Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Dziecięce esperanto

Niezwykły kalendarz. Kubuś do specjalistycznej placówki w Piekarach Śląskich trafił, gdy miał 8 lat.

Był jak mały przestraszony kotek. Kiedy się czegoś obawiał, drapał siebie i innych – wspomina Janina Lisiak. Kubuś jest chory na bardzo rzadkie sprzężenie zespołu Downa i autyzmu. Jest wycofany – kiedy rozmawiamy z jego nauczycielką, siedzi w kąciku i bawi się zjeżdżalnią dla samochodów. – O, widzi pani, jak pięknie pokazał „proszę, pomóż”? Kiedy przyszedł do nas, nie znał żadnego gestu, praktycznie nie komunikował się z otoczeniem – mówi J. Lisiak.

Słownik dla mamy

Tylko dzięki wytrwałej pracy nauczycieli i opiekunów Kubuś poznał język gestów. – To nie jest stricte język migowy czy makaton [język gestów i symboli, którego opracowywanie na gruncie polskim rozpoczęło się ok. 2001 roku – przyp. aut.]. To takie nasze esperanto, które modyfikują sami uczniowie. Nie chcemy uczyć ich czegoś na siłę – tłumaczy nauczycielka. – W pewnym momencie doszło do sytuacji, że Kubuś próbował się w ten sposób komunikować z mamą, która przychodziła do nas z pytaniem, co poszczególne gesty oznaczają. I tak powstał pomysł wydania słownika-książeczki z fotografiami poszczególnych gestów. – Szybko zmodyfikowałyśmy to założenie i zaczęłyśmy poszukiwać lepszej formuły, która dotrze do większej liczby osób – zdradza Daria Lesiak. Tak więc grupa złożona z Janiny, Darii i Małgorzaty Świgoń, nauczycielek z Zespołu Szkół im. Marii Grzegorzewskiej, rozpoczęła działanie. Wspólnie postanowiły, że najlepszym rozwiązaniem będzie kalendarz. – Najpierw musiałyśmy przekonać do pomysłu dyrektora – wspomina ze śmiechem Janina. – Zdenerwowały mnie, bo jako dyrektor od razu musiałem zacząć od pytania: „A skąd na to pieniądze?”. U nas naprawdę liczy się każdy grosz, żeby szkołę utrzymać – uzupełnia Zygmunt Krawczyk, który jednak od razu poparł ideę. Pierwsze założenie było takie: zdjęcia robimy sami, kalendarz jak najtaniej drukujemy i sami rozprowadzamy. – Wykonałyśmy mnóstwo telefonów. Każdy proponował inną cenę. Jak kwota była przystępna, całą oprawę graficzną musiałybyśmy same opracować – wspomina D. Lesiak. Jednocześnie upadł pomysł samodzielnego wykonania fotografii. – Te wszystkie przeciwności zaczęły się piętrzyć. I pewnego dnia takie zrezygnowane postanowiłyśmy, poprosić o pomoc Artura Ślęzaka, lokalnego fotografa. Nie znałyśmy go, nic o sobie nie wiedzieliśmy – opowiada J. Lisiak. – Zaczęliśmy rozmawiać, przedstawiłyśmy panu Arturowi swoją wizję, a on uśmiechnął się i powiedział: „To jest genialne”.

Nie płoszyć modeli

Niestety, po rozwiązaniu tych problemów nie było wcale łatwiej. Pozostała kwestia wyboru bohaterów, którzy znajdą się w kalendarzu. – Byłyśmy pewne, że będą to uczniowie z naszych klas, którzy posługują się językiem gestów oraz ci, którzy nie będą bali się stanąć przed obiektywem – mówi Daria. Dla autystyka pojawienie się w nowym otoczeniu to zawsze ogromny stres. Dlatego, aby uniknąć sytuacji, w których modeli z kalendarza przerażą lampy i statywy, Artur Ślęzak przeniósł na chwilę swoje studio do szkoły. – Sesja poszła fantastycznie. Pan Artur podszedł do dzieci z ogromnym wyczuciem – zdradza Janina. Jedną z modelek była Natalia Gawlica, która w kalendarzu pokazuje gest „iść”. – W szkole był już wcześniej fotograf. Mimo to, każdy z nas trochę się denerwował. Wszyscy jednak pamiętaliśmy o naszym celu – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama