Nowy numer 39/2020 Archiwum

Puls w rytmie Boga

Warsztaty gospel w Katowicach
. Kto śpiewa, dwa razy się modli – mawiał św. Augustyn. Dlaczego więc nie śpiewać gospel?


Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się na hasło „gospel” w Polsce, to film. Amerykański obraz, w którym czarnoskórzy wierni śpiewają podczas nabożeństwa. I to było dla kilku uczestników motywacją do przyjścia na warsztaty. – Oglądałam film „Zakonnica w przebraniu” i bardzo mi się podobał – przyznaje szczerze Klaudia Kąkol.
– Moje motto brzmi: „Nie ma Jezusa, nie ma gospel”. To zawsze idzie ręka w rękę – podkreślał Wayne Ellington, który przyjechał z Londynu, by poprowadzić warsztaty w Katowicach. – Jezus jest we mnie, jest w tobie. On jest tutaj z nami. Musimy tylko wyczuć Jego obecność – przekonywał publiczność, która przyszła na koncert wieńczący warsztaty.
A potem huknął śpiew z gardeł ponad 150 uczestników spotkania.
Zanim doszło do koncertu, występujący mieli za sobą dwa dni wytężonej pracy. Ćwiczyli nie tylko swoje głosy. Dobrych rad przed występem udzieliły im m.in. Monika Wierzbicka i Cieszka Żółtko ze Stowarzyszenia „Sztukmisja”.


– Na co dzień nie zajmujemy się muzyką gospel, ale scena jest naszym wspólnym żywiołem – wyjaśniła Monika Wierzbicka. – Czym innym jest nagrywanie płyty, wtedy liczy się tylko głos. Na scenie ważny jest kontakt z widzami, nie wolno się drapać, rozglądać – mówi Cieszka Żółtko. – Dobrze, kiedy zespół na scenie pulsuje jak jeden organizm – przekonywały uczestników prowadzące.
Jednak – jak przekonują organizatorzy – w gospel nie liczy się tylko wyszkolony głos czy perfekcyjny ruch sceniczny. – Trzeba wiedzieć, o czym się śpiewa. Reszta to dodatek – podkreśla Aniela Kowalczuk z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Akademickiego.
Kilka osób przejechało pół Polski, by wziąć udział w warsztatach. Tak jak Lidia Liberska i Klaudia Kąkol, gimnazjalistki z Nowych Skalmierzyc koło Koszalina. O szkoleniu usłyszały od opiekunki chóru, w którym śpiewają. – Gospel pozwala nam lepiej się modlić, być bliżej Boga. W tej muzyce jest moc – przekonuje Klaudia. – Chcemy zobaczyć, jak to wygląda od środka – dodaje Lidia.
I choć kobiety miały w chórze przewagę liczebną, wśród uczestników warsztatów znalazło się także kilku mężczyzn. Andrzej Homańczyk na co dzień śpiewa w grupie wokalnej „Camerton”. – Śpiewam basem, więc obawiałem się, czy podołam, bo te piosenki są zwykle w wysokiej tonacji, ale na razie daję radę – dzielił się swoim doświadczeniem pierwszego dnia.
Co uwodzi w tej muzyce? Małgorzata Żołnierek, która śpiewa w gospelowym zespole „Z miłości”, przyznaje, że przede wszystkim ekspresja. – W kościele nie zawsze można tak energetycznie oddawać cześć Panu Bogu. Tutaj nie ma takich ograniczeń, można naprawdę pokazać siebie i śpiewać z głębi serca – zauważa. – W gospel można poczuć się naprawdę wolnym – potwierdza Ewa Siuda-Szymanowska, uczestniczka warsztatów, członkini zespołu „Gospel Sound”. – Myślę, że gospel jest coraz popularniejszy, ponieważ wielu ludzi szuka swojego sposobu na uwielbienie. Nie chodzi nam przecież o to, żeby zmieniać tradycyjną formę liturgii i przekonywać wszystkich na siłę, że tak jest lepiej. Ale podczas naszych koncertów ludzie reagują bardzo spontanicznie – zaznacza.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama