Nowy numer 39/2020 Archiwum

Zastąpić Lenina

Akcja 
dla mysłowickiej podstawówki. – To żenujące, żeby w XXI wieku szkoła nie miała biblioteki – kręci głową Aleksandra Fabryczny z rady osiedla Brzęczkowice-
-Słupna.

Szkoła Podstawowa nr 7 im. Kornela Makuszyńskiego co prawda ma bibliotekę, ale pełną książek, które średnio przydadzą się jako pomoce dla 7- czy nawet 10-latków. – Mamy w zbiorach pisane gotykiem niemieckie książki – wyjaśnia Maciej Lisak-Zbroński, dyrektor szkoły. – Są też całe kolekcje dzieł Lenina, czyli pozostałość działalności propagandowej na tych terenach.


Śląsk w pigułce


Mury podstawówki przesiąknięte są duchem historii. Na początku wieku mieściła się tu szkoła powszechna, której jednym z celów było zniemczanie śląskich dzieci. Jednak kiedy wybuchło pierwsze powstanie śląskie, w budynku, który obecnie mieści się przy ul. Stadionowej, usytuowano sztab główny. Później, w trakcie II wojny światowej, toczyły się tu walki o trakt kolejowy. W elewacji budynku widać jeszcze ślady niemieckich kul.
O tym, jak zaciekle mieszkańcy Mysłowic walczyli o polskość, świadczy m.in. wpis w kronice szkolnej na początek roku 1922/23: „Ziścił się sen naszych największych patriotów, naszych męczenników i naszych wieszczów.

Po 123 latach niewoli, odzyskał naród polski własne, niepodległe państwo. Pozostała jeszcze przy Niemcach dzielnica śląska, jęcząca od 600 lat pod jarzmem pruskiem, tęskniąca do matki – Polski. Ale po trzykrotnem, ciężkiem zmaganiu się krwawem dzielnych powstańców górnośląskich z przemocą niemiecką, po przeprowadzonym plebiscycie, część tej prastarej dzielnicy piastowskiej została przyznana Polsce”.
Ten fakt radością napełnił nie tylko nauczycielskie serca. O tym, jak dalece nie powiodła się próba germanizacji uczniów, najlepiej świadczy dopisek w książce jednego z uczniów. Pod tytułem „Luftwaffe schlaegt zu” („Luftwaffe uderzajcie!”) jakiś chłopiec nabazgrał: „książka o piepszonych szwabach”.
Mimo tego nimbu chwalebnej przeszłości i obecnych wysiłków nauczycieli, nauka w szkole, w której brakuje biblioteki z prawdziwego zdarzenia, by-
ła nie lada wyzwaniem. Aleksandra Konowalska, bibliotekar-
ka, razem z dyrektorem szkoły przejrzała księgozbiór, skatalogowała nieprzydatne książki. W ten sposób okazało się, że prawie 70 proc. tytułów zostanie usuniętych.
– „Lenin w Krakowie” raczej nie jest porywającą lekturą, do której przekonam uczniów szkoły podstawowej – uśmiecha się pani Aleksandra. – Brakuje nam wszystkiego – od lektur szkolnych, przez atlasy, po zwykłą literaturę dziecięcą.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama