziony, co zostało zrobione i dlaczego (piszę tu o lecznicy i klinice, do których my psa zawiozłyśmy), co zostanie przez nas zeskanowane i upublicznione.
Nasze działania nie miały na celu chęci zarobku, zrobienia reklamy Fundacji, itd. Od początku to powtarzałyśmy.
Jeżeli ktoś czuje się oszukany i chce zwrotu wpłaconych pieniędzy – proszę o priv, zwrot zrobię.
Ale informuję raz jeszcze, że nasze działania miały na celu pomoc psu, bo chyba nikt normalny, przy zdrowych zmysłach nie zostawiłby psa w takim stanie w warunkach schroniskowych.
Nadal w dalszym ciągu nie wiemy, co mogło być przyczyną takiego stanu psa. Dowiedziałyśmy się, że weterynarz, który go szył, stwierdził, że pies był po wypadku. Czy to prawda? Nie wiemy.
Pytanie: Dlaczego weterynarz odesłał psa do Punktu w takim stanie? Dlaczego pies musiał mieć usuwaną gałkę oczną, a drugą rozszytą i zszytą ponownie? Dlaczego musiała być zrobiona plastyka ogona i odbytu oraz usunięte dwa kręgi? Dlaczego z ogonka lała się ropa, śmierdziało przeokrutnie i musiał mieć założone dreny?
A teraz niech się dzieje co chce, nasze psychiki są na skraju załamania.
Jeżeli chodzi o Tobiego, będzie nadal leczony, po opuszczeniu kliniki mamy dla niego dom tymczasowy w Sosnowcu, a potem oczywiście będziemy mu szukać nowego domu.
Aleksandra Gruszczyńska
Klaudia Szypuła”

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama