Nowy numer 39/2020 Archiwum

Na kogo kolej?

Marszałek przejechał się na na pomyśle, który miał być strzałem w dziesiątkę i straci stanowisko?

Miało być pięknie, nowocześnie, frontem do pasażera. Po przaśnych lub zwyczajnie śmierdzących pociągach rodem z PRL-u Koleje Śląskie miały jawić się pasażerom jako raj na ziemi. Punktualne, z nowoczesnym taborem, a oprócz tego internetem, dobrą książką i kawą. Właściwie ten sen o wielkości powolutku, małymi kroczkami zaczął się realizować. Po niecałym roku działalności zarząd spółki postanowił zrobić wielki krok i przejąć wszystkie połączenia kolejowe w województwie. To oznaczało wyrugowanie spółki, która dotychczas obsługiwała te linie, czyli Przewozów Regionalnych.

Bez przetargu

Dogodny okazał się fakt wygasania 5-letniej umowy podpisanej z PR. Marszałek województwa zdecydował wtedy bez przetargu o powierzeniu regionalnego transportu kolejowego KŚ. Spółka, dysponująca wtedy 20 pojazdami, zaproponowała rozkład jazdy, do realizacji którego potrzebowałaby ich przynajmniej 70. Jak wówczas przyznał Adam Matusiewicz, najlepszym rozwiązaniem byłaby dzierżawa taboru od PR. One jednak nie chciały się na to zgodzić. Mimo to spółka postanowiła zaryzykować. Umowa została podpisana w pierwszej połowie września. KŚ zostały trzy miesiące do debiutu. Pierwszym sygnałem, że nie wszystko idzie zgodnie z planem, mógł być fakt nierozstrzygnięcia wszystkich zaplanowanych przetargów. Pod koniec listopada, kiedy KŚ ogłaszały nowy rozkład jazdy, prezes spółki Marek Worach uspokajał, że sytuacja wyjaśni się w ciągu najbliższych dni. Mimo to marszałek Matusiewicz snuł plany przejęcia połączeń poza granicami województwa. – Negocjowaliśmy z województwem łódzkim obsługę połączeń na trasie Częstochowa–Radomsko. Plany były takie, aby w zamian za to województwo łódzkie obsługiwało linię Częstochowa–Łódź. Niestety, wycofano się ze współpracy – mówił marszałek. Zapewnił jednak, że KŚ są w stanie zabezpieczyć oba połączenia i zaproponowały „sympatyczną, konkurencyjną cenę“.

Małysz na torach

9 grudnia miał być dniem chwały. – Dla całej polskiej kolei jest to wielki dzień, bo w Polsce to niezwykłe, że o 20 proc. zwiększa się liczba połączeń w rozkładzie jazdy i że tak kompleksowo zmienia się tabor, który ciągle będzie wymieniany – mówił z dumą Matusiewicz. A prezes Marek Worach dodał, że czuje się jak Justyna Kowalczyk i Adam Małysz w jednym podczas największych sportowych sukcesów. Hasło reklamowe brzmiało „Teraz twoja kolej“. Tę dumę szybko zweryfikowała sytuacja na torach. Po niedzielnym debiucie pełnym dumy na torach zapanował poniedziałkowy chaos. Pasażerowie byli zaskakiwani informacjami o kolejnych odwołanych połączeniach. Dziury w rozkładzie jazdy najpierw tłumaczone były błędem ludzkim, później pogodą i awariami taboru. Podczas jednej z rozlicznych konferencji prasowych Adam Matusiewicz dał do zrozumienia, że winni poniosą konsekwencje za całą tę sytuację. Sytuacja na torach i w spółce zmienia się jak w kalejdoskopie. Wprowadzona została komunikacja zastępcza, część połączeń została przekazana PR. W chwili zamknięcia tego numeru GN nadal nie udało się opanować rozgardiaszu. Marszałek przyznał wprost, że KŚ nie dały rady. Swoją rezygnację ze stanowiska złożył Marek Worach. Podjął taką decyzję po ujawnieniu przez prasę, że toczy się przeciwko niemu proces karny. Miał on zataić tę informację i złożyć fałszywe oświadczenie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama