Nowy numer 39/2020 Archiwum

Serce Łucji

Wystawa gimnazjalistki. Ma 16 lat. O aborcji i in vitro wie wszystko.

Przyznaj, od czego się zaczęło – zwraca się do Agaty Sikory jej tata. Nastolatka odwzajemnia się szelmowskim uśmiechem. – W niedziele tradycyjnie jemy śniadania tu, przy stole, wszyscy razem – ruchem głowy wskazuje na rozłożysty stół w salonie. – Siedzieliśmy w trójkę: ja, Ewa i Franek. Wołaliśmy: „Chcemy braciszka, chcemy braciszka!”.
 Bóg wysłuchał prośby rodzeństwa i dał jeszcze jedno dziecko – tak tłumaczy to Marek Sikora z Rudy Śląskiej-Halemby.


Badań nie będzie


Najpierw była wielka radość: będzie dziecko, może braciszek. Później Aleksandra Sikora wybrała się na standardowe badanie – USG prenatalne. Zapadła cisza i po chwili lekarz oznajmił, że dziecko ma wadę serca. I że to nie jest zwykła wada, bo w 70 proc. przypadków jej występowanie jest powiązane z zespołem Downa.
– Zasugerował żonie, że warto byłoby się przebadać.

Według niego, oboje jesteśmy w takim wieku, że zespół Downa był pewny na 90 proc. – wspomina pan Marek.
Pani Aleksandra decyzję podjęła jeszcze w gabinecie: żadnych badań nie będzie. – Rodzą się dzieci zdrowe, rodzą się dzieci chore – taka kolej rzeczy. Nie było w nas strachu, musieliśmy to tylko przemodlić – głos Marka Sikory brzmi pewnie i stanowczo.
Dzieci od początku wiedziały, że nowe rodzeństwo może urodzić się poważnie chore. To nie zmniejszało radości oczekiwania. – Wszystkim się chwaliłam, że prawdopodobnie będę miała siostrę. Nie ukrywałam, że może mieć wadę serca – opowiada Agata.
 Początek stycznia: narodziny Łucji były jak przedłużenie Bożego Narodzenia. Wszyscy czują radość, nie ma zespołu Downa. Najmłodsza siostra jako niemowlak dostała 10 punktów w skali Apgar i w ogóle nie widać, że mogłoby jej coś dolegać. – Wtedy doceniliśmy badania wykonane podczas ciąży. Gdyby nie one, nikt nie zorientowałby się, że z sercem Łucji jest coś nie tak – wyjaśnia Marek Sikora.
 Pierwsze problemy zaczęły się po ok. 2 tygodniach. Łucja przeszła operację założenia pierścienia zaciskowego na tętnicę płucną. Doszło do niedotlenienia, ponieważ krew przepływająca pod zbyt wysokim ciśnieniem zaczęła zalewać płuca. Później doszły kolejne komplikacje, m.in. sepsa. Przez miesiąc państwo Sikorowie nie wychodzili z OIOM-u,
walcząc o życie córki. – Kiedy tak się rozglądałem po salach i dzieciach, które leżały obok nas, doszedłem do wniosku, że ona wcale nie jest tak strasznie chora. Są gorsze przypadki – przekonuje pan Marek.


Czystość efektywna


Te wszystkie wydarzenia stały się dla Agaty inspiracją. Historię rodziny, narodzin Łucji znała Iwona Długaj-Skrzydeł, jej nauczycielka chemii. Pod jej opieką Agata uczestniczy w programie unijnym „Kapitał Ludzki – Nauka drogą do sukcesu na Śląsku”. Jako stypendystka musi nie tylko wyróżniać się wynikami w nauce, ale także angażować w przygotowywanie przedsięwzięć na rzecz lokalnej społeczności. Stąd pomysł na zorganizowanie wystawy. Tematyka pro life wydawała się w obecnej sytuacji rodziny Sikorów naturalną konsekwencją.
Agata, pod kierunkiem swojej nauczycielki, nawiązała kontakt z organizacjami pro life z Poznania i Krakowa. Od nich dostała większość materiałów: plakaty, informacje o zagrożeniach, dane statystyczne itp. Oprócz tego poprosiła o wsparcie ks. Antoniego Bartoszka, kierownika Zakładu Nauk o Rodzinie na Wydziale Teologicznym UŚ, który podpowiedział projekcję filmu.
– Sporo się dowiedziałam dzięki temu – przyznaje. – Pewne fakty zaskoczyły mnie, np. że aborcja dokonywana jest bez znieczulenia. Tak samo jak informacja, że propagowanie czystości przedmałżeńskiej jest bardziej efektywne niż wolny dostęp do środków antykoncepcyjnych. W Anglii łatwo zdobyć tabletki antykoncepcyjne, a ciąż i aborcji wśród nastolatek jest zdecydowanie więcej niż u nas.
 Czy rodzice nie obawiali się, że ich nastoletnia córka interesuje się „takimi tematami”? – Jestem zwolennikiem nazywania wszystkiego wprost. Większość kobiet zachowuje zdjęcia USG dziecka: stópek, rączek, główki. To jest ich dziecko, a nie płód czy zlepek komórek. I to powinno być ostatecznym dowodem, że aborcja to zabójstwo – argumentuje Marek Sikora. – Tę prawdę przekazałem moim dzieciom. Razem z żoną rozmawiamy z nimi na wszystkie tematy.
 Pomysłu broni także Iwona Długaj-Skrzydeł. – Jako nauczycielka widzę, jak zmieniają się relacje między dziewczyną a chłopakiem. Wszystko dzieje się wcześniej niż kiedyś. Warto, żeby wiedzieli, co się z tym wiąże – wyjaśnia.
Choć Agata poglądy na tematy pro life miała już ugruntowane, przygotowywanie wystawy zmusiło ją do przemyśleń. – Walkę o dostęp do aborcji ładnie nazywa się prawem do wolnego wyboru. Kiedy patrzę na Łucję, nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być. Co więcej, gdyby każdy rzeczywiście miał ten „wolny wybór”, to skąd mogę wiedzieć, że np. mama po moim poczęciu nie stwierdziłaby, że jest za wcześnie, żeby rodzić. Albo moja babcia zrezygnowałaby z urodzenia taty. My o tym nie możemy decydować! – mówi nastolatka.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama