Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Czyja kolej teraz?

Trwa wygaszanie Kolei Śląskich? Takie pytanie stawiają sobie nie tylko pasażerowie, ale także fachowcy.


Pociągi należące do spółki stworzonej przez województwo śląskie w pierwszych dniach czerwca rozpoczęły kursowanie według nowych rozkładów. Nowa organizacja ruchu wiązała się ze znacznym ograniczeniem połączeń – średnio o ok. 40 proc. Trzy relacje zostały zlikwidowane: Gliwice–Bytom, Tarnowskie Góry–Kłobuck, Rybnik–Kędzierzyn-Koźle. Jednocześnie władze spółki podjęły decyzję o podniesieniu cen biletów. Wszystkie te działania są elementami wdrażanego właśnie programu naprawczego KŚ.

Dodatkowo zrezygnowano z dzierżawy lub wynajmu taboru. Jak tłumaczą przedstawiciele przewoźnika, bez tych działań spółka musiałaby ogłosić upadłość.
 – Liczba pasażerów Kolei Śląskich, niestety, spadnie, jednak sytuacja finansowa spółki jest na tyle poważna, że bez zaplanowanych cięć we wrześniu liczba naszych pasażerów spadłaby do zera, a spółka byłaby postawiona w stan upadłości – przekonuje Maciej Zaremba, rzecznik KŚ. Kolejną przyczyną zmian w rozkładach są prace remontowo-modernizacyjne, które prowadzą PKP PLK. Działania te skutkują zmniejszeniem przepustowości linii lub wprowadzeniem na niektórych odcinkach ruchu jednotorowego.
Wszystkie te czynniki powodują, że wielu pasażerów podejmuje decyzję o rezygnacji z usług przewoźnika. – Chętnie dalej korzystałbym z usług Kolei Śląskich, ponieważ jazda była naprawdę komfortowa. Niestety, godziny kursowania zupełnie nie odpowiadają godzinom, w których pracuję. Żeby zdążyć na pociąg, musiałbym albo wychodzić z pracy kilkadziesiąt minut wcześniej, co jest niemożliwe, albo kilka godzin czekać na kolejne połączenie – wyjaśnia Piotr Sudoł, który z usług KŚ korzystał na trasie Katowice–Bytom.


– To wygląda na celowe zniechęcanie pasażerów – mówi wprost Stanisław Biega, konsultant ds. transportu. To on był autorem koncepcji cyklicznego rozkładu jazdy, według którego kursować miały pociągi KŚ. – Po tej koncepcji w rozkładzie od czerwca nie ma już śladu – dodaje. S. Biega podkreśla, iż doświadczenia wielu krajów europejskich dowodzą, że cykliczny ruch jest przede wszystkim dużym ułatwieniem dla pasażerów, którzy decydują się na korzystanie z transportu kolejowego. – Dostępność kolei nie opiera się tylko na szybkości, z jaką poruszają się składy. Tu przede wszystkim chodzi o czas oczekiwania na transport. Jeżeli pociągi kursują regularnie, np. co 15 czy 30 minut, są dla pasażerów wygodniejsze. O tym, że szybkość pokonywania trasy jest sprawą drugorzędną, najlepiej świadczy, że wiele osób woli podróż np. autobusem, który ma czas przejazdu dłuższy niż pociąg, ale kursuje regularnie – wyjaśnia. – Poza tym należy pamiętać, że zmianom uległ rytm pracy. Nie wszyscy rozpoczynamy ją np. o 7 czy 8 rano. Pasażerowie pracują głównie w usługach i zadaniem kolei jest dostosowanie oferty do ich potrzeb.
Autor rozkładu przekonuje, że ta strategia zaczynała powoli przynosić skutki na słabo uczęszczanych trasach, np. do Cieszyna, Oświęcimia, Lublińca, Rybnika, Raciborza. – Społeczeństwo jest coraz starsze, to również trzeba wziąć pod uwagę. Te osoby będą potrzebować wygodnego transportu, więc także są potencjalnymi klientami – wyjaśnia ekspert.


S. Biega zwraca uwagę, że obsługa transportu to służba publiczna. Podstawowym zadaniem jest zapewnienie usług dostosowanych ofertą do gęstości zaludnienia. – Obecnie na Śląsku obsługiwany jest jedynie ułamek połączeń, jaki przy takim potencjale powinien być wykonywany. Proszę sobie wyobrazić, że w Niemczech, w okręgu, do którego należy Frankfurt nad Menem, wykonywanych jest 8 razy więcej połączeń niż w rozkładzie, który obecnie realizują Koleje Śląskie. A to jest okręg porównywalny ze Śląskiem pod względem obszaru i liczby mieszkańców – tłumaczy.


Jego zdaniem, trudno mówić o metodycznie prowadzonym planie naprawczym spółki. – Nikt nie policzył, czy i ile oszczędności dają zawieszenia pociągów – dodaje.
Władze spółki bronią się przed zarzutami. – Przygotowanie rozkładu jazdy jest skomplikowanym zadaniem, które wymaga wzięcia pod uwagę nie tylko czynników wewnętrznych, np. zależności pomiędzy kursami, ale także zewnętrznych. Przygotowując zmiany, kierowaliśmy się czterema podstawowymi czynnikami: dostępnością komunikacji zastępczej na poszczególnych trasach, prowadzonymi remontami przez PKP PLK, których obecnie jest ok. 200, kosztami eksploatacji danej linii oraz zapewnieniem połączeń w godzinach szczytu, czyli między godz. 7–9 i 14–17. To na tej podstawie podejmowaliśmy decyzje o zmianach w rozkładzie jazdy – wyjaśnia M. Zaremba.
Pytanie, na ile cierpliwi są pasażerowie. Bo po zapowiedziach z 9 grudnia ub. roku, że „teraz ich kolej”, zostało już tylko mgliste wspomnienie. Obecnie wypada się zastanowić, czy KŚ mają jeszcze szanse na „popularyzację lokalnej kolei aglomeracyjnej”, skoro autobusy i prywatni przewoźnicy są – mimo wszystko – bardziej dostępnym środkiem transportu.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama