Nowy numer 43/2020 Archiwum

Szalupa, oby niepotrzebna

Co łączy zepsute ogrzewanie, św. Mikołaja i koło ratunkowe? Oczywiście okno życia.

WMikołowie wszystko zaczęło się od mroźnej zimy. – Zepsuło mi się ogrzewanie w domu i to zmusiło mnie do zastanowienia, jak takie warunki znoszą osoby, które nie mają dachu nad głową – wspomina Adam Myszor, radny powiatu mikołowskiego. – Pomyślałem o najmłodszych, o dzieciach, które w taki mróz są zostawiane na pastwę losu. W ten sposób problemy grzewcze zamieniły się w pytania egzystencjalne.

Ale nie było to tylko czcze rozmyślanie. Radny od razu zwrócił się z interpelacją o utworzenie w mieście okna życia.

Noworodek w zakrystii

Dzięki tej inicjatywie w pierwszych dniach sierpnia abp Wiktor Skworc poświęcił piąte okno życia w naszej archidiecezji. – Jest ono jak koło ratunkowe albo szalupa na statku – zauważył metropolita katowicki. Nowe miejsce, w którym można zostawić niechciane dziecko, znajduje się w Ośrodku dla Osób Niepełnosprawnych „Miłosierdzie Boże” w Mikołowie-Borowej Wsi. Wątpliwości co do takiej lokalizacji nie miał ks. Krzysztof Bąk, dyrektor Caritas Archidiecezji Katowickiej. Plusów jest kilka. Po pierwsze – całodobowy dyżur opiekunów. Po drugie – dojazd. – Nikt nie porzuca dziecka na rynku, w centrum miasta. Z reguły wybierane są miejsca ustronne. Tuż obok ośrodka biegnie droga przelotowa do autostrady i centrum miasta – podkreślił. Jest jeszcze trzeci element, który wyróżnia Mikołów. W żadnym innym oknie życia niemowlę nie będzie tak blisko Najświętszego Sakramentu. – Okno znajduje się w zakrystii naszej kaplicy – wyjaśnia ks. Bąk. Jednym z życzeń, które powtarzało się najczęściej, była prośba, żeby jak najdłużej okno okazało się nieprzydatne. – Każde ocalone w ten sposób życie to ogromna radość, która jednocześnie naznaczona jest cieniem tragedii, jaka wiąże się z takim wyborem – zauważył abp Skworc.

Pod płaszczem Kościoła

Te uczucia doskonale znają siostry jadwiżanki, które prowadzą okno życia. Z możliwości zostawienia u nich dziecka skorzystały już  4 osoby. – Kiedy odzywa się alarm, biegniemy wszystkie sprawdzić – zdradza s. Tomasza. Czasem zdarza się, że ktoś otwiera okno dla żartu. To jednak nie zraża sióstr. – Może chcą sprawdzić, jak to działa, jak szybka jest nasza reakcja – zastanawia się jadwiżanka. Od 2009 roku, kiedy otwarto pierwsze okno życia w województwie śląskim, w ten sposób uratowanych zostało 10 dzieci. Jak przyznają osoby opiekujące się oknami, wiele jest rodzin chętnych adoptować porzucone dzieci. Niestety, szybkie przeprowadzenie takich procedur uniemożliwia prawo. Okna życia to ostateczność, a ich sytuacja prawna w Polsce ciągle jest bardzo skomplikowana. – Zdaję sobie sprawę, że są takie sytuacje, kiedy matka absolutnie nie zechce się przyznać przed nikim, że urodziła dziecko i nie ma co z nim zrobić, a zatrzymać go też nie może. Wtedy właśnie to jest ratunek – przyznaje Jolanta Bugajska-Wierzbicka, adwokat, wolontariusz Ośrodka Adopcyjnego Archidiecezji Katowickiej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama