• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Zjazd miast Stalina

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 36/2017

    dodane 11.09.2017 11:26

    O swoim dzieciństwie opowiedział na tym spotkaniu katowiczanin Zbigniew Kędzior, który jako noworodek dostał tytuł „Pierwszego obywatela Stalinogrodu”. Bez pytania jego rodziców o zgodę władze nadały mu też... imię.

    To było imię Józef. Na cześć Stalina. – Moja mama poszła mnie urodzić do szpitala w Katowicach, a ja urodziłem się następnego dnia w... Stalinogrodzie – powiedział pan Zbigniew. Jego niezwykłej opowieści słuchali zaintrygowani goście spotkania, które w Katowicach zorganizowało IPN w ramach projektu „Byłem mieszkańcem miasta Stalina”.

    Urząd daje imię

    Dzięki temu projektowi udało się zebrać wiele pamiątek związanych z trzema latami historii Katowic, kiedy nosiły one nazwę Stalinogród. – Tak się złożyło, że urodziłem się tuż po północy 9 marca 1953 roku – kontynuował pan Zbigniew. Właśnie wtedy nazwę Katowic władze zmieniły na Stalinogród. W akcie urodzenia, który ojciec pana Zbigniewa dostał już następnego dnia, urzędnik wpisał zgodnie z wolą rodziców: „Zbigniew Andrzej”. Cztery miesiące później Kędziorowie otrzymali jednak z urzędu nowy dokument, według którego ich syn nosił trzy imiona: „Józef Zbigniew Andrzej”. – Zdaniem władz wypadało, żeby pierwszy obywatel Stalinogrodu nosił imię patrona miasta. Rodzice w domu zawsze jednak mówili do mnie „Zbyszek”. Imię „Józef” było używane tylko wtedy, kiedy trzeba było pójść do urzędu albo przychodni – mówił na spotkaniu Zbigniew Kędzior.

    – Tego imienia pozbyłem się dopiero w końcu 1956 r., po zmianie nazwy miasta. Ojciec złożył wtedy pismo z prośbą o cofnięcie mi imienia Józef – relacjonował. Z powodu daty i godziny, w której na świat przyszedł Zbyszek, Kędziorowie musieli zrezygnować z planu przeprowadzki do Krakowa. Ojciec pana Zbigniewa miał tam dobrą pracę. – Kiedy władze dowiedziały się, że pierwszy obywatel ma opuścić miasto, spowodowały przeniesienie ojca do pracy w Katowicach... – opowiadał pan Zbigniew. Jedyną pozytywną stroną tej historii było to, że władze Katowic przyznały rodzinie „pierwszego obywatela” mieszkanie na Koszutce.

    No to do Chorzowa

    Katowice i tak miały szczęście, że nazwę „Stalinogród” nosiły tylko przez trzy lata, od 1953 do 1956 roku. Co mają powiedzieć mieszkańcy sennego miasteczka Kuçova w Albanii, które nazywało się „Qyteti Stalin” przez blisko 40 lat? W spotkaniu w Katowicach wzięła udział Blerina Braho, historyk z Albanii, która opowiedziała o smutnym losie tego miasta. Po upadku przemysłu panuje tam ogromne bezrobocie, wielu mieszkańców wyjechało, a ci, którzy zostali, zastanawiają się, czy nie było im lepiej w czasach „miasta Stalina”… W spotkaniu w Katowicach uczestniczyli też goście z kilku kolejnych „Stalinogrodów”: ze znanej Polakom ze złocistych plaż Warny w Bułgarii, istniejącego od średniowiecza Brasova w Rumunii i wzniesionego w polu miasta Dunaújváros na Węgrzech. Dzięki projektowi „Byłem mieszkańcem miasta Stalina” IPN zgromadził sporo związanych ze Stalinogrodem pamiątek. Wiele osób nadesłało wspomnienia o kasjerach na dworcach, którzy reagowali opryskliwie i wrogo, kiedy prosiło się ich w latach 1953–56 o bilet do Katowic. Często było to warknięcie: „Nie ma takiego miasta!”. Barbara Dembowska napisała w liście do IPN tak: „Urodziłam się niedługo po zmianie nazwy Katowic na Stalinogród. W mojej metryce urodzenia w treści jest Stalinogród i województwo stalinogrodzkie, ale pieczątka jeszcze ma w swojej treści Katowice. Widocznie w ciągu miesiąca nie zdążono zmienić pieczątek. Sytuacja była analogiczna do tej, kiedy podróżni w kasach PKP zamawiali bilety do Katowic; kasjerka ich pouczała, że Katowic nie ma, a kiedy poprawili nazwę docelową stacji na Stalinogród, to otrzymywali bilety do Katowic, bo po prostu maszyn drukujących bilety jeszcze nie zdążono poprzestawiać”. Na facebookowym profilu akcji jest też taki „polityczny” dowcip sprzed ponad 60 lat: „Mężczyzna na dworcu w Warszawie mówi do kasjerki: »Poproszę bilet do Katowic«. Ta odpowiada: »Do Stalinogrodu!!! Mogę panu sprzedać bilet do Stalinogrodu!«. Na to podróżny: »A to dziękuję, poproszę w takim razie do Chorzowa«”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół