Nowy numer 39/2020 Archiwum

„Krótka” siostra z Kamerunu

Maleńka siostra jeździła sama po buszu terenówką. Uciekała przed stadem hien. I mówiła Kameruńczykom, że Bóg ich kocha.

Ma zaledwie 151 cm wzrostu. – I z każdym rokiem jestem mniejsza – mówi 78-letnia siostra Konstancja Megier, służebniczka śląska, która przez 14 lat pracowała w Kamerunie. – Murzyni wołali mnie po imieniu: „Constance!”. Albo pytali: „Gdzie jest ta siostra »courte«?”, czyli krótka – śmieje się. Dziś mieszka w domu prowincjalnym w Katowicach-Panewnikach. Wstąpiła do służebniczek w 1952 r., nim skończyła 18 lat. Wtedy trzeba było wnieść do klasztoru posag. – W zakonie poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie – wspomina. Uczyła religii w prywatnych domach w Orzepowicach, Chwałęcicach (dziś to dzielnice Rybnika) i w Świerklanach. A w 1980 r. poleciała do Kamerunu.

Hieny kontra siostry

Najdłużej pracowała w misji Figuil, przy granicy z Czadem i Nigerią. Z walizą pełną leków wsiadała do terenowego suzuki i odwiedzała wioski w buszu. Gdy nadjeżdżała, schodził się tłum ludzi. Mówiła im o Jezusie. – Od dzieci było aż czarno. Afrykanie są z natury religijni, ale poganie wierzą w ducha przodków. Tego ducha przepraszają i mu dziękują, składają mu ofiary. Jeśli my, misjonarze, dajemy im serce, miejsce wiary w ducha przodków zajmuje Chrystus i Jego Ewangelia – mówi. Kiedyś 16-letni gimnazjalista, który pomagał jej prowadzić kościelną organizację dla dzieci przy misji Tchollire, zachorował. Lekarze podejrzewali truciznę. – Wyglądał, jakby stracił zmysły. Mamrotał i obrzucał się piachem. Do jedzenia wrzucał kamienie i tak jadł. Zebrałam ludzi, mówię: „To był taki dobry chłopiec! Módlcie się codziennie za wstawiennictwem bł. Edmunda Bojanowskiego, naszego założyciela!”. I modlili się. Za trzy tygodnie dali nam znać, że chłopak już dobrze się czuje. Sama byłam zdumiona – śmieje się siostra Konstancja. – Gdy tam pojechałam, chłopak mnie z radości podniósł do góry. A po kolejnych dwóch tygodniach siedział na dachu kaplicy i go naprawiał. Raz, gdy z drugą siostrą wolno wjeżdżały z mostu pod górkę, na ich auto rzuciło się stado hien. – Było ich około 10. Większe od wilków, z cętkami. Do dziś widzę te ich otwarte paszcze z białymi zębami. Siostra dodała gazu i je zgubiłyśmy – mówi. Ratowała dzieci pokąsane przez jadowite węże. Nieraz na pomoc było za późno. Sama też miała spotkania z wężami. Raz, gdy wieczorem zdejmowała habit, odkryła, że do jego wewnętrznej strony, na wysokości łydki, przyczepił się skorpion. Nie ukąsił jej. Widać miała jeszcze zadania do wykonania.

Taniec nie trzepiący

Zachęcała Kameruńczyków do zerwania z afrykańskim fatalizmem. – Oni uważają, że gdy dotyka ich nieszczęście, to – widać – duch przodków tak chciał. Nie próbują zwiększyć zbiorów, bo sądzą, że od ich pracy mało zależy. Gorący klimat też im nie pomaga w wytrwałej pracy. Siedzą w marasie przed lepiankami, uprawiają małe poletka i myślą, że to im wystarczy. A nie wystarcza, kiedy przychodzą susza i głód. Albo kiedy huragan zrywa im słaby dach w środku nocy, a dzieci krzyczą z przerażenia i mokną – mówi. Księża wdrażają więc chłopców do budowania solidnych budynków. Siostry uczą dziewczyny, jak zakładać ogród i planować, jak sadzić drzewa, które wydadzą owoce po latach. Tak, jak praca misjonarzy. Konstancja odkryła jednak, że Polacy też powinni uczyć się od Murzynów. – Nasza czarna siostra Celina mówiła mi, że w Katowicach jest fajnie, ale nie chce tu zostać, bo na naszych Mszach św. jest smutno. Oni przeżywają Mszę św. z radością. Są zawsze chóry, ludzie śpiewają, klaszcząc, grając na tam-tamach, grzechotkach, skrzypcach własnej roboty... Na ofiarę niosą, zamiast pieniędzy, orzeszki ziemne albo związane kury. Idą z nimi, tańcząc. Ale to nie jest taki taniec... trzepiący. Powiedziałabym, że ten taniec jest... duchowy. Oni mają niesamowite wyczucie. Możemy od nich uczyć się też gościnności i bezinteresowności – uważa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama