• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Świąteczne drzewko mango

    Ks. Sebastian Kreczmański

    dodane 18.12.2017 10:23

    Kamerun, Mozambik, Uganda, Peru, Boliwia, Białoruś to kraje, z których misjonarze spotkali się w Piekarach Śląskich.

    Oprócz sióstr służebniczek i ojca franciszkanina byli także obecni świeccy misjonarze, którzy w tych dniach przebywają w Polsce.

    Ks. Grzegorz Wita, wikariusz biskupi ds. misji w archidiecezji katowickiej, zachęcił obecnych misjonarzy do tego, aby podzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z przeżywaniem świąt Bożego Narodzenia na misjach.

    - Przede wszystkim taniec. W ten sposób Kameruńczycy wyrażają siebie. Tańczą przez cały dzień, a potem nawet przez całą noc z przerwą na posiłek - mówi siostra Izabela, która dziewięć lat posługuje w północnym Kamerunie. - A jeśli chodzi o jedzenie, to świąteczną potrawą jest ryż z mięsem i sosem pomidorowym - dodała.

    Siostra Gracja, która posługiwała na Białorusi, podzieliła się doświadczeniem jednych z najmroźniejszych świąt Bożego Narodzenia, które przeżyła. - Pamiętam, jak podczas Eucharystii wszystko marzło. Pierwszy raz widziałam, jak zamarza wino w ampułce. Wtedy było około minus czterdziestu stopni, a kościół był nieogrzewany - mówiła.

    O zupełnie inaczej przeżywanych świętach Bożego Narodzenia mówiły świeckie misjonarki, które posługiwały w Ameryce Południowej. Przede wszystkim opowiedziały o odmiennej kuchni, którą spotkały podczas posługi. - Takim rarytasem dla Peruwiańczyków jest świnka morska. Nie je się tego na co dzień, ale właśnie na święta - powiedziała Magdalena Tlatlik, która przez sześć lat posługiwała w Peru. - Niestety w Peru nie ma kolęd, tylko raczej takie „komercyjne” piosenki. A każde spotkanie świąteczne kończy się tańcami… Coś, czego można pozazdrościć, to fakt, że jest dużo ekspresji - dodała.

    Swoim doświadczeniem podzieliła się także Monika Krasoń, która posługiwała w sierocińcu w Ugandzie. - Świętujemy pod drzewem. A drzewo to mango. I tak chcieliśmy stworzyć atmosferę, zachęcając dzieci, żeby stroiły to drzewo - powiedziała. - A na same święta była uczta, czyli „kurczakobicie”. Bo te kurczaki, są kościste i trzeba ich dużo… Ale muszę powiedzieć, że tam po raz pierwszy przeżyłam taką prawdziwą radość z Bożego Narodzenia. Do tego na wiosce przez głośniki na cały regulator leciały piosenki o Bożym Narodzeniu - mówiła.

    Spotkanie rodzin misjonarzy oraz samych misjonarzy, którzy są w tych dniach obecni w kraju, odbywa się corocznie. Każdorazowo przed Bożym Narodzeniem jest organizowane w innym miejscu związanym z któryś z misjonarzy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół