Nowy numer 44/2020 Archiwum

To był sierpień

– Zawierzenie Bogu i modlitwa zmusiły mnie do pracy nad sobą – przyznaje Tadeusz Rosa, prezes stowarzyszenia „Powrót”, trzeźwiejący alkoholik.

Stereotyp jest taki, że alkoholik zaczyna pić w bardzo młodym wieku. Mój przypadek temu przeczy. Zacząłem pić, mając 27 lat. W ogólniaku nie piłem, bo byłem w harcerstwie. Na studiach lubiłem wyprawy w góry. Trzymałem się określonych wartości, jakimi są Bóg, życie, zdrowie, miłość. Pierwsze poważne zetknięcie z alkoholem przyszło, gdy zacząłem awansować w pracy.

Zaczęły pojawiać się pokusy – narady, imprezy w pracy były okazją do picia. Problem alkoholowy pojawił się późno, ale postępował gwałtownie. Zatracałem hierarchię wartości. Na najwyższym szczeblu, gdzie stał Bóg, stanął alkohol. Reszta przestała być ważna. Odszedłem od Boga, zaniedbywałem żonę i dwóch moich synów, pracę. Z czasem poważnie podupadłem na zdrowiu, co spowodowało przejście na rentę. Czułem, że coś jest nie tak, ale – jak każda osoba uzależniona – wmawiałem sobie, że ten problem mnie nie dotyczy. Zaprzeczałem faktom. Dostrzegało to moje otoczenie. Ja nie.

W błędnym kole

Przez 16 lat żyłem w nałogu. Odsunęła się ode mnie rodzina, koledzy z pracy robili sobie z tego żarty, sąsiedzi patrzyli z lekceważeniem. Parokrotnie próbowałem przestać pić. Chciałem udowodnić innym, że jestem na tyle silny, że potrafię coś zmienić. Brakowało mi samozaparcia i prawdziwej chęci do pracy nad sobą. Wpadałem w stany ciągu alkoholowego, które w końcowej fazie nałogu trwały nawet tydzień. Wtedy czułem pustkę wewnętrzną, ból fizyczny i duchowy: pojawiał się lęk, wegetowanie między życiem a śmiercią. Moje próby odebrania sobie życia były wołaniem o pomoc. Gdy przestawałem pić, pojawiał się zespół abstynencyjny, delirium, zjawy, dlatego musiałem pić, aby jakoś funkcjonować. To takie błędne koło. W ciągu alkoholowym jest tak, że czuje się przymus picia, pije się cały czas z przerwą na drzemkę. W trakcie tego stanu człowiek jest zaniedbany – nie ma siły, żeby się umyć, przebrać, musi pić non stop. Ten stan kończy się, gdy alkoholik nie ma siły podnieść następnego kieliszka. To dobry moment, żeby próbować coś z sobą zrobić. Oczywiście, wsparcie najbliższych jest tu ważne. Ja właśnie takiego wsparcia doświadczałem – moja rodzina się ode mnie odsunęła, ale nie odeszła.

Siła księgi

Miałem silny kontakt z matką, która często mówiła mi, że modli się za mnie. To powodowało, że zastanawiałem się nad swoim życiem. Przełom nastąpił w kościele. To był sierpień. W mojej parafii były rozłożone księgi trzeźwościowe, w których można było deklarować czas abstynencji. Postanowiłem wtedy, że rozpocznę życie bez alkoholu. Oczywiście, nie było to proste, jednak byłem zdeterminowany i zawierzyłem Bogu. 1 września 1993 roku był dniem, w którym moja przemiana się rozpoczęła. Rodzina podeszła do tego z ostrożnością, pamiętając poprzednie próby. Myślę, że ich postawa, bez nadmiernego dopingowania mnie, to najlepsze, co mogli zrobić. Pamiętam pewną sytuację. To było po 3 latach mojego życia bez alkoholu. Spóźniłem się do domu o parę godzin. Zawsze mówiłem mojej żonie, kiedy wrócę, gdzie idę. Gdy w końcu dotarłem do domu, wyczułem w zachowaniu mojej rodziny nieufność i strach, że na nowo stanę się czynnym alkoholikiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama