Nowy numer 39/2020 Archiwum


Najwyżej upierzemy

Kazanie dla dzieci było o codziennej modlitwie. 
– Co tatuś mówi przed spaniem? – zapytał ksiądz. Na to 6-letni chłopiec: 
– Tatuś mówi: 
„Posuń się, stara”.


To anegdota z VII Międzynarodowego Sympozjum Humorologicznego „Festiwal Humoru” na Uniwersytecie Śląskim. Pod tą nieco pokręconą nazwą kryje się regularna konferencja naukowa z referatami, wykładami i warsztatami. W tym roku było m.in. o humorze pijackim i stadionowym. Socjolog dr Elżbieta Sekuła prezentowała zdjęcie tłumu kibiców, a między nimi rozpięty na trybunie potężny baner reklamowy: „Posterisan na hemoroidy”. – Rozumiem, że ludzie czasami długo siedzą na meczu, ale czy to dobrze dobrana reklama? – pytała z powagą na twarzy. Opowiadała też o Stadionie Narodowym w Warszawie, pod którym – co prawda – zbudowano dwupoziomowy parking, ale przed meczem... nie wpuszcza się tam samochodów, ze względu na zagrożenie terrorystyczne.


Nie bój się kota


Był też wykład: „»Czarny« dowcip śląsko-galicyjski” o... księżach i klerykach z diecezji katowickiej i bielsko-żywieckiej. – W czasie obrzędu święcenia domu do księdza zaczął łasić się kot. A właścicielka na to: „Niech ksiądz się nie boi, że kot księdzu pobrudzi sutannę, najwyżej ściągniemy i upierzemy” – opowiadali ze śmiechem doktoranci UŚ Łukasz Greń i Tomasz Pal.

Część zabawnych wydarzeń widzieli na własne oczy, bo są katolikami ukształtowanymi przez wspólnoty ministranckie (a Łukasz Greń też przez oazę). Przytaczali kwiatki z ogłoszeń parafialnych, np.: „Cała wspólnota dziękuje chórowi młodzieżowemu, który na okres wakacji zaprzestał swojej działalności”, czy ze śpiewanej modlitwy wiernych: „Módlmy się za siostrę Anastazję, której kończy się dziś okres (tu śpiewający zrobił przerwę na oddech) posługiwania w naszej wspólnocie”. Było też o kawałach, które robią sobie klerycy. Na przykład o przybiciu do podłogi ustawionych przy łóżku papci śpiącego kolegi, tuż przed „zrywem” o piątej rano. Humor w seminarium pomaga rozładować stresy, związane choćby z nauką.


Ksiądz mo dziś...


Nowy wikary nie wiedział, w którym miejscu zaczyna się trasa jego kolędy. Zagaił więc stojącego tyłem mężczyznę, którego dostrzegł za jedną z bram: „A cóż tak trzepiecie ten dywan, gospodarzu?”. Mężczyzna odparł: „A bo, ku..., ksiądz mo dziś...”. Nie dokończył, bo odwrócił się i zobaczył, z kim rozmawia. To jedna z anegdot z Festiwalu. Albo to, też autentyk: „W sobotę sprzątaliśmy kościół. Dziękuję wszystkim, którzy poczuli się do obowiązku dbania o naszą świątynię. Nikt nie przyszedł”.
– Często humor uczy też pokory. Pewien ksiądz w kazaniu o zagrożeniach płynących z mediów wspomniał: „Jesteście uzależnieni od telefonów komórkowych, zakłócają one często przebieg liturgii”. I wtedy zaczęła donośnie dzwonić komórka w jego własnej kieszeni – mówili socjologowie.
Tomasz Pal sam dostał kiedyś od Pana Boga pełną humoru lekcję pokory. Pojechał na rekolekcje z panelem dyskusyjnym o pięknie liturgii. W niedzielę rano zebrani tak gorąco dyskutowali, czy Komunia św. powinna mieć postać opłatka czy chleba, że na Mszę św. podjechali w ostatnim momencie. 
– Psalm wyszedł nam tragicznie, bo śpiewającej go dziewczynie aparat na zębach poranił język. Lektor zatrzasnął lekcjonarz i wyjął zakładkę, więc kleryk nie mógł znaleźć tekstu do „Alleluja”. Organista źle mu podegrał. I choć kleryk umie śpiewać, w stresie wydał z siebie takie dźwięki, jakby go zarzynali. Koncelebrujących księży, których było z 17, całkiem to rozłożyło. To było śmieszne i pouczające, że trzeba więcej robić niż gadać – mówi Tomasz Pal.



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama