Nowy Numer 38/2020 Archiwum

To nie będzie zwykły ksiądz

– Jak mam się do księdza zwracać? Księże czy biskupie? – spytała bp. Józefa Kupnego gospodyni parafii Matki Bożej Piekarskiej. Nowy biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej odpowiedział: – Jak pani chce. – No, dobrze, księże... biskupie w sumie też – odparła gospodyni.

Tuż po święceniach ks. Józef Kupny został wikarym w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Uzdrowienia Chorych na dolnym os. Tysiąclecia w Katowicach. Tam zetknął się z ks. Stanisławem Nogą, który wtedy wiedział, że jego zadaniem jest stworzenie parafii w górnej części osiedla. – Pochodzimy z jednej parafii z Chorzowa Batorego, ale wcześniej po prostu nie mieliśmy okazji się poznać. Tylko kiedy czasem odwiedzałem moją rodzinę i proboszcza, słyszałem o kleryku Józefie Kupnym – mówi ks. Stanisław. Kiedy ks. Noga zwrócił się z prośbą o pomoc w organizowaniu nowej parafii, bp Herbert Bednorz wyznaczył ks. Kupnego.

– Cały czas trwały prace. Ponieważ nie było jeszcze erygowanej parafii, oficjalnie budowaliśmy pomieszczenia, w których miała być prowadzona katechizacja – wyjaśnia proboszcz. Po wielu perturbacjach parafię udało się ustanowić w 1985 roku. – Odebrałem wtedy dwa dekrety: pierwszy mianujący mnie proboszczem i drugi dla ks. Józefa, który miał być moim wikarym – wspomina ks. Stanisław. – Trochę się bałem jego reakcji, ponieważ posługa w nowej parafii wiązała się z przeprowadzką do prowizorycznego budynku probostwa. To był zwykły barak z pokoikiem niewiele większym niż przedział kolejowy. Planowałem nawet, że zaproponuję ks. Kupnemu, by został na parafii na dolnym Tysiącleciu. Jego reakcja totalnie mnie zaskoczyła. Bez problemu oświadczył, że przeprowadza się do mnie – mówi proboszcz. I tak ks. Józef Kupny został pierwszym wikarym posługującym w parafii Matki Bożej Piekarskiej na górnym os. Tysiąclecia w Katowicach. – Bardzo dobrze nam się współpracowało, ponieważ on od początku był typem naukowca – ciągle się czegoś uczył, coś czytał, robił notatki. Dzięki temu stale był na probostwie, a ja mogłem jeździć i załatwiać formalności – opowiada ks. Noga. Przez pierwszych kilka lat księża posługujący w parafii musieli mieszkać w spartańskich warunkach baraku. Jak wspomina ks. Stanisław, najgorzej było zimą. Trudno było ogrzać pomieszczenia, które łączył wspólny piec kaflowy. – Koło tego pieca układaliśmy drewno, którego później używaliśmy na podpałkę. Raz z tego powodu omal nie spłonęliśmy – relacjonuje proboszcz. W nocy drewno zajęło się od gorącego pieca i wybuchł pożar. – Całe szczęście, że nie położyłem się jeszcze spać, tylko w ubraniu przysnąłem na kanapie. Obudziłem się, gdy cały barak był już zadymiony. W tych nerwach sam wyniosłem płonące szczapy i zacząłem wietrzyć pokój. Ks. Kupny spał tak twardo, że w ogóle nie zorientował się, że coś się dzieje. Otworzyłem więc u niego okno, żeby wywietrzyć i całą noc tylko sprawdzałem, czy oddycha i czy nic mu się nie stało. Rano ks. Józef wstał i dziwił się, dlaczego ma okno otwarte. Opatrzność nad nami czuwała, bo mogliśmy spłonąć, zanim parafia na dobre zaczęłaby funkcjonować – dodaje ks. Stanisław. Ksiądz Kupny był odpowiedzialny za grupę Dzieci Maryi oraz ministrantów. Przygotowywał też dzieci komunijne. – Był tutaj tylko rok – mówi z żalem ks. Stanisław Noga. – Sam go odwiozłem do Lublina, gdzie zaczynał studia na KUL. Maluchem, wypakowanym po sam dach, ks. Stanisław i ks. Józef ruszyli przez pół Polski. – To była szalona podróż. Ruszyliśmy o trzeciej w nocy, bo ja musiałem być w Katowicach przed 16.00 z powrotem – wspomina proboszcz. – Kiedy przyjechaliśmy do Lublina i zobaczyłem malutki pokoik, bez węzła sanitarnego, który ks. Józef dzielił z ks. Jerzym Szymikiem, pomyślałem, że u nas na Tysiącleciu wcale nie jest tak źle – uśmiecha się ks. Noga. Ksiądz Stanisław cały czas utrzymuje kontakt z dawnym wikarym. Przed laty udawało im się czasem wyjeżdżać na wspólne wycieczki i pielgrzymki. – Raz arcybiskup zastępował naszego proboszcza przez dwa tygodnie. Chciał mu wtedy zrobić niespodziankę i kupił dywan, który do dziś jest tu, na farze. Przez cały czas o niego dbał, nawet kapcie ściągał, jak do pokoju wchodził. A proboszcz wrócił i nic nie zauważył. Wszedł w butach i zostawił bagaże – uśmiecha się gospodyni. – Bo ja taki spostrzegawczy jestem – śmieje się ks. Stanisław. Wszyscy zgodnie przyznają, że są dumni, iż „ich” ks. Józef będzie wrocławskim metropolitą. – On się na pewno sprawdzi. Jest taki poukładany. Ma wizję duszpasterstwa. Kiedy go poznałem jako wikarego, wiedziałem, że on nie będzie zwykłym księdzem – zapewnia ks. Stanisław i prowadzi nas do „galerii” dawnych wikarych parafii. Na pierwszej fotografii widać abp. Józefa Kupnego. – Niestety, niewiele jego zdjęć mamy w kronice parafialnej. Gdybym wiedział, częściej bym go fotografował, a nie tylko budowę – wzdycha ks. Stanisław.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama