Zaczynało się od porządków, a potem wszyscy spotykali się przed piekarnią z rozłożystymi blachami kołocza do upieczenia – wspomina z nostalgią Helena Matuszek. – Ks. Dudek [pierwszy proboszcz – przyp. aut.] przed odpustem szedł na kopalnię prosić, żeby górnicy dostali zaliczki i mogli dzieciom coś na ten dzień kupić – dodaje Krystyna Żołna. – Ci, którzy się tu sprowadzili, już tego nie rozumieją. Uroczystości nadal mają piękną oprawę, ale dla nas, mieszkańców Nikiszowca, którzy się tu urodzili, duch jest już inny – precyzuje pani Helena.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








