Nowy numer 39/2020 Archiwum

Zasada orzecha

Zanim popełnisz samobójstwo, zadzwoń – to hasło pierwszego na świecie telefonu zaufania.


Założył go anglikański pastor Chad Varah krótko po pogrzebie młodej dziewczyny, która targnęła się na swoje życie. Pierwsza rozmowa, jaką przeprowadził pastor, odbyła się 
2 listopada 1953 r. w Londynie, w podziemiach kościoła St. Stephen Walbrook. Praca duchownego przyniosła efekty, w Londynie zmalała liczba samobójstw, a Varah za swoją działalność został nagrodzony przez królową Wielkiej Brytanii.


Idea służby każdemu, kto potrzebuje rozmowy, 17 lat temu dotarła także do Katowic, gdzie powstał pierwszy w Polsce całodobowy Katolicki Telefon Zaufania. Po co istnieje? By słuchać. Godzinę, dwie, trzy, więcej...
– Ludzie działają na zasadzie orzecha. Mają jakiś problem, który jest schowany pod skorupą. My, słuchając, zadając pytania, mamy spowodować, że te skorupy zaczynają pękać i człowiek zaczyna dostrzegać problem – wyjaśnia ks. Adam, wieloletni wolontariusz, cytując Marię, założycielkę Katolickiego Telefonu Zaufania w Katowicach.
Kapłani zwykle dyżurują w nocy – od godz. 22 do 6 rano. Ksiądz Adam był wolontariuszem 7–8 lat. – W tym czasie miałem chyba 5 dyżurów, kiedy nikt nie zadzwonił. Raz okazało się, że przyczyną był uszkodzony telefon... Zazwyczaj miałem tak, że ludzie dzwonili non stop. Do rana – wyjaśnia. Po dyżurze najczęściej odprawiał pierwszą Mszę św. Potem miał czas na to, by odespać. – Jeden z moich proboszczów sam kiedyś służył w telefonie, nie było więc dla niego problemem to, że wikarego nie było o 3 w nocy na probostwie – śmieje się.


Z jakimi problemami przychodziło mu się wówczas zmagać? Były one przeróżne. Ludzie prosili o modlitwę, np. o pomyślne zdanie egzaminu, czasem zadawali konkretne pytania związane z teologią, Pismem Świętym. Pytali o kwestie moralne. Innym razem chcieli tylko, by ich wysłuchać. Najwięcej telefonów jest w okresie jesienno-zimowym i zimowo-wiosennym, wówczas przede wszystkim dzwonią ludzie z depresjami. Zdarzają się także telefony od ludzi borykających się z myślami samobójczymi. Ksiądz Adam tłumaczy, że dzwoniący bardzo często nie mówią wprost o swoim problemie, wyczuwają najpierw swojego odbiorcę, sprawdzają tembr głosu. Pytają o coś zupełnie innego, o życie i doświadczenie posługującego w telefonie. I dopiero gdy zdobędą zaufanie, mówią o myślach samobójczych.


– Pytam wtedy o przyczynę. Poznaję smutek, żal, porażki, samotność, odrzucenie. Proponuję rozwiązanie, próbuję jakoś naprowadzić. Nie zadecyduję za człowieka, ale otwieram drzwi, by zobaczył perspektywę, poznał miejsca, gdzie możne szukać pomocy – wyjaśnia ksiądz wolontariusz.
Zdarza się także, że ludzie, którym udało się pomóc, dzwonią z podziękowaniami. To wspólny sukces wolontariusza i potrzebującego. 
– Pamiętam taką rozmowę, trwała 3–4 godziny. Właściwie tylko słuchałem. Komunikowałem, że jestem. Nagle padło zdanie: „O, kurczę! Ja tego nie wiedziałam. Dziękuję, że mi to ksiądz powiedział”. I w tym momencie ta osoba się rozłączyła. Ktoś dał jej czas, a ona sama zrozumiała, z czym sobie nie radziła – mówi.
Są osoby, które dzwonią regularnie. Ksiądz Adam wspomina kobietę, która rozmawiała z nim przez 3 lata. – Ludzie mają potrzebę rozmowy z kapłanami. Telefon daje im tę możliwość – wyjaśnia. – Pamiętam, że często dzwoniła też inna pani. Pismo Święte musiałem mieć non stop wtedy otwarte. Zadawała takie pytania, że musiałem się mocno nagimnastykować. I wcale nie chodziło jej o rozwiązanie krzyżówki, choć i takie telefony się zdarzały – śmieje się ks. Adam.
Podkreśla, że w tej pracy nie chodzi o to, by rozwiązywać wielkie problemy. – My nie mamy prawa, by decydować za człowieka. Chodzi o to, by pokazać możliwości. Często penitenet ma już gotową odpowiedź. Paraliżuje go jednak strach, by w danym kierunku pójść. Naszym zadaniem jest towarzyszenie, danie komfortu bezpieczeństwa, poczucia, że człowiek nie jest sam – tłumaczy. – Jako wierzący wiem, że mogę się za nich pomodlić. Były też takie sytuacje, że dzwoniący sam prosił o wspólną modlitwę.
Jak służba w telefonie zaufania pomaga w codziennej duszpasterskiej pracy? – Zawsze rozwija, uczy słuchania, wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, cierpliwości, pokory. Dzięki niej odkrywam także samego siebie – odpowiada ks. Adam. Posługa w telefonie to także szkoła nauki tego, co się mówi. – Każde słowo coś ze sobą niesie. Można powiedzieć za dużo i tym samym bardzo wiele zniszczyć. Z drugiej strony można powiedzieć też za mało. Często potrzebne jest tylko milczenie. Wystarczy świadomość, że tam, po drugiej stronie, ktoś jest. Ktoś ma dla mnie czas. Co więcej – ktoś na mnie czeka. To pomaga człowiekowi odkryć swoją wartość – tłumaczy ks. Adam.


W KTZ w Katowicach posługują ludzie różnych profesji – prawnicy, lekarze, bankowcy, psychologowie, pedagodzy. W sumie 56 osób. Przeprowadzają 11 tys. rozmów rocznie. To numer, pod którym można się z nimi skontaktować: (32) 253 05 00. Jest on dostępny całą dobę.
W sobotę 18 stycznia z wolontariuszami spotkał się abp Wiktor Skworc. – Jestem przekonany, że to, co czynicie, jest bardzo czytelnym wpisaniem się w misję Chrystusa. Wysłuchujecie tych, którzy źle się mają – powiedział do nich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama