Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Zielony smok z Siemianowic

Rosomak SA – taką nową nazwę przyjmą Wojskowe Zakłady Mechaniczne, producent kołowych transporterów opancerzonych.

Słynne rosomaki to sprzęt, którym najchętniej chwali się dziś polska armia. Dzięki sprawdzianowi w Afganistanie są dziś zaliczane do najlepszych transporterów opancerzonych na świecie. A powstają na Śląsku, w Siemianowicach. Generałowie, konstruktorzy, prezesi firm zbrojeniowych z całej Polski zjechali w 17 marca właśnie do Siemianowic Śląskich na konferencję „Uzbrojenie polskiej armii źródłem sukcesu polskiego przemysłu”. Znajdujące się tu Wojskowe Zakłady Mechaniczne to dziś symbol sukcesu, jaki może odnieść przemysł zbrojeniowy.

Podupadający zakład, który zajmował się wcześniej głównie remontami dla wojska, 9 lat temu niespodziewanie wygrał przetarg na produkcję kołowego transportera opancerzonego (w skrócie KTO) dla polskiej armii. WZM rozwinęły się i zatrudniły dodatkowych pracowników (dziś jest ich 460). Na razie wyprodukowały ponad 570 tych pojazdów. – Jesteśmy dopiero w połowie realizacji programu rosomaka. Zakład ma zapewnioną pracę w perspektywie 10 lat. W dodatku otwiera się teraz szansa na eksport – powiedział w poniedziałek w Siemianowicach Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej.

Choroszaja cel?

Pracownicy WZM oprowadzili dziennikarzy po swoim zakładzie. – W ciągu miesiąca produkujemy 8 rosomaków. Moglibyśmy łatwo zwiększyć produkcję do 16 miesięcznie, a jeśliby dostawić drugą halę, to do 32 – tłumaczyli. Dlaczego w WZM mówią o ewentualnym zwiększeniu produkcji? Większe zdolności produkcyjne zawsze warto mieć, zwłaszcza kiedy Rosja prowadzi agresywne działania wobec swoich sąsiadów... Przede wszystkim jednak firma ma nadzieję na eksport, bo siemianowicki rosomak, produkowany na fińskiej licencji, doskonale sprawdził się w Afganistanie. Chwalili go żołnierze amerykańscy i inni sojusznicy z NATO, a talibowie nazywali „zielonym smokiem”. Oczywiście to, co sprawdza się w wojnie z partyzantami, niekoniecznie musi okazać się równie skuteczne w starciu z regularnym wojskiem państwa takiego jak Rosja. Kiedy rosyjscy oficerowie przed kilku laty po raz pierwszy zobaczyli rosomaka na targach w Kielcach, półżartem mówili do Polaków: „Choroszaja cel!” (czyli „dobry cel”). Chodziło im być może o to, że rosomak ma dosyć wysoką sylwetkę. Dopóki jednak wady i zalety takiego sprzętu nie zostaną wypróbowane na prawdziwej wojnie, dopóty nie wiadomo, ile naprawdę jest wart. Dziś pewne jest tylko to, że na misjach takich jak w Afganistanie rosomak sprawdza się doskonale, co zwiększa jego szanse na eksport.

Przestrzelony bak

Nasz rosomak kołysze się, kiedy obok wraków spalonych pojazdów zjeżdżamy z drogi wprost w afgańską pustynię. I naciskamy pedał gazu. Jesteśmy w symulatorze, na którym pracownicy siemianowickiego WZM szkolą kierowców rosomaków. Kierownica ze wspomaganiem chodzi leciutko. Z przodu kupka kamieni. Najeżdżamy na nią. Szarpnęło, ale transporter przejechał. – A możemy doprowadzić do wywrotki? – pytamy z nadzieją przez mikrofon. I słyszymy w słuchawkach głos instruktora: – O to bardzo ciężko. Trzeba by bardzo ostro skręcać raz w jedną, raz w drugą stronę. Symulator „Jaskier” do szkolenia kierowców stoi w siemianowickim zakładzie już od pewnego czasu. Teraz jednak pracownicy WZM pokazali nam także nowy symulator typu „Tasznik”. Odtwarza on warunki z wieży rosomaka i służy do szkolenia jego dowódcy i działonowego. „Wieża” symulatora mocno kołysze się na siłownikach, jeśli kierowca szkolący się obok na sprzężonym z „Tasznikiem” symulatorze typu „Jaskier” ostro zakręci albo wjedzie do dziury. A trzeba przy tym jeszcze mieć oczy dookoła głowy, obsługiwać dalmierz laserowy, strzelać z szybkostrzelnej armaty 30 mm i karabinu maszynowego. Do tego instruktor siedzący na zewnątrz przed monitorami dokłada różne trudności. – Możemy symulować niesprawności. Od przebitej opony po przegrzanie silnika – mówi Tomasz Nikisz z WZM. A jeden z instruktorów już klika myszą, dokładając trudności kierowcy symulatora: – O, zasymulujemy teraz na przykład przestrzelony bak. W rosomaku są dwa zbiorniki paliwa, więc kierowca powinien teraz przełączyć na ten drugi... My robimy tutaj żołnierzom tylko podstawowe, 6-dniowe szkolenie, ale na tych symulatorach wojsko mogłoby też o wiele taniej niż na poligonie ćwiczyć jazdę w kolumnie czy taktykę, np. radzenia sobie z zasadzkami na drodze – tłumaczy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama