Kiedy słucha się historii życia Tima Guénarda, włos jeży się na głowie. Nie bez przesady jeden z naszych redakcyjnych kolegów powiedział, że w jego przypadku stwierdzenie „piekło na ziemi” nie jest przenośnią. Kiedy miał trzy lata, matka stwierdziła, że chce rozpocząć z kochankiem nowe życie. Tim był w nim zbędnym balastem, więc zostawiła go na opłotkach miasta przywiązanego do słupa. „Zapamiętałem jej białe, znikające w oddali buty. (…) Nie pocałowała, nie pomachała na pożegnanie. Znaleziono mnie nad ranem. Byłem przerażony i zmarznięty” – opowiadał przed laty na łamach GN.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








