Nowy numer 47/2020 Archiwum

Bóg na kolacji

Kursy „Alfa”. Ludzie ratują tu swoje małżeństwa. Muzyk heavymetalowy Zbyszek Bubak, który na początku rzucił do dwóch księży: „Wszyscy księża to ch... i mają dzieci”, po 7 latach poszedł do spowiedzi, gra na wieczorach uwielbienia. Na kursach „Alfa” na Śląsku Pan Bóg dokonuje cudów.

– Czułem, że Zły się mną interesuje, chciałem coś w swoim życiu zmienić. Zasypałem księdza pytaniami o sprawy egzystencjalne, o egzorcyzmy. Ksiądz nie umiał mi odpowiedzieć, ale dał mi zaproszenie na kurs „Alfa” i powiedział: „Może spróbuj na początek tego” – wspomina. – W ulotce było napisane, że w tym kursie uczestniczył Chris Rea. To mnie, jako muzyka, zachęciło – śmieje się. Jego przyjaciele z kursu „Alfa” wspominają, że Zbyszek na jednej z pierwszych kolacji zwrócił się do dwóch księży, którzy usiedli akurat przy jego stoliku: „Wszyscy księża to ch... i mają dzieci”. Później jednak był wyjazd na weekend. – Zapowiadano gościa specjalnego, zaciekawiło mnie to, więc pojechałem z moją córeczką. Po 7 latach przerwy poszedłem tam do spowiedzi. A przerwę miałem od czasu, kiedy mnie ksiądz w konfesjonale zignorował. Nazbierało mi się grzechów... Skończyłem mówić, a ksiądz: „Nie wiem, co ci powiedzieć”. Dostałem rozgrzeszenie i doświadczyłem modlitwy wstawienniczej. Następnego ranka obudziłem się szczęśliwy i uśmiechnięty. Nigdy w życiu nie czułem się taki szczęśliwy, i to na trzeźwo! – śmieje się Zbyszek. – W dalszym ciągu byłem bez pracy, ze sprawami w sądzie. Problemy, które mnie dotąd przygniatały, nie znikły, ale... spojrzałem na nie inaczej. Rzuciłem palenie, nie sięgnąłem od tamtej pory po narkotyk, nie sięgnąłem po kolejną kobietę. Jestem wierny mojej narzeczonej, która jest tutaj dzisiaj ze mną – mówi. Zbyszek pomaga prowadzić kurs „Alfa” w Godowie jako pomocnik i gra na wieczorach uwielbienia w kościele św. Herberta w Wodzisławiu.

Chodzi o przyjaciół

Ludzie, którzy nawrócili się zaledwie rok wcześniej, już mogą być pomocnikami w prowadzeniu kolejnych kursów, jeśli tylko zechcą. Po dwóch latach mogą dołączyć do grupy liderów. – Nam nie chodzi o przeprowadzanie akcji, nam chodzi o przyjaciół. Jeśli Pan Bóg ma do nas zaufanie, my też musimy mieć zaufanie do nich – mówi Andrzej Strączek. – To jest szczególnie ważne dla facetów: tak jesteś skonstruowany, że musisz zdobywać jakąś przestrzeń. Mężczyźnie trudno ją znaleźć w kościelnej ławce pod chórem. A we wspólnocie widzimy, jak facet, który dostaje poważne zadanie, spina się i aż staje na rzęsach, żeby je właściwie wykonać – relacjonuje z pasją. Ewangelizacyjną formułę kursu „Alfa” wymyślił duchowny anglikański. W Polsce jednak zdecydowaną większość tych kursów prowadzi Kościół katolicki. Choć, z racji anglikańskich korzeni, nasz Kościół przez pewien czas te kursy „obwąchiwał”. Także okoliczni księża z początku byli ostrożni i kursów nie chcieli. Dlatego pierwsze podejście „Kahal” do „Alfy” 7 lat temu nie wypaliło. – Poddaliśmy się, bolało. Powiedziałem na modlitwie: „Panie Jezu, Twój cyrk, Twoje małpki... Twoje królestwo, nie moje. Amen” – wyznaje Andrzej. Tłumaczy, że te kursy muszą być prowadzone wyłącznie w zgodzie z Kościołem i w pełnej pokorze wobec decyzji biskupów, bo tylko wtedy mogą przynieść dobre owoce. Potwierdzenie, że Pan Bóg właśnie pokory od nich oczekiwał, przyszło już dwa lata później. – Ksiądz arcybiskup podarował nam wtedy stułę. Wsparł nas też finansowo. Pan Bóg miał taki plan – mówi z przekonaniem. W „Alfie” przed rokiem brała udział żona Janka Maźni, górnika kombajnisty. Sam Janek zostawał w domu z dziećmi, ale za to pojechał z ekipą z Czyżowic i Wodzisławia, która organizuje kursy, na „męski weekend” w góry. Sami faceci rozważali tam razem Pismo Święte, grali w piłkę, śmiali się. – Od tamtej pory Janek zbiera ludzi na dole i przed każdą szychtą się modlą. Na grubie! Wiesz, co to znaczy?! Za mniejsze rzeczy cię tam wyśmieją. Koledzy robią napisy: „Janek zgup”, „Janek ksiądz”, a jemu to nie przeszkadza. I co szychta ma więcej modlących się! Czasami jest potrzebny jeden odważny, który coś zainicjuje, to jak iskra – mówi Olek Szczyrba. Janek Maźnio dopiero teraz uczestniczy w „Alfie” w Rogowie pod Wodzisławiem. – Duch Święty buduje nowy Kościół na nowe czasy. I to jest jego robota – uważa Andrzej Strączek.• Najbliższy kurs „Alfa” odbędzie się w parafii św. Jana Chrzciciela w Tychach – w środowe wieczory od 20 marca do 12 czerwca

Albo, albo

Ks. Janusz Badura, proboszcz parafii św. Herberta w Wodzisławiu Śl. – Po 10 latach w mojej osiedlowej parafii zauważyłem, że już nie jestem w stanie wysiedzieć tam nic nowego. Starsze formy duszpasterstwa? Jasne, one się spełniają, ale na tym się kończy. A z 12 tys. dzieci i młodzieży w mojej parafii do kościoła nie chodzi aż 9 tys.! Są dwie możliwości: albo ten stan zaakceptować, albo robić coś nowego. Dzięki Opatrzności poznałem ludzi, z którymi zrobiliśmy kurs „Alfa”. Już w pierwszym, oprócz 80 proc. zaangażowanych parafian, uczestniczyło jakieś 20 proc. ludzi, którzy też byli moimi parafianami, ale ich nie znałem! W inny sposób nie byłem w stanie do nich dotrzeć. Połowa z tych 20 proc. zaangażowała się później w robienie następnego kursu „Alfa”, a kilka osób weszło do tradycyjnych parafialnych grup.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama