Nowy numer 37/2021 Archiwum

Bije – nie zabije

Niezwykły instrument. Zrabowany 71 lat temu przez Niemców zabytkowy dzwon z Leszczyn odnalazł się pod Hanowerem. Ślązacy pojechali do Niemiec go odwiedzić.

Wisi na wieży katolickiego kościoła w Elze w Dolnej Saksonii. Waży ćwierć tony, jest na nim napis po niemiecku: „Słowo Boże trwa na wieki” i wizerunek Matki Bożej karmiącej. To dzwon „Maria”, odlany w 1617 roku dla Leszczyn w Ołomuńcu na Morawach. A odnalazł się przypadkiem.

Niespodzianka z netu

– Dwa lata temu Werner Miller, pasjonat lokalnej historii, wydał 20-stronicową monografię dotyczącą dwóch dzwonów w parafialnym kościele w Elze. Pięknie opisał ich historię i to, skąd pochodzą. Dodał nawet mapkę z Gliwicami, Rybnikiem i zaznaczonymi pomiędzy nimi Leszczynami – relacjonuje ks. Krzysztof Fulek, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Leszczynach.

– Katolikom z Elze hitlerowcy też zabrali w czasie wojny ich dzwony – zaznacza.

Dzisiaj informacje rozchodzą się błyskawicznie. Zebrane przez pana Wernera materiały trafiły do internetu. A tam znalazł je przypadkiem mieszkaniec Czuchowa w gminie Czerwionka-Leszczyny... Od niego parafianie z Leszczyn dowiedzieli się, że ich dzwon przetrwał wojnę.

– W styczniu napisaliśmy pierwszy list do parafii Elze, prosząc o zwrot naszego dzwonu. Nie dostaliśmy odpowiedzi, więc w maju napisaliśmy ponownie – relacjonuje ks. Fulek. – Dwa miesiące później przyszła odpowiedź. Parafianie z Elze przeprosili nas, że odpowiedź tyle im zajęła, ale byli zaskoczeni i musieli ją przemyśleć. Prosili, żebyśmy ich zrozumieli, bo wielu mieszkańców ich regionu to są przesiedleńcy, m.in. właśnie ze Śląska.

Bije – nie zabije   Grażyna Wistuba, wnuczka Anny Bańczyk, należała do delegacji parafii Leszczyny, która pojechała do Elze. Przywitała się z dzwonem odnalezionym na wieży tamtejszego kościoła Danuta Furgoł Po namyśle Rada Parafialna z Elze zdecydowała o oddaniu dzwonu Leszczynom. I to jednogłośnie. A we wrześniu przyszło zaproszenie dla delegacji ze Śląska. Parafianie z Elze pisali, że bardzo by chcieli, żeby za przekazaniem dzwonu poszło coś więcej, że chcą poznać twarze ludzi, którym ten instrument oddadzą. – Pojechaliśmy tam pod koniec października i zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Choć tamtejsza Rada Parafialna zadecydowała o zwrocie dzwonu jednomyślnie, to ci parafianie, którzy są przesiedleńcami, byli zwrotowi przeciwni. Chodzi o to, że dzwon ze Śląska jest jedynym symbolem, który im przypomina o ziemi, na której się urodzili – mówi ks. Fulek. – Ich też spotkaliśmy w czasie Mszy św. w Elze, przyszli się przywitać. I wyobraź sobie, że oni też byli dla nas bardzo serdeczni. Paru z nich pochodzi z Bytomia, Zabrza, Gliwic, ale większość ze Śląska Opolskiego.

Dzwon my wyklackali

Odnalezienie dzwonu wzruszyło wielu mieszkańców Leszczyn. Wśród nich jest Stanisław Kucharczyk, emerytowany ślusarz-spawacz z kopalni „Dębieńsko”. Jako mały chłopiec w maju 1942 roku był świadkiem, jak Niemcy rabowali zabytkowe, parafialne dzwony. Ułożyli je na belkach na prawo od wejścia do drewnianego kościółka (dzisiaj stoi w Palowicach).

– Miałem wtedy 6, a moja siostra Dorota 7 lat. Babcia tak nami kierowała, żebyśmy się z tymi dzwonami pożegnali – wspomina Stanisław. – Pamiętam, że ludzi do nich nie dopuszczali, że ktoś tam na nas krzyczał. Więc – według planu babci – ja nagle się rzuciłem biegiem, siostra za mną druga, a babcia niby nas goniła... Dobiegłem! Zrobiłech po tych dzwonach „klac”, za mną siostra i wreszcie babcia. Tak my te dzwony na pożegnanie „wyklackali” – wspomina.

Babcia Stanisława Kucharczyka nazywała się Anna Bańczyk. Po rabunku dzwonów z Leszczyn oświadczyła: „Hitler chyba wojna przegro, jak już dzwony biere”. A była to przecież dopiero pierwsza połowa 1942 roku, kiedy armia niemiecka była jeszcze na fali wznoszącej. – Babcia nam też powtarzała: „Ni moga tego przeonaczyć, żeby dzwon »Maria« tela lot wzywoł ludzi do kościoła, a teroz mo być przetopiony i bydzie zabijoł ludzi”. Dlatego codziennie wieczorem musieliśmy z nią klękać i modlić się, żeby dzwony z Leszczyn jednak „obstoły”. Modliliśmy się też wtedy za tatę, który uciekł z transportu do Auschwitz i się ukrywał. Też przeżył wojnę. Intencje taty i losu naszych dzwonów towarzyszyły nam codziennie do 1945 roku. Starałem się tego nie wspominać, ale kiedy dowiedziałem się o odnalezieniu w Niemczech jednego z naszych dzwonów, to wszystko do mnie wróciło – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama