GN 42/2020 Archiwum

Na imię mam Piotr

Prawdziwa historia. Po raz pierwszy poczuł, że nie jest szczęśliwy. Grzechy waliły po sumieniu. Miał wszystko: pieniądze, dziewczyny, a nie widział sensu życia.

Czarno na białym

Zaczął chodzić regularnie do kościoła. Najpierw tylko w niedzielę, potem coraz częściej. – Przypominałem sobie proste modlitwy, „Pod Twoją obronę”... – opowiada oblat. – Odkrywałem na nowo nabożeństwa. Ale ciągle było mi mało. Pytałem: „Boże, co mam robić?”. Znajoma mi mówi: „Musisz otworzyć Pismo Święte. Tam gdzie się otworzy, będzie odpowiedź”. Otwieram, otwieram i echo. Nic nie rozumiem! – wspomina. W końcu zażądał: „Panie Boże, daj mi czarno na białym, co mam dalej robić ze swoim życiem!”. Na drugi dzień podwładna Rafała wynosiła odpady z produkcji i wśród nich znalazła małą obrączkę ze spotkania młodych na Lednicy. A w środku wygrawerowany napis: J 21,17. – Przyniosła mi tę obrączkę, a ja dwa razy brałem do ręki Pismo Święte, żeby sprawdzić ten fragment Ewangelii i za każdym razem odkładałem je z powrotem na półkę – wyznaje. – Za trzecim razem się zdecydowałem i po przeczytaniu ugięły mi się nogi. Bo to był opis momentu, gdy Chrystus po raz trzeci pyta Piotra, czy Go kocha. A Piotr „zasmucił się, że mu po raz trzeci powiedział: czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje”. A moje imię z bierzmowania to Piotr!

Stary kawaler i gimnazjaliści

Wrócił do znajomego zakonnika. Ten uśmiechnął się, jakby od dawna coś przeczuwał, i skontaktował go z oblatem zajmującym się powołaniami. I tak 35-letni Rafał, udziałowiec dobrze prosperującej firmy, biznesmen zarządzający ludźmi, wstąpił do nowicjatu. Dla wszystkich to był szok. Nawet prezes firmy próbował namówić go do wzięcia czasowego urlopu i wstrzymania się z decyzją o całkowitej rezygnacji z pracy. – Dobrze się stało, że go nie posłuchałem – przyznaje. – Przykładając rękę do pługa, nie należy przecież odwracać się wstecz. Z pierwszych rekolekcji, przed wstąpieniem do zakonu, chciał uciekać. – Miałem prawie 36 lat, reszta chłopaków była z gimnazjum – mówi. – Nawet się nie rozpakowywałem. Ale wieczorem rekolekcjonista puścił film. Jak pani myśli, jaki? Oczywiście, że „Pasję” Mela Gibsona. Usłyszałem wyraźny głos w sercu: „Dla mnie tu jesteś, nie dla nich”. I zostałem. Przyznaje, że przez cały okres nowicjatu był mocno testowany. Na początek dostał szczotkę i proszek z poleceniem umycia ubikacji. Każde niewdzięczne zadanie do wykonania zaczynało się od niego. Przełożeni chcieli się, widać, upewnić, czy Rafał poradzi sobie z posłuszeństwem, pokorą i ubóstwem. – I czy nie jestem typem starego kawalera ze swoimi przyzwyczajeniami – śmieje się. Kończy się czas formacji w seminarium duchownym. Niedługo diakon Rafał przyjmie święcenia kapłańskie. Wszyscy, którzy widzą, jaki jest teraz szczęśliwy, mówią: „Ty jesteś przykładem na to, że pieniądze szczęścia nie dają”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama