• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nie zdradzę górników

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Katowicki 46/2017

    dodane 16.11.2017 00:00

    Zasłużony kapelan górniczej i śląsko--dąbrowskiej Solidarności: ks. prał. Bernard Czernecki otrzymał 11 listopada, w Święto Niepodległości – Order Orła Białego.

    Do Jastrzębia, gdzie w latach 70. ubiegłego stulecia powstawały nowe kopalnie i wielkie osiedla mieszkaniowe, przybył w 1974 roku. Został proboszczem parafii Świętej Katarzyny. Biskup Bednorz zlecił mu też budowę nowej świątyni Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła. Właśnie tutaj – w Nowej Hucie Górnego Śląska – duchowny przeżył najtrudniejszy okres swego życia: jako proboszcz i kapelan śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

    Bezdomny Chrystus

    Powodów do zmartwień miał wiele. Początkowo, zwłaszcza przy budowie nowego kościoła, w niełatwych czasach komunizmu. Parafia liczyła wtedy aż 55 tysięcy wiernych. Ludzie gromadzili się wokół kaplicy św. Jana Nepomucena. Do górniczego Jastrzębia zjeżdżały się rodziny z całej Polski. Za chlebem. Za lepszym jutrem. Ksiądz Czernecki był świadom, jak na miasto patrzy władza.

    Już w październiku 1979 roku pisał: „Reżim pragnął, aby w Jastrzębiu nie była głoszona Ewangelia. A my, kapłani, napełniamy nauką Jezusa całe górnicze miasto”. Na regularność praktyk religijnych nie pozwalał czterobrygadowy system pracy. Ale paradoksalnie to właśnie górnicy, ludzie ciężkiej pracy, zbudowali „kościół na górce”. Sam ksiądz Czernecki nie uważał się za budowniczego. Powtarzał jedynie, że powierzono mu odpowiedzialność za budowę świątyni. I że jest to wspólne dzieło parafian. Był przekonany, że „ten kościół jest darem dla Chrystusa, który tu w Jastrzębiu był bezdomny”. Już w czerwcu 1978 roku po strajkach w kopalniach „Jastrzębie” i „Moszczenica” ksiądz Czernecki stanął po stronie zwolnionych górników, którzy domagali się m.in. wolnej od pracy niedzieli. „Czy stawanie w obronie pokrzywdzonych robotników jest polityką?” – pytał. Dla niego był to „święty, duszpasterski obowiązek”. I dodał: „Mogę to przypłacić więzieniem, może życiem? (...). Nie wolno pozostawić, zdradzić biednych, pokrzywdzonych. A więc w imię Boże!”. Udało się. Dzięki jego interwencji u władz, przy wsparciu bp. Herberta Bednorza, górnicy wrócili do pracy. Zwolnienia dyscyplinarne anulowano. Ksiądz Czernecki stwierdził: „Zwyciężył Cieśla z Nazaretu. A miejscowe władze zaczęły się liczyć z prostym klechą bez tytułów i kościelnych godności”. Dwa lata później zostaje duchowym opiekunem strajkujących górników. Jest rok 1980. Strajk na kopalniach rozpoczął się w czwartek 28 sierpnia wieczorem. Dokładnie w dniu pielgrzymki duchowieństwa archidiecezji katowickiej do kościoła św. Jana Nepomucena dla uczczenia 250. rocznicy jego kanonizacji. Do Jastrzębia przyjechali katowiccy biskupi, 500 kapłanów i 200 kleryków. To pierwsza tego typu pielgrzymka w budującym się kościele.

    Macie zmienić świat

    Górnicy dołączyli do strajkujących już od dwóch tygodni na Wybrzeżu stoczniowców. Jako pierwsza stanęła kopalnia „Zofiówka”. Na ulicach Jastrzębia pojawiły się ulotki przeciwko protestom. Kobiety namawiano, by nakłaniały mężów do odstąpienia od strajku. A ksiądz Czernecki prosił, by mimo to wytrwali i wołał z ambony: „Śląsk nie może czekać z założonymi rękami, aż Wybrzeże wywalczy ludzkie warunki pracy i życia. Niech oni się narażają, a my będziemy korzystać. To nie jest chrześcijańska postawa”. Przypominał wszystkim, że górnicy walczą nie tylko o swoje prawa. Po latach wyznaje, że „tej pomocy duszpasterskiej nie można było odmówić”.– Górnicy nie opuścili nas w walce o budowę kościoła. My, kapłani, nie mogliśmy opuścić ich w walce o ich prawa. To byłaby zdrada – tłumaczy ks. Czernecki.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół