Nowy numer 39/2020 Archiwum

Honor w rękach kolejarzy

Wywiad. O Kolejach Śląskich, roztropności i historii Śląska z nowym marszałkiem województwa śląskiego Mirosławem Sekułą rozmawia ks. Paweł Łazarski.

Ks. Paweł Łazarski: Przewiduje Pan dalszy rozwój Kolei Śląskich?

Mirosław Sekuła: – Decyzja ich stworzenia była bardzo dobra. Nie udał się tylko ich start. Samo zadanie jest poprawnie sformułowane i tworzone. KŚ – podobnie jak działające już długo Koleje Mazowieckie czy Koleje Wielkopolskie – są przyszłością regionalnej komunikacji osobowej. Dlatego kierunek jest poprawny i trzeba podziękować tym, którzy zaczęli budować KŚ. Jednak gdy się mierzy bardzo wysoko, czasami można nie dać rady. Autorzy analizy przyczyn niepowodzenia przejęcia przez KŚ całej komunikacji w regionie wskazali na dwie rzeczy. Pierwsza to za mało taboru, druga – niedobór odpowiednio przeszkolonych pracowników, a zwłaszcza maszynistów, w stosunku do bardzo ambitnego rozkładu jazdy. Dlatego to nie mogło się udać.

Kto popełnił błąd?

– Gdyby KŚ stopniowo zwiększały zakres świadczonych usług, rozbudowywały tabor i jego obsługę, nie mielibyśmy katastrofy. Z roku na rok byłoby lepiej. Jeżeli jednak ktoś chce przeskoczyć pewne etapy rozwoju, jest to gotowy przepis na klęskę. Teraz KŚ próbują utrzymać ten rozkład jazdy, ale przy nadzwyczajnych rozwiązaniach. Oprócz składów KŚ jeżdżą pociągi wydzierżawione od innych przewoźników – polskich, czeskich i niemieckich. Są też składy kupione w złym stanie technicznym, które kiedyś jeździły np. w Holandii. To dramatyczna próba utrzymania takiego rozkładu. Na starcie KŚ za mało było roztropności.

Komu tej roztropności brakło?

– Organizatorom, czyli członkom Zarządu Województwa, którzy uwierzyli w zapewnienia ówczesnych władz KŚ, twierdzących, że „damy radę”. A przede wszystkim – poprzedniemu Zarządowi KŚ, który zakładał, że tak ambitne zadanie jest w stanie zrealizować.

Jakie straty poniosło województwo?

– Najbardziej w tej sprawie ucierpiał prestiż. Śmieje się z nas cała Polska. Pieniądze wydane na promocję i prestiż województwa śląskiego zostały rozjeżdżone autobusami komunikacji zastępczej. Cechy przypisywane Ślązakom, jak rzetelność, pracowitość, dobra organizacja, punktualność, w tym przypadku zostały wręcz wydrwione. Teraz honor Śląska jest w rękach śląskich kolejarzy. Straty finansowe to kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów nieplanowanych wcześniej wydatków z budżetu woje- wództwa.

A ile nas będzie jeszcze kosztował remont Stadionu Śląskiego?

– Dużo więcej niż wpadka z kolejami. Przy zmieniających się koncepcjach jego modernizacja trwa nieprzerwanie od 1994 roku i łączy się z ciągłym „dosypywaniem pieniędzy”. Gdyby te wszystkie środki zliczyć, wystarczyłoby na zbudowanie nowego stadionu w innym miejscu. Można gorzko zażartować, że ciągłe zmiany projektów doprowadziły do tego, że na pewno na Euro 2012 nie zdążymy... A tak poważnie, trzeba przestać się spieszyć i ustalać terminy przecinania wstęg. To nie ma sensu! Zróbmy rzetelną analizę naszych możliwości technicznych i finansowych, która pozwoli nam dokończyć tę modernizację i oszczędzi dalszego wstydu. W przypadku Stadionu Śląskiego i KŚ „chciejstwo” polityków polegało na realizacji – za publiczne pieniądze i za wszelką cenę – własnych wizji, które nie były oparte na radach fachowców.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama