Nowy numer 48/2020 Archiwum

„Gaudapciak” nr 1

Koniec świata. Pośrodku zagubionej w lesie polany stoi uniwersytet. Najprawdziwszy – z indeksami, ocenami, wykładami.

Kto chce zaliczyć semestr, musi odbyć ćwiczenia z ekonomii ekstremalnej, studenckiego savoir- -vivre’u czy geografii szlaków studenckich. Pierwszy z wymienionych przedmiotów to instrukcje, jak przetrwać w studenckiej dżungli, przeżyć tydzień za 5,40 zł. – Jednemu z naszych kolegów się to udało – zapewnia Basia Szustakiewicz, prezes Katolickiego Związku Akademickiego „Gaudeamus”, który działa na Uniwersytecie Ekonomicznym.

„Studia”, czyli obóz adaptacyjny na Nowym Groniu w Brennej, ma pomóc studentom pierwszego roku odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – „Gaudeamus” wcześniej zajmował się już organizacją tego typu wydarzeń, dlatego postanowiliśmy wrócić do tradycji. Stało się tak również dlatego, że mamy miejsce, które idealnie nadaje się do tego typu wyjazdów – wyjaśnia Basia. – Zauważyliśmy, że jest nisza rynkowa. Oferta obozów innych organizacji studenckich jest bardzo zbliżona. Są warsztaty, ale całość jest bardzo rozrywkowa, z dużą ilością alkoholu. My chcemy pokazać, jak można inaczej spędzać czas w trakcie studiów. W pierwszym takim obozie wzięła udział zwarta grupa 10 studentów. Śmiali się, że „w sam raz na rozmiary chatki”. Wśród nich Alicja Tabor, która będzie studiować finanse i rachunkowość na Uniwersytecie Ekonomicznym.

– Przed wakacjami przeglądałam oferty organizacji studenckich z uczelni. Zaciekawił mnie „Gaudeamus”, ponieważ szukałam nowej wspólnoty – wspomina. Alicja, zanim przyjechała na „Gaudapciak” (bo tak nazywa się obóz), była na wyjeździe z inną organizacją studencką. Zastrzega, że oba wyjazdy trudno porównać. – Tutaj więcej się dzieje. Nie wiadomo, kiedy czas ucieka. Jest fantastyczna atmosfera. Na tym drugim „adapciaku” też była fajna atmosfera, aczkolwiek dużo było takich momentów, w których nie wiedzieliśmy, co z sobą zrobić, ponieważ spora część uczestników była zajęta piciem alkoholu. Dla mnie to nie jest najfajniejsza rozrywka – mówi.

Wyrobione zdanie na temat studenckich obozów adaptacyjnych ma Piotr Miśta, który skończył pierwszy rok prawa na Uniwersytecie Śląskim. – Chlanie na umór, czasem jeszcze w konkursach. Taki katolicki „adapciak” to dobra alternatywa. Kiedy w zeszłym roku zaczynałem studia, takiej oferty nie było – żałuje. W chatce na Nowym Groniu studentom towarzyszy duszpasterz akademicki ks. Damian Copek. – Propozycja wyjazdu padła w lipcu. Zgodziłem się bez wahania. Wiedziałem, że nie będę żałował. Klimat tej chatki, urok otaczającej ją przyrody sprzyjają temu, żeby ludzie się ze sobą integrowali. Jest tu naprawdę dobra atmosfera – przekonuje. – To jest dobry pomysł, pomaga wejść w cały ten świat studiów, poznać nowych ludzi. – Na pewno będzie łatwiej. Na obu obozach poznałam bardzo różnych ludzi. Tutaj są osoby, które wyznają takie same wartości jak ja – Alicja potwierdza obserwacje ks. Damiana. – Obecność księdza nadaje pewien rytm. Każdy dzień kończymy Mszą św. To też ustala taką hierarchię ważności wszystkich wydarzeń dnia – zauważa Piotr. – Z inicjatywą wieczornych Mszy św. wyszli sami studenci. Wczoraj nawet zaproponowali półgodzinną adorację. Widzę, że to bardzo potrzebna przestrzeń. To najpiękniejsze doświadczenie, jakie może być dla kapłana, kiedy widzi, że jego posługa jest potrzebna, wyczekiwana – mówi duszpasterz. Jak zapewniają organizatorzy, to nie ostatni taki wyjazd. Kolejne już są w planach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama