Nowy numer 16/2018 Archiwum

Afryka okiem Krzysztofa

Rozmawiał z ludźmi, którzy jako dzieci zostali porwani i wcieleni do bandyckiej Armii Oporu Pana. Opowiadając, płakali. Zrobił nawet wywiad z przywódcą rebelii w Ugandzie, który twierdzi, że jest… Bogiem Ojcem.

Krzysztof Błażyca, nasz kolega z redakcji „Gościa Niedzielnego”, katowiczanin, przeprowadził te poruszające rozmowy do swojej książki „Krew Aczoli”. 28 października otrzymał za nią grand prix międzynarodowego festiwalu Mediatravel w Łodzi w kategorii „książka podróżnicza roku”. „Krew Aczoli” to książka fascynująca. Zwłaszcza że polscy czytelnicy o strasznych wydarzeniach w północnej Ugandzie, za którymi stała tzw. Armia Oporu Pana, słyszeli niewiele.

Granat z kamienia

W październiku w Polsce gościł jeden z ugandyjskich bohaterów książki, ks. David Okullu. Zbierał tu pieniądze na budowę studni. – Ksiądz David oprócz bycia proboszczem prowadzi również organizację pomagającą lokalnej ludności. Wybudowali już pięć studni głębinowych – przedstawił swojego gościa Krzysztof Błażyca w czasie jego wizyty w Katowicach. Obaj opowiadali o rebeliach, które zaczęły się w Ugandzie w 1986 roku. Rebeliantów prowadził na początku Severino Lukoya, który podawał się za Boga Ojca

. Ludzie mu... uwierzyli. Krzysztof przeprowadził z Lukoyą wywiad do swojej książki. – W końcu ludzie zobaczyli, że Lukoya jest kłamcą, i opuścili go. Poszli do jego córki, zwanej Lakweną. Miała ona być prowadzona przez duchy, raz przez ducha włoskiego żołnierza, później przez jakieś duchy chińskie – mówili ks. David Okullu i Krzysztof Błażyca na spotkaniu w Katowicach. – Rebelianci wierzyli Lakwenie, że jeśli natrą się olejem z owoców shea, to nie będą się ich imać kule. I że jeśli będą rzucać kamieniami w helikoptery wojskowe, to te kamienie zamienią się w granaty – relacjonowali.

Powrót porwanych

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W 1987 r. rebeliantów skupił pod swoją komendą Joseph Kony, krewny Lakweny. Okazał się sprawnym wojskowym i przerażająco okrutnym człowiekiem. Jego podwładni masowo zabijali i okaleczali cywilów. Wojna z 60-tysięczną Armią Oporu Pana ciągnęła się do 2007 r., zamieniając północną Ugandę w morze łez. Kony posługiwał się chrześcijańskim językiem, żeby przyciągnąć do siebie ludzi, ale jednocześnie twierdził, że prowadzą go duchy. Brygadier Kenneth Banya, jeden z głównych dowódców Armii Oporu Pana, podzielił się z Krzysztofem Błażycą opinią, że Kony był opętany.

Niedobitki Armii Oporu Pana trwają w Republice Środkowej Afryki do dziś. Krwawy przywódca Joseph Kony ukrywa się prawdopodobnie w Sudanie. „Krew Aczoli” to również poruszająca opowieść o przebaczeniu i pojednaniu. Do społeczeństwa zostali przyjęci dawni rebelianci Armii Oporu Pana, którzy często zresztą byli do niej wcieleni jeszcze jako uprowadzone dzieci. W procesie pojednania pomagały tradycyjne rytuały ludu Aczoli, m.in. picie wywaru z korzeni drzewa o nazwie oput. – Ten wywar jest bardzo gorzki, co symbolizuje przełknięcie goryczy, która nastąpiła na skutek zbrodni. Ludzie w Ugandzie chcą przebaczyć rebeliantom – mówił ks. Okullu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma