Nowy numer 39/2020 Archiwum

Ciężki przemysł Mieszka I

Czy największa elektrownia Górnego Śląska będzie skazana na stopniowe wygaszanie?

Być może to właśnie spotka Elektrownię "Rybnik", ze szkodą dla całej ziemi rybnickiej (czytaj też: Budowa wstrzymana cios dla Rybnika).

Dlaczego jednak większość społeczeństwa tak łatwo łyka idiotyczne wyjaśnienia, że nie należy budować nowych bloków w elektrowniach węglowych? Według Komisji Europejskiej, tworzący się tam dwutlenek węgla powoduje ocieplenie klimatu Ziemi. Czy są na to dowody naukowe? A skąd. Fakty są takie, że jeden wybuch wulkanu wyrzuca do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż cała ludzkość produkuje przez wiele lat. I że tysiąc lat temu klimat był tak ciepły, że Wikingowie osiedlili się na Grenlandii (czyli „Zielonej Wyspie” – tak ją wtedy nazwali). Opuścili ją dopiero w czasie kolejnego naturalnego ochłodzenia klimatu w XIV wieku. W Polsce przed tysiącem lat brzoskwinie rosły pod Suwałkami, gdzie dzisiaj nawet porzeczki nieraz wymarzną. Czy któryś z eurokratów łaskawie mi wyjaśni, jaki to ciężki przemysł za czasów Mieszka I wywołał tamten wzrost temperatury? A może jednak uznacie, panowie, argumenty naukowców, że klimat Ziemi zmienia się w sposób naturalny?

Mit wpływu człowieka na globalne ocieplenie nie ma nic wspólnego z nauką. To wymysł zwariowanych ekologów, których kochają lewicowe media. Jeden z tych ekologów, dawny wiceprezydent USA Al Gore, w swojej książce „Niewygodna prawda” tak pisał np. o zanieczyszczeniu środowiska w naszym kraju: „Dowiedzieliśmy się na przykład, że w niektórych miejscach w Polsce dzieci regularnie zabiera się pod ziemię do głębokich kopalń, by mogły odpocząć od gazów i zanieczyszczeń unoszących się w powietrzu. Można sobie niemal wyobrazić ich nauczycieli, wyprowadzających dzieci tymczasowo z kopalni, trzymających kanarki, by ostrzegały o tym, że dalsze przebywanie na powierzchni jest niebezpieczne”. Tej książki na świecie nie tylko nie obśmiano, ale w dodatku przyniosła ona Gore'owi zachwyt większości mediów i... Pokojową Nagrodę Nobla.

Jasne, że w Brukseli eurokraci grają też o poprawę konkurencyjności gospodarek państw „starej” Unii, opartych nie o węgiel, ale m.in. o atom. To jednak tragiczne, że nasi politycy powtarzają brednie o wpływie człowieka na ocieplenie, zamiast bronić interesów choćby ziemi rybnickiej. Swoje na sumieniu mają tutaj kolejne polskie rządy, nie tylko obecny. Sami zgodziliśmy się na limity emisji dwutlenku węgla. Wiadomo, że do powiedzenia w Unii nie mamy za wiele, ale jeśli już Polak dostaje w Unii wysokie stanowisko, to obejmuje je tak gorliwy entuzjasta walki z globalnym ociepleniem, jak prof. Jerzy Buzek. Niestety, potakiwanie krajom „starej” Unii przez wielu polskich polityków nieraz jest sprzeczne nie tylko z zasadami zdrowego rozsądku, ale i z polskimi interesami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama