Powrót do strony
  • nasze media
  • Kontakt
Prenumerata z
SUBSKRYBUJ zaloguj się
PROFIL UŻYTKOWNIKA
Wygląda na to, że nie jesteś jeszcze zalogowany.
zaloguj się
lub
zarejestruj się
Serwis internetowy Gościa Katowickiego

Katowicki

  • Nowy numer
  • AKTUALNOŚCI
  • GALERIE
  • KATOWICKA 1925
  • Rok Jubileuszowy
    • Sto na sto
  • ARCHIWUM
  • KONTAKT Z ODDZIAŁEM
  • Diecezje
    • Bielsko-Żywiecka
    • Elbląska
    • Gdańska
    • Gliwicka
    • Katowicka
    • Koszalińsko-Kołobrzeska
    • Krakowska
    • Legnicka
    • Lubelska
    • Łowicka
    • Opolska
    • Płocka
    • Radomska
    • Sandomierska
    • Świdnicka
    • Tarnowska
    • Warmińska
    • Warszawska
    • Wrocławska
    • Zielonogórsko-Gorzowska
  • Patronaty
  • O DIECEZJI
    • Biskupi
    • Historia
    • Parafie

Najnowsze Wydania

  • GN 20/2026
    GN 20/2026 Dokument:(9718961,Nie zmieniajcie nam nauki)
  • GN 19/2026
    GN 19/2026 Dokument:(9708121,Dwie herezje w jednym numerze)
  • GN 18/2026
    GN 18/2026 Dokument:(9695028,Kościół jest analogowy)
  • Historia Kościoła (15) 03/2026
    Historia Kościoła (15) 03/2026 Dokument:(9690225,Leon XIV czyta św. Augustyna Donaldowi Trumpowi. Edytorial nowego numeru „Historii Kościoła”)
  • GN 17/2026
    GN 17/2026 Dokument:(9685120,Zajęcie podwyższonego ryzyka)
katowice.gosc.pl → W archidiecezji → Tam, gdzie obóz grupy knurowskiej

Tam, gdzie obóz grupy knurowskiej przejdź do galerii

 
Poświęcenie terenu pod budowę kaplicy w Trudovskoye w Donbasie, mieście, gdzie przymusowo pracowali i umierali Ślązacy Edward Sawicki

Plac pod budowę kaplicy w Trudovskoye w Donbasie, gdzie w 1945 roku niewolniczo pracowali wywiezieni do Związku Sowieckiego Ślązacy, poświęcili 28 września arcybiskup katowicki Wiktor Skworc i biskup zaporoski Marian Buczek.

Przemysław Kucharczak

|

GOSC.PL

0 FB Twitter
drukuj wyślij

(...)

W cerkwi urządzono magazyn a teren ogrodzono i włączono do obozu. „Babuszki” nadal co niedzielę przychodziły pod płot w pobliże cerkwi, modląc się i żegnając krzyżem prawosławnym, szeptając „Hospodij pomiłuj”. Dary w postaci placków kukurydzianych „Babuszki” przetykały nam przez płot, narażając się na wyzwiska i groźby automatami.

W czasie pracy na kopalni przy malowaniu – bieleniu wysokiego pomieszczenia (hali) maszyny wyciągowej uległem wypadkowi. Niosąc po drabinie wiadro na pomost spadłem z drabiny z wysokości około 4 metrów na plecy i prawy bok kalecząc się i tracąc przytomność.

(...)

Sprzedałem moją marynarkę (z dobrego materiału, po starszym bracie) to znaczy zhandlowałem ją za konserwę mięsną – 1 kg amerykańską i za używaną kufajkę. Z moich kalesonów obciąłem nogawki uzyskując spodenki i dwie torby z nogawek, zadrutowane od dołu. Torby potrzebne były w kołchozie, gdzie znowu pracowałem, do schowania lub przemycenia czegokolwiek do jedzenia. Miałem także miejsce stałe to jest mieszkanie matki z córką – nauczycielką , które odwiedzałem przy każdej nadarzającej się sytuacji i gdzie zawsze dostawałem chleb.

W obozie dochodziło coraz częściej do tragicznych wydarzeń:

 - Zmarł nagle najmłodszy członek załogi obozowej – tydzień po śmierci jego ojca, który bardzo dbał o niego, chcąc go utrzymać przy życiu (miał 14 lat).

 - Chorzy wpadali do dołu z fekaliami i tam ginęli.

 - Po obozie chodzili ludzie to śpiewając, to modląc się głośno z pomieszania zmysłów.

 - Na postoju, blisko lasu, w czasie powrotu z kołchozu, powiesiło się w ciągu tygodnia kilku ludzi, mimo, iż nie byli chorzy i normalnie pracowali.

 - W kopalni górnicy nasi ulegali coraz częściej ciężkim wypadkom na skutek braku sił, z wycieńczenia i małego stopnia bezpieczeństwa pracy – było kilka wypadków śmiertelnych.

 - Ludzie chodzili z otwartymi ranami – brak było opatrunków.

(...)

Myślę, że chyba też byłem za młody i za mało doświadczony aby się tak bardzo naszym losem przejmować jak to widziałem u starszych w większości ojców rodzin o których ciągle myśleli i wspominali – słowem nie zdawałem sobie w pełni sprawy z niebezpieczeństwa w jakim znajdowaliśmy się – to chyba pomogło mi przeżyć.

Gdy zmarł nagle, po przyjściu z pracy w kopalni, nasz najzdrowszy dotąd, silny i zawsze dobrej myśli, kolega z naszej miejscowości zwątpiłem i chyba pojąłem, że i moje dni są może policzone. Poszedłem na ubocze pod płot, płakałem i prosiłem Boga o ratunek.

(...)

Z naszej grupy 20, powróciło do domu 8.

(...)

Po wjeździe do Polski na stacji Wincenty  pobiegł z kolegami na niedaleką plebanię po żywność. W tym czasie pociąg z transportem odjechał. Ślązaków patrol wojska zabrał więc  do Lublina:

Nie wierzono w naszą wersję powrotu z obozu dla internowanych w Rosji. Posądzano nas o ucieczkę z obozu jenieckiego, drwiono z naszego akcentu. Zwątpiliśmy w nasz powrót do domu

(...)

Po przekazaniu ich do Katowic:

Nazajutrz przyprowadzono nas do tego oficera, który przeprowadził z nami długą rozmowę, wypytywał o szczegóły, prosząc o szczere odpowiedzi. Wskazał na zapiski leżące na biurku, które towarzyszyły nam przez całą drogę od Lublina i powiedział „bzdura”!, oraz ze śląskim akcentem „Chłopcy ja wam wierzę – pojedziecie do domu!” i podał nam rękę. Zjedliśmy jeszcze obiad w stołówce i poszli na portiernię gdzie wręczono nam bezpłatne bilety „dla repatriantów” wpisując miejscowość docelową. Na dworcu pożegnałem się z kolegą jadącym do Raciborza, podziękowaliśmy sobie „za wszystko”. Do domu przybyłem dnia 8 XII 1945 roku wieczorem. Koledzy obozowi, którzy przybyli do domu o kilka dni wcześniej, opowiedzieli mojej rodzinie o naszym odłączeniu się od transportu, jednak nikt w to tak naprawdę nie uwierzył wszak tylu tam pozostało. Radość była tym większa, gdy stanąłem na progu naszego mieszkania. Powitanie było bardzo serdeczne. Matka składała ręce do modlitwy, siostra i brat chcieli się jak najwięcej dowiedzieć o tym co było. Ja pragnąłem tylko jednego: zrzucić nareszcie moje brudne i podarte łachmany, wykąpać się, ubrać w jakąś czystszą bieliznę, opatrzyć czymkolwiek moje owrzodzone nogi, położyć się do łóżka i zasnąć, wiedząc, że mi już nic nie grozi, że skończył się ten koszmar. Teraz dopiero odprężony organizm ujawnił te wszystkie zaniedbania, domagał się stabilizacji. Leżałem w łóżku z dość dużą gorączką, jątrzyły się miejsca owrzodzone na nogach, bolało pod pachą, gdzie dojrzewał wrzód. Byłem opuchnięty na całym ciele (woda), bolały plecy, ręce, bolało mnie wszystko i wszędzie  - zadawałem sobie pytanie, dlaczego tego wcześniej nie odczuwałem?

(...)

Spotkałem także późniejszą żonę i teściową – obiecałem wszystkim, że ich odwiedzę i opowiem co wiem. Zameldowałem się w Urzędzie Gminnym i otrzymałem zaświadczenie z wpisem „powrócił z obozu pracy”. Takie krótkie i urzędowe stwierdzenia a ile o tym obozie pracy można by było napisać.

(...)

Przyczyną mojego aresztowania i wysłania do w/w obozu była praca w Urzędzie Gminnym 1944-1945 r., gdzie skierowany zostałem przez Urząd Zatrudnienia w ramach tzw. Landjahr w oparciu o dobrą opinię kierownika szkoły podstawowej. W obozie przebywałem mając 15-16 lat. Powyższe wspomnienia pisałem w latach 1995-1996 a więc po upływie 50-ciu lat od „Tragedii Śląskiej 1945 roku”.

Wincenty Zaręba

« ‹ 1 2 3 › »
Poświęcenie gruntu pod kaplicę w Trudovskoye

WIARA.PL DODANE 29.09.2013 AKTUALIZACJA 29.09.2013

Poświęcenie gruntu pod kaplicę w Trudovskoye

Poświęcili go 28 września arcybiskup katowicki Wiktor Skworc i biskup zaporoski Marian Buczek. Zdjęcia: Edward Sawicki  
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:
  • ABP WIKTOR SKWORC
  • DONBAS
  • DONIECK
  • TRUDOVSKOYE
  • WYWÓZKI
  • ŚLĄZACY

Polecane w subskrypcji

  • „Wybieram wiarę, że Jezus zmartwychwstał”. Trzy życia Ayaan Hirsi Ali
    • Kościół
    „Wybieram wiarę, że Jezus zmartwychwstał”. Trzy życia Ayaan Hirsi Ali
    Tomasz Rowiński
  • Wierzę – i co z tego?
    Wierzę – i co z tego?
    Franciszek Kucharczak
  • Szef ukraińskiego IPN-u w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”: Naszym świętym obowiązkiem jest umożliwić godny pochówek ludzi
    • Rozmowa
    Szef ukraińskiego IPN-u w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”: Naszym świętym obowiązkiem jest umożliwić godny pochówek ludzi
    Andrzej Grajewski
  • Bliźniacze drogi. Siostry odnalazły się po 50 latach – na dwóch kontynentach
    • Kościół
    Bliźniacze drogi. Siostry odnalazły się po 50 latach – na dwóch kontynentach
    Agata Puścikowska
  • IGM
  • Gość Niedzielny
  • Mały Gość
  • Historia Kościoła
  • Gość Extra
  • Wiara
  • KSJ
  • Foto Gość
  • Fundacja Gość Niedzieleny
  • O nas
    • O wydawcy
    • Zespół redakcyjny
    • Sklep
    • Biuro reklamy
    • Prenumerata
    • Fundacja Gościa Niedzielnego
  • DOKUMENTY
    • Regulamin
    • Polityka prywatności
    •  
  • KONTAKT
    • Napisz do nas
    • Znajdź nas
      • Newsletter
        • Zapisz się już dziś!
  • ZNAJDŹ NAS
WERSJA MOBILNA

Copyright © Instytut Gość Media.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgłoś błąd

 
X
X
X