Nowy numer 42/2020 Archiwum

Z frontów wielkiej wojny

Na fotografii pani Franciszka z Kostuchny siedzi obok ok. 5-letniej dziewczynki z warkoczykami. – Wie pan, dlaczego to zdjęcie ma ślady składania na czworo? – pyta pani kurator. – Bo przez całą I wojnę, od sierpnia 1914 roku, nosił je na piersi Franciszek Żogała, mąż pani franciszki.

Mało kto dzisiaj pamięta o „wielkiej wojnie”, jak kiedyś nazywano I wojnę światową. A przecież zginęło w niej wiele tysięcy Ślązaków. Przypomina o tym wystawa w Muzeum Śląskim „Wojna od frontu i od zaplecza. Ślązacy w latach 1914–1918”. Zdjęcia Franciszki Żogały oraz, na sąsiedniej planszy, jej męża w pruskim mundurze stoją u wejścia. Dalej wisi obracająca śmigłem makieta w skali 1 : 6 czerwonego trójpłatowca fokker dr. I – samolotu, w którym został zestrzelony sławny „Czerwony Baron”, czyli myśliwski as Manfred von Richthofen. On też był Ślązakiem zakochanym w tej ziemi. Pochodził ze Świdnicy na Dolnym Śląsku i na przepustki zawsze tam wracał.

Sztab w Pszczynie

Śląskich śladów „wielkiej wojny” jest jednak znacznie więcej. – Wszyscy myślą, że sztab generalny wojsk niemieckich w I wojnie światowej był w Berlinie. A tymczasem był u nas, na Śląsku, w Pszczynie! – mówi dr Joanna Knapik, kurator wystawy. Prowadzi nas do planszy, na której sfotografowany i opisany jest budynek, do dziś nazywany w Pszczynie „Paleja”. – To tutaj rezydował feldmarszałek Hindenburg, szef sztabu generalnego, i to stąd wychodziły rozkazy dotyczące wszystkich frontów I wojny światowej. Wybrano to miejsce, ponieważ cesarz przez prawie całą wojnę siedział tuż obok, w pałacu w Pszczynie – opowiada z pasją pani kurator. Atmosferę tej wystawy budują umieszczone na niej przedmioty z epoki, jak rower wyprodukowany w 1914 roku przez firmę Adler z Frankfurtu nad Menem. – Wojciech Mszyca, który nam go wypożyczył, przyjechał osobiście na tym zacnym eksponacie kilka godzin przed wernisażem – śmieje się kurator. – Na ramie ma wybity numer służbowy, prawdopodobnie więc służył jako rower pocztowy, policyjny albo wojskowy.

Ślub na przepustce

Do wielu eksponatów kurator dotarła dzięki kontaktom na... Facebooku. – To jakiś znak czasu, że dzisiaj internetowe portale społecznościowe pomagają organizować wystawy. W ten sposób poznałam Arkadiusza Kwiatkowskiego z Mysłowic, wnuka Henryka Wengrzika, typowego Ślązaka z Katowic, który został zmobilizowany 3 stycznia 1917 roku i walczył do samego końca wojny, aż do 4 listopada 1918 roku. Tutaj jest jego książeczka frontowa. Kiedy ją zobaczyłam, oniemiałam, bo to bardzo rzadka rzecz. Są w niej zapisane wszystkie bitwy i potyczki, w których wziął udział. Proszę zobaczyć – to najważniejsze starcia drugiej części tej wojny: Chemin des Dames, Mozela, Marna, Cambrai – wylicza J. Knapik. – Na tej wystawie chcieliśmy też pokazać, jak wojna zmienia postrzeganie świata. Więzy rodzinne stają się wtedy bardzo ważne. No i religia. Dlatego są tu modlitewniki z czasów wojny i plakaty, na których żołnierze, stojąc na warcie, marzą o swoich narzeczonych – pokazuje. Pani kurator rozumie I wojnę także dzięki opowieściom rodzinnym, ponieważ walczył w niej jej dziadek. – Na tę wojnę poszło czterech braci. Jeden z niej nie wrócił, jeden wrócił bez nogi, jeden wrócił całkiem zdrowy, natomiast dziadek wrócił z uszkodzonym słuchem, co z wiekiem jeszcze się u niego pogłębiało – wspomina. Joanna Knapik zwraca też uwagę na wiszące na wystawie zdjęcia rodzinne. – Wojna to nie tylko prowadzona przez mężczyzn walka. Tu jest zdjęcie małżeństwa z Bytkowa, które wzięło ślub w czasie przepustki pana młodego. Po ślubie znów wrócił na front... Na Śląsku w czasie wojny też odbywały się śluby, rodziły się dzieci, wyprawiano im chrzciny i Pierwsze Komunie św., w których służący w wojsku mężowie i ojcowie czasami, w ramach przepustki, uczestniczyli – mówi.Wystawę można oglądać do 29 czerwca w Muzeum Śląskim

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama